sobota, 15 marca 2014

Rozdział 11

Niestety nie wyrabiam się tak, żeby pisać w tygodniu więc po prostu będę dodawała coś w weekendy. :) I proszę, zostawiajcie komentarze. :c

XI



     Obudził mnie huk. Nie miałam pojęcia co się stało, ale usłyszawszy przekleństwa Mateusza, uspokoiłam się. Pewnie coś mu spadło. - pomyślałam. Wyjrzałam przez okno. Nie potrafiłam stwierdzić, która jest godzina, a telefon leżał tak daleko, że nie chciało mi się po niego iść. Bądź co bądź słońce było już na niebie, więc najprawdopodobniej trzeba było już wstawać. Podeszłam do szafy i stanęłam przed nią z rękami na drzwiczkach. Jak ja się znalazłam w pokoju? Pamiętam tyle, że przysypiałam na łódce, więc musiałam tam usnąć. Przyjrzałam się swojemu strojowi. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie mundurek. Czyżbym po powrocie była tak zmęczona, że się nie przebrałam? Moje rozmyślania przewał kolejny huk i jeszcze głośniejsze przekleństwa.
- Co ty odwalasz? - zapytałam pretensjonalnie, wychodząc za drzwi.
- Zrzucam książki, żeby cię wkurzyć.
- Bardzo śmieszne, po co to robisz?
- Serio myślisz, że specjalnie to wszystko zrzucam? Nie moja wina, że kiedy jestem niewyspany wszystko wypada mi z rąk.
- To się wyśpij i spróbuj już więcej nic nie zrzucić, bo to irytuje.
- I mówisz to do kogoś kot ma dwie dziurawe ręce.
- Ech, nieważne.
     Wróciłam do pokoju. Musiałam się przebrać, bo ten mundurek był tak wygnieciony, że wyprasowanie go zajęłoby mi wieczność. Od razu naszykowałam sobie też ubranie na dzisiejszy wieczór. Nie byłam pewna czy sto procent to na siebie ubiorę, ale nie chciało mi się grzebać w torbie, żeby znaleźć coś lepszego. Leżała w niej jeszcze połowa ciuchów. Kiedy tu przyjechałam, bałam się, że cały czas będę nosiła te same ubrania, a tak naprawdę przez ponad połowę tygodnia nosiłam tylko mundurek, nie zamieniając ciuchów po lekcjach, chyba, że na trening. Po przebraniu się zobaczyłam na telefonie, że mam bardzo mało czasu. Zdążyłam się tylