sobota, 15 marca 2014

Rozdział 11

Niestety nie wyrabiam się tak, żeby pisać w tygodniu więc po prostu będę dodawała coś w weekendy. :) I proszę, zostawiajcie komentarze. :c

XI



     Obudził mnie huk. Nie miałam pojęcia co się stało, ale usłyszawszy przekleństwa Mateusza, uspokoiłam się. Pewnie coś mu spadło. - pomyślałam. Wyjrzałam przez okno. Nie potrafiłam stwierdzić, która jest godzina, a telefon leżał tak daleko, że nie chciało mi się po niego iść. Bądź co bądź słońce było już na niebie, więc najprawdopodobniej trzeba było już wstawać. Podeszłam do szafy i stanęłam przed nią z rękami na drzwiczkach. Jak ja się znalazłam w pokoju? Pamiętam tyle, że przysypiałam na łódce, więc musiałam tam usnąć. Przyjrzałam się swojemu strojowi. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie mundurek. Czyżbym po powrocie była tak zmęczona, że się nie przebrałam? Moje rozmyślania przewał kolejny huk i jeszcze głośniejsze przekleństwa.
- Co ty odwalasz? - zapytałam pretensjonalnie, wychodząc za drzwi.
- Zrzucam książki, żeby cię wkurzyć.
- Bardzo śmieszne, po co to robisz?
- Serio myślisz, że specjalnie to wszystko zrzucam? Nie moja wina, że kiedy jestem niewyspany wszystko wypada mi z rąk.
- To się wyśpij i spróbuj już więcej nic nie zrzucić, bo to irytuje.
- I mówisz to do kogoś kot ma dwie dziurawe ręce.
- Ech, nieważne.
     Wróciłam do pokoju. Musiałam się przebrać, bo ten mundurek był tak wygnieciony, że wyprasowanie go zajęłoby mi wieczność. Od razu naszykowałam sobie też ubranie na dzisiejszy wieczór. Nie byłam pewna czy sto procent to na siebie ubiorę, ale nie chciało mi się grzebać w torbie, żeby znaleźć coś lepszego. Leżała w niej jeszcze połowa ciuchów. Kiedy tu przyjechałam, bałam się, że cały czas będę nosiła te same ubrania, a tak naprawdę przez ponad połowę tygodnia nosiłam tylko mundurek, nie zamieniając ciuchów po lekcjach, chyba, że na trening. Po przebraniu się zobaczyłam na telefonie, że mam bardzo mało czasu. Zdążyłam się tylko uczesać i umyć zęby, bo za chwilę musiałam już wychodzić na śniadanie.
- Co tak późno? - zapytała Julia, gdy znalazłam się przy stole.
- W sumie to nie wiem. Budzik mi nie dzwonił, a myślałam, że mam jeszcze sporo czasu. Cieszę się, że już jesteś zdrowa. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Tak, miło.
- Klaudia, wymyśliłaś coś, żeby Sary i Marty nie było wtedy w pokoju?
- Po co? I tak nie będą tam chciały siedzieć. A jak zacznę je wyganiać to tym bardziej sobie nie pójdą.
- Jak wolisz.
- Na twoim miejscu zaczęłabym jeść śniadanie, bo pamiętaj, że musisz z tą nogą dowlec się do klasy. - powiedziała Nikola.
- E tam i tak już prawie normalnie chodzę.
- Prawi robi różnicę. Z resztą i tak pewnie cię boli, dlatego nie możesz chodzić szybko.
- No tak, ale z drugiej strony mam usprawiedliwienie jak się spóźnię. Wiecie może gdzie siedzi Jacek? Muszę z nim porozmawiać.
- O ile dobrze widzę już go tutaj nie ma. - odpowiedział Łukasz.
- Cholera.
- Jeżeli to coś ważnego, to mogę zapytać. - zaproponowała Julka - przecież chodzę z nim do klasy, więc złapać go przed lekcją to nie problem.
- Dzięki za chęci, ale w sumie to może poczekać. Chciałam się tylko czegoś dowiedzieć.
- Nie, nie ma dziewczyny. - powiedziała Nikola wesoło.
- Co? Och, nie, o nic takiego mi nie chodziło! - czy ja się zarumieniłam? - Nieważne, muszę się zbierać na lekcje, bo faktycznie nie zdążę.
     Wstałam od stołu i jak najszybszym krokiem ruszyłam pod klasę. Do diabła, czemu zrobiłam się czerwona? - pomyślałam - Przecież on mi się nie podoba. Próbowałam udawać, że informacja, jaką podała mi Nikola, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, ale dobrze wiedziałam, że w głębi serca się z tego cieszę. Pod klasą czekała już na mnie Patrycja. Uśmiechnęłam się do niej równocześnie próbując wyrzucić tamte myśli z głowy. Niedługo potem przyszedł nauczyciel. Gdy zajęłyśmy swoje miejsca, Patrycja odezwała się cicho:
- Będziesz dzisiaj u Julki, co nie?
- No pewnie, a ty?
- Też. - uśmiechnęła się.
- Nawet nie wiedziałam, że się znacie.
- Bo znamy się bardzo słabo. Zupełnie mnie zaskoczyła, zapraszając mnie, ale... Jestem! - odpowiedziała do nauczyciela, który sprawdzał obecność - Ale chętnie się zgodziła, bo już od dawna chciałam ją lepiej poznać.
- To czemu tego nie zrobiłaś?
- No jak to czemu? Tyle nauki! Nie mam czasu na nic innego. Zrobię sobie ogromne zaległości przez ten piątek, ale postanowiłam, że dzisiaj odpuszczę sobie tę naukę. Chyba zwariowałam.
     Nic jej na to nie odpowiedziałam. Nieraz faktycznie uważałam, że zwariowała, ale to dlatego, że bez przerwy się czegoś uczyła. To było irytujące, ale miewało swoje plusy. Chętnie pomagała mi znajdować odpowiednie książki do zadań domowych, a przede wszystkim miała dar, którego u nikogo innego nie dostrzegłam. Potrafiła wytłumaczyć mi tak, żebym zrozumiała nawet najtrudniejszą lekcję matmy czy geografii. Ucieszyłam się na myśl o tym, że Patrycja będzie u Julki. Chociaż tego jednego wieczoru nie przesiedzi z książką w ręce, chociaż któż ją tam wie? Jeszcze bardziej się ucieszyłam, gdy zobaczyłam na dworze wielkie kałuże po deszczu. Musiał padać w nocy, co oznaczało, że nie miałam nic do roboty w ogródku. Po skończonych zajęciach, na których jak zwykle nie było nic ciekawego, poszłam na obiad. Od dawna nie czułam się tak głodna, jak w tej chwili.
- Tylko zostaw sobie trochę miejsca w brzuchu. - powiedziała Klaudia, gdy nałożyłam sobie pełen talerz pierogów.
- Czemu?
- Bo u mnie tez będzie jedzenie. Na pewno nie będą to pierogi, no chyba, że chcesz.
- Teraz zjem ich tyle, że nie ruszę ich więcej przez miesiąc, więc nie, dziękuję. - powiedziałam z pełną buzią.
- Co?
- Mniejsza z tym. - przełknęłam w końcu - Mam nadzieję, że nie wymagasz jakiegoś eleganckiego czy coś.
- Do babskich ploteczek? A skądże! Jeżeli koniecznie chcesz sukienkę, to weź taką, co będzie robiła od razu za piżamę.
     Nikola parsknęła w talerz.
- Znowu się czepiasz tamtej fioletowej sukienki? - zaśmiała się głośno.
- To była piżama, mogę ci to przysiąc!
- A o co chodzi? - zainteresowałam się.
- Później ci to chętnie opowiem.
- Czemu nie teraz?
- Bo kilka osób też tego nie słyszało.
- Klaudia, od razu mówię, że na mnie nie czekaj. - odezwał się Łukasz.
- Co? Dlaczego?
- Łukasz i babski wieczór. Jakoś tego nie widzę. - zaśmiał się.
- Och, o to chodzi. Nic prostszego! Poproś Nikolę, żeby zrobiła cię na dziewczynkę i jakoś się wpasujesz.
     Wizja Łukasza w makijażu, peruce i damskich ciuchach rozśmieszyła mnie do łez. I nie tylko mnie. Julka wręcz dusiła się ze śmiechu.
- Wybacz, ale nie skorzystam. A teraz do zobaczenia.
- Ej, gdzie ty idziesz! - pytała Klaudia - Chcę się jeszcze z ciebie ponabijać!
     Po kilku minutach uspokoiłam się i mogłam dokończyć obiad z czym i tak miałam trudności, bo Klaudia skutecznie mnie rozśmieszała. Po posiłku wróciłam do pokoju. Przez chwilę patrzyłam przez okno. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, zabrałam się za pisanie listu do Sandry. Nie zdążyłam nawet napisać dwóch linijek, gdy do pokoju wszedł Jacek.
- Jednak jej odpisujesz? - spytał, podchodząc do drugiej strony stołu i obracając kartkę, na której pisałam - Ja bym jej na początku wygarnął, a nie próbował się tłumaczyć. Ale to ja.
     Oddał mi kartkę i skierował się do swojej sypialni.
- Mateusz! - zawołałam za nim - Ja wczoraj usnęłam na łódce, prawda?
- Tak.
- Więc jak ja się znalazłam w pokoju?
- Przyniosłem cię.
- Że słucham? - wydawało mi się, że znowu się czerwienię.
- Nie patrz tak na mnie, nie jesteś taka ciężka.
- Nie mogłeś mnie obudzić?
- Mogłem, ale to by i tak nic nie dało, spałaś twardo jak kamień.
- Zwykle mam płytki sen. - mruknęłam.
     Uśmiechnął się.
- Skoro tak bardzo ci zależy, to następnym razem chlusnę cię wodą, pasuje>
     Zaśmiałam się.Chwilę potem przyszedł do pokoju Mateusz i po przebraniu razem udali się na trening. Ja natomiast zostałam na kanapie i próbowałam się opanować, a za razem cieszyłam się ze swojego głębokiego snu. Nie posiadałam już zbyt wiele czasu do wyjścia, więc chcąc, nie chcąc, zostawiłam niedokończony list na stole i poszłam się przyszykować. Po jakichś 15 minutach stałam za drzwiami do pokoju dziewczyn.

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 10

Przepraszam, że nie dodałam tego rozdziału w czwartek, ale miałam za dużo na głowie, z resztą i tak jeszcze nie ze wszystkim się uporałam, ale znalazłam czas, żeby go napisać.

X



     Dzięki maści noga bolała mnie o wiele mniej z czego bardzo się cieszyłam, bo wcześniej myślałam, że oszaleję! Właśnie zaczęłam czytać książkę, gdy usłyszałam, że ktoś puka do drzwi. Okazało się, że to Nikola.
- Nic nie mów, wiem co się stało. - powiedziała, gdy otwierałam usta. Wyglądała na zdenerwowaną - Łukasz mi mówił. Wredna suka. Nie mam pojęcia za co ona się tak na ciebie uwzięła. Zwykle ma do tego powód.
- Raczej tak po prostu. - odpowiedziałam zdziwiona. Nie widziałam do tej pory Nikoli w takim stanie, a tym bardziej nie słyszałam, żeby przeklinała. - Bywa.
     Ona jakby mnie nie słuchała tylko dalej co chwile na nią zwymyślała. Myślałam, że może po prostu musi się na kimś wyżyć po swojej kłótni. Wolałam jej nie przerywać, bo jeszcze mnie by ofuknęła. Siedziałam cicho i czekałam aż skończy. Na szczęście zrobiła to dość szybko i mogłyśmy sobie pogadać.
- Jaki ty dostałaś szlaban? - spytałam w pewnym momencie.
- Nie mówiłam ci? - zdziwiła się.
- Nie.
- Pomagam przy obiadach.
- Żartujesz?!
- Nie patrz się tak! - zaśmiała się - Nie zauważyłaś, że są smaczniejsze?
- Wiesz, jakoś niezbyt.
- Kłamiesz. - powiedziała, uśmiechając się - W sumie nieraz i normalnie im tam pomagam, więc dla mnie to żadna kara.
- Szczęściara.
-  Ale popatrz, ty też nie masz źle. Kacper musi...
- Jaki Kacper? - przerwałam jej.
- Ten co wtedy usypiał. On i chyba jeszcze ten co siedział obok robią za woźnych i sprzątają klasy.
- Naprawdę? - zaśmiałam się.
- Tak. Więc chyba nie masz najgorzej, co?
- Oni tylko wybierają tablicę i zamiatają.
- A ty tylko podlewasz kwiatki. Nie dramatyzuj! - nie dała mi się odezwać - Zawsze mogłaś trafić na sprzątanie łazienki.
- To tu nie ma normalnych kar?
- Jakie niby to dla ciebie są?
- No nie wiem, coś pisać może...
     Przerwał mi jej śmiech.
- Jeżeli czegoś takiego szukasz to nie licz, że znajdziesz! Na twoje rozumowanie to przykro mi, ale nie ma takich.
- Głupie to wszystko.
- Oj tam! Przyzwyczaisz się. Z resztą tak jest zabawniej.
- No nie wiem.
     W tym momencie otworzyły się drzwi i zobaczyłyśmy Mateusza.
- Wiem, że się nudzicie, więc chodźcie z nami zagrać w pokera.
     Miałam ochotę odpowiedzieć, że wcale się nie nudzimy, ale Nikola chciała zagrać, więc odpowiedziałam tylko "chwilkę". Moja wypowiedź była w pełni uzasadniona, bo mimo to, że mogłam normalnie sama chodzić, to na każdym kroku kostka pękała z bólu. Kiedy wyszłam z pokoju od razu miałam większą ochotę zagrać, bo nie zobaczyłam tam Sary, aczkolwiek znajomi chłopaków mnie trochę krępowali. Usiadłam naprzeciwko Mateusza i nagle przypomniałam sobie, że miałam go zapytać o tą skrzynię. Jednak nie wypadało tego robić przy tylu ludziach, dlatego zajęłam się grą, w której Nikola okazałą się mistrzem. Do prawdy, nie rozumiem jak można wygrać ponad połowę rozdań! Większość chyba podzielała moje zdanie, bo patrzyła na nią z nieukrywanym podziwem. Gra skończyła się dopiero, gdy wpadła do nas zdenerwowana Gośka, krzycząc, że jest od ponad pół godziny cisza nocna. Wszyscy niespiesznie zaczęli się zbierać. Po ich wyjściu nadarzyła mi się akurat okazja, żeby porozmawiać.
- Mateusz, - złapałam go za ramię - chcę się o coś zapytać.
- A nie możesz jak się już wykąpię?
- Nie, chce tylko coś wiedzieć. - i nie czekając na odpowiedź, dodałam - Co z tamtą skrzynką? Co w niej było?
- Myślałem, że już o niej zapomniałaś.
- Więc? - zaległa krótka cisza.
- Było to jedzenie na stołówkę.
- I myślisz, że ci w to uwierzę?
- Idź się upewnij, jak ci tak bardzo zależy, a teraz dobranoc.
     Nie miałam ochoty sprawdzać, ale coś mi tu nie pasowało. Gdyby to było coś do kuchni to by to tam wnieśli. I co to byli za ludzie? Chociaż... drzwi do kuchni było stamtąd widać. Może faktycznie byli tylko tacy leniwi, że jej nie donieśli? Te myśli krążyły mi po głowie, gdy szykowałam się do spania.
     Następnego dnia rano, nie myśląc o tym co robię, wyskoczyłam z łóżka prosto na chorą nogę. Ból był ogromny! Przeklinając siebie w duchu, powoli zaczęłam się szykować. Myśląc o dzisiejszych lekcjach humor zaczynał mi się poprawiać. Było ich mało, a na dodatek same które lubię. Jednak szybko się popsuł, bo gdy doszłam do schodów spotkałam tam Sarę, która do stołówki nie chciała się ode mnie odczepić i coś do mnie gadała. Starałam się jej nie słuchać, ale z tego co zrozumiałam, chyba chciała mnie obrazić. Ucieszyłam się, gdy weszłyśmy do jadalni, bo nareszcie dała mi spokój.
- Ojej! A tobie co się stało?! - zapytała Klaudia, gdy usiadłam przy stole.
- Nic wielkiego. Wypadek na treningu.
- Jakoś ciężko mi w to uwierzyć, ale niech ci będzie. Mimo wszystko mam nadzieję, że będziesz u mnie jutro.
- No pewnie. Noga ma mnie niby powstrzymać?
- Dobra, to przyjdź gdzieś tak po 17. Wy też. - zwróciła się do Łukasza i Nikoli.
     Po śniadaniu wybrałam się od razu na lekcje, które mijały dziś zadziwiająco szybko, tak samo jak reszta dnia. Nawet nie wiem, kiedy zaczął się wieczór. Czas dawno tak szybko mi nie płynął. Teraz siedziałam na kanapie i próbowałam czytać, ale przez głośną rozmowę chłopaków nie mogłam się skupić. Moje prośby nic nie pomagały. W ogóle nie przejmowali się tym, że mi to przeszkadza. Niespodziewanie do pokoju weszła Gośka. Zdezorientowało mnie to. Odzyskałam równowagę dopiero, gdy powiedziała mi, że ma dla mnie list. Podeszłam do niej tak szybko, na ile pozwalała mi noga i wzięłam niewielką kopertę, po czym przeczytałam jej zawartość.

Cześć Karina,
cieszę się, że Ci się tam podoba, chociaż mam cały czas nadzieję, że wrócisz tutaj. Kilku osobom, w tym mi oczywiście, bardzo Ciebie brakuje. Nie mówię, że jest nudno, nawet może i trochę zabawniej, ale jakoś tak inaczej. Czekam bardzo na święta. Niby minął niecały miesiąc, a ja jestem już wykończona.
Trochę nie rozumiem, dlaczego nie odebrałaś ode mnie, ani razu, czy nie odpowiedziałaś na żadną wiadomość. Chyba na krótkiego SMS masz czas? To, że nie masz przez ten cały czas zasięgu jest tandetną wymówką, nie uważasz? Jeżeli nie chcesz do mnie pisać, to nie ma sprawy, tylko nie opowiadaj jakiś wymyślonych historyjek.
Sandra

- Niezbyt taktowna ta twoja przyjaciółka. - powiedział Mateusz.
- Nikt cię nie uczył, że cudzych listów się nie czyta?
- Niestety opuściłem tą lekcję. - wyszczerzył zęby.
     Nie odgryzłam się. Byłam zamyślona. Tak czekałam na ten list, a teraz miałam do niego mieszane uczucia. Wolałabym chyba go nie przeczytać. Jak niby mam jej teraz wytłumaczyć, że naprawdę nie mogę odpisać, skoro już wcześniej mi nie uwierzyła? Nagle wezbrała we mnie złość na nią i postanowiłam jej w ogóle nie odpisać.
- Idę się przejść. - powiedziałam niespodziewanie.
     Moja reakcja zaskoczyła obojgu.
- Z tą nogą i tak daleko nie zajdziesz. - powiedział Mateusz i wyszedł do siebie.
     Spojrzałam na Jacka.
- Też masz coś przeciwko?
- Nie, ale samej cię nie puszczę, bo coś sobie jeszcze zrobisz.
- Świetnie! - powiedziałam sarkastycznie - Więc chodź ze mną.
     Powiedziałam to od razu tylko po to, żeby zaoszczędzić sobie czasu. Schodziłam powoli po schodach, udając, że nie potrzebuję pomocy. Chciałam mu udowodnić, że niepotrzebnie ze mną idzie. Jednak coś mi nie wyszło, bo gdy tylko wyszłam, potknęłam się o jakieś kretowisko i wywróciłabym się, gdyby Jacek mnie nie złapał.
- I tyle z twojego radzenia sobie samej. - powiedział wesoło.
- Śmiej się, śmiej, ale mogło mi się coś stać.
- Na szczęście nie jesteś uparta.
     Na dworze prawie niczego nie było widać, bo księżyc zakrywały chmury. Miałam nadzieję, że jak najszybciej przejdą, bo robiłam z siebie ofiarę losu, co chwila się potykając.
- Gdzie chcesz iść? - zapytał.
- Nad staw. - powiedziałam po chwili.
- Jeżeli tym razem nie wywrócisz łódki to zgoda. - uśmiechnął się do mnie.
- Jak mi nie dasz do tego pretekstu to nie wywrócę.
     Po tym oboje zaczęliśmy się śmiać. Na moje szczęście w połowie drogi pojawił się księżyc. Mimo że był co jakiś czas przysłaniany małymi chmurami, to widać było o wiele więcej. Kiedy wsiedliśmy do łódki, od razu powiedziałam, że nie mam siły wiosłować. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak okropnie byłam zmęczona. Nie potrafiłam sobie wytłumaczyć dlaczego tak jest. Dzień nie był ciężki, chyba, że może wczoraj się nie wyspałam. Jacek co jakiś czas odwracał się, żeby zobaczyć co robię, lecz gdy za którymś razem miałam zamknięte oczy i lekko się kołysałam, trochę zaniepokojony zapytał:
- Wszystko w porządku?
     Otworzyłam oczy.
- Tak, po prostu jestem zmęczona.
- Może wracajmy?
- Nie! - zaprotestowałam tak stanowczo, że nawet mnie to zdziwiło - Jeszcze kilka minut. Teraz jest tutaj tak pięknie.
- Dobrze, ale tylko kilka minut, bo usypiasz. Usiądź koło mnie, w razie czego zdążę cię złapać, zanim wypadniesz.
     Wykonałam jego prośbę. Lekkie kołysanie łódki bardzo skutecznie mnie usypiało, ale starałam się za wszelką cenę temu nie poddać. Próbowałam przyglądać się tarczy księżyca odbijanej na wodzie, ale nadaremno. Nieświadoma tego, że moja głowa opadłą na ramię Jacka usnęłam.

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 9

Już się bałam, że się nie wyrobię na dzisiaj. :D Rozdział trochę krótki, ale to trochę za względu, że jutro szkoła i mam mało czasu, a trochę dlatego, że nie miałam przez pół dnia pomysłu. Postaram się wyeliminować te literówki. ;)
P.S. Ten rozdział to jeden wielki opis. O.o

IX



     Obudziłam się - jak na mnie - dość późno. Za oknem było już widać słońce na bezchmurnym niebie, przez co przez chwilę zastanawiałam się, dlaczego obudziłam się w tak podłym nastroju. Zaraz jednak przypomniałam sobie o szlabanie. Kidy szykując się, myślałam o tym co miałam dzisiaj zrobić, trochę mi przeszło. Tylko podlać kwiaty - pomyślałam i zeszłam na śniadanie. Przy stole brakowało tylko Julki, ale podejrzewałam,  że jej nie zobaczę, bo będąc chorą, pewnie dostaje jedzenie do pokoju, żeby nie zarażać innych. Usiadłam na swoim miejscu i od razu wyczułam napiętą atmosferę między Nikolą, a Łukaszem. Nie kłócili się, ale rozmawiali z o wiele przesadną uprzejmością. Klaudia wydawała się jednak tego nie zauważać i gadała jak najęta. Nie bardzo wiedziałam o czym. Zaczęłam smarować kanapkę masłem, gdy nagle Klaudia przerwała wypowiedź i zwróciła się do mnie:
- A ty przyjdziesz? - spytała z nadzieją.
- Ale gdzie? - odpowiedziałam, próbując przełknąć duży kęs.
- No na moje urodziny, mam w ten czwartek. - zrobiła pauzę - Nie robię, żadnej zabawy czy coś, ale miałam ochotę spędzić ten wieczór z przyjaciółmi. Wczoraj się popytałam wszystkich, ale miałam uczucie, że o kimś zapomniałam. No i tak usiadłam i myślę "kto jeszcze?". Daję słowo, siedziałam tak z 10 minut i zastanawiałam się o kim zapomniałam. Jak sobie w końcu o tobie przypomniałam, to aż się walnęłam ręką w czoło! Nie wierzyłam, że nie pamiętałam o tobie. No, ale sama rozumiesz. Nie znam ciebie długo.
- Mhm. - mruknęłam, chociaż nie słuchałam jej uważnie.
- No to jak, przyjdziesz? - przy tych słowach zrobiła taką minę, że nawet gdybym nie chciała, to nie miałabym serca odmówić - Super! Nie musisz mi nic dawać. I tak pewnie dostanę dużo prezentów. Na ostatnie urodziny dostałam od wujka papugę, mówiłam wam?
     Po minie Nikoli wywnioskowałam, że mówiła, ale nie powiedziała jej tego, pewnie ze względu, żeby przy stoliku znowu nie zapanowała grobowa cisza. Śmiać mi się chciało jak zauważyłam na sobie błagalny wzrok Nikoli. Nie miałam pojęcia jaki miałam Klaudii podrzucić nowy temat, a przez to, że tak się rozgadała, nie miałam jak pomyśleć. Na szczęście, przerwał jej Łukasz odzywając się do mnie:
- Dzisiaj trening jest po siódmej, nie szóstej lekcji.
- Czemu zmienili godzinę? - zdziwiłam się.
- Nie mam pojęcia. Może coś ważnego wypadło? - po tych słowach bez pożegnania udał się na lekcje.
- Może... - powiedziałam cicho.
     Klaudia, jakby naładowała siły, kontynuowała swoją opowieść w jeszcze szybszym tempie, czego już nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Kiedy spojrzała na mnie, bąknęłam, że coś sobie przypomniałam. Dziewczyna żywo się tym zainteresowała i chciała żebym opowiedziała. Nie czując się na siłach do wymyślania historyjki, oznajmiłam, że muszę udać się przed lekcjami do biblioteki. Na moje nieszczęście Nikola powiedziała, że tez musi tam pójść i wybierze się ze mną. Teraz chcąc, nie chcąc musiałam z nią pójść. Kiedy wyszłyśmy  z jadalni zaczęłam się kierować w stronę biblioteki, jednak Nikola złapała mnie pod ramię i szepnęła:
- Dobry pomysł z tą biblioteką, ale chodź po książki, bo wiem, że nic nie potrzebujesz.
     Zamurowało mnie, skąd ona to wiedziała?
- Ale... Jak...?
     Machnęła ręką.
- Przecież to było widać! - zastanowiła się - Przynajmniej ja zauważyłam, bo Klaudia była tak rozgadana, że wątpię czy ogarniała co się wokół dzieje.
     Poszłyśmy więc po książki, wesoło rozmawiając.. Rozstałam się z nią dopiero, gdy znalazłam się przy swojej klasie. Westchnęłam. Wolałabym być w każdej klasie tylko nie w tej. Powiedzmy to sobie szczerze, ponad połowa osób z klasy była bandą egoistycznych, leniwych dupków. Można ten komentarz uważać za śmieszny, ale ja będąc w tej samej klasie nie miałam powodów do śmiechu. Przeżyć z nimi jeden dzień to był koszmar, a co dopiero kilka lat? W takich chwilach zazdrościłam Nikoli, w ogóle każdemu, bo tylko ja miałam taką badziewną klasę. Jedynym pocieszeniem była Patrycja. Była pyzatą dziewczyną z rumianą buzią i jasnobrązowymi lokami, a swoje szare oczy musiała ukrywać pod ogromnymi okularami, przez które wyglądała trochę śmiesznie. Na początku myślałam, że jest taka jak reszta, ale miło się zaskoczyłam. Była bardzo uprzejma, skromna oraz bardzo inteligentna. Chociaż chodziłam do tej szkoły bardzo krótko to już sama zauważyłam, że zobaczenie Patrycji bez książki w ręku graniczy z cudem. Bardzo dużo czasu spędzała przy nauce, na mój gust za dużo, ale co ja się będę tym przejmować? Nie moje życie. Tak więc siedziałam z nią na większości lekcji i byłam z tego powodu zadowolona, bo nie musiałam się trudzić tak bardzo jak inni przy przy odpowiedziach czy czymś podobnym, bo Patrycja nieraz mi "pomagała", chociaż była przeciwna oszustwom. Dzięki niej zajęcia mijały mi trochę szybciej. Dopiero po ostatniej lekcji zdałam sobie sprawę, że przez przełożenie treningu, mam godzinę wolną, dlatego poszłam teraz podlać te wszystkie rośliny. Byłam rada, że nikt tym razem tego nie zauważył. Niby nie przejmowałam się tymi wczorajszymi chichotami, to jednak miałam z tego powodu pewien żal. Po skończonej pracy, udałam się na obiad, gdzie - na szczęście - panowała już normalna, wesoła atmosfera. Łukasz z Nikolą musieli się wreszcie pogodzić. Jedząc obiad, uznałam, że warto by było odwiedzić Julię.
- Klaudia, - zagadnęłam - jak się czuje Julka?
- Już lepiej. Do piątku powinna być całkiem zdrowa.
- Mogę do was dzisiaj wpaść?
- Jeszcze pytasz? Jasne, że tak!
     Uśmiechnęłam się i dokończyłam jeść kotleta, a następnie poszłam się przebrać. Nie był to dobry pomysł, żeby ćwiczyć od razu po obiedzie, ale nie miałam wyjścia. Wolałam dostać kolkę, niż jęczeć z głodu. Na zewnątrz zeszłam akurat w sam raz na czas. Cieszyłam się na myśl o treningu, bo była wprost idealna pogoda. Jednak mina mi zrzedła, gdy trenem powiedział co będziemy robić. Błagam, tylko nie koszykówka! - pomyślałam i powlekłam się za resztą wyraźnie ucieszoną z dzisiejszych zajęć. Jedyne, co mi się w nich dzisiaj podobało, to krótka rozgrzewka. Reszta to była tragedia! Na początku nie radziłam sobie jeszcze aż tak strasznie, ale przez stłumione śmiechy kilku osób przy każdym nieudanym rzucie traciłam koncentrację i grałam coraz gorzej. Najgorszą rzeczą było jednak to, że przeciwko mnie grała Sara. Cały czas robiła wszystko, żeby mnie ośmieszyć. Gdzieś w połowie treningu tak mnie popchnęła, że straciłam równowagę i upadłam, ale nie samo zdarzenie było najgorsze, tylko fakt, że upadłam na kostkę, z którą nieraz miewałam problemu, od czasu, gdy ją skręciłam. Zdarzało mi się źle postawić nogę i od razu się pode mną załamywała i najczęściej upadałam, co sprawiało chwilowy ból kostki. Teraz czułam się gorzej. Noga bardzo bolała. Próbowałam wstać, jednak gdy oparłam się na prawej nodze, niebezpiecznie się zachwiałam i znowu upadłam, co wywołało uśmiechu na kilku twarzach. Szybko podszedł do mnie trener i próbował zbadać kostkę, lecz gdy tylko mnie dotknął syknęłam z bólu. Oznajmił, że trzeba mnie zaprowadzić do pielęgniarki, na co Jacek długo się nie namyślając, pomógł mi wstać i powoli poprowadził w stronę szkoły. Utrzymywanie ciężaru ciała na tej nodze sprawiało mi ogromny ból. Wydawało mi się, że nigdy nie znajdę się w tym gabinecie. Kiedy pielęgniarka pojawiła się w drzwiach, szybko i trochę chaotycznie opowiedziałam jej co mi się stało. Zaprowadziła mnie do środka, a Jackowi kazała wracać na trening. Przez chwilę wydawało mi się, że nie zamierza wykonać prośby, ale chwilę potem odwrócił się i udał na boisko. teraz kobieta przyjrzała się mojej spuchniętej kostce, po czym delikatnie ją zbadał, co ja odczułam, jakby ktoś w nią rzucał kamieniami.
- Na twoje szczęście jest tylko bardzo nadwyrężona. - poszła do szafki i wyjęła z niej coś, co przypominało skarpetę z wycięciem na piętę i palce - to zastąpi ci opatrunek. Będzie ja lekko usztywniało. Przez kilka dni uważaj gdzie stawiasz nogi. Jeżeli opuchlizna przez dwa dni nie będziesz schodziła lub co gorsze powiększy się, wróć do mnie, postaram się jakoś na to zaradzić. A teraz chodź, zaprowadzę się do pokoju. Mam nadzieję, że masz klucze?
     Potaknęłam głową i po 15 minutach mozolnej wędrówki, leżałam na łóżku. Przyznam się, że w tej skarpecie chodziło się lepiej, ale wcale nie zmniejszała bólu. Podziękowałam sobie w duchu, że zabrałam z domu maść przeciwbólową i już po chwili smarowałam obolałą kostkę. W tej chwili byłam pewna jednego: nigdy nie polubię koszykówki.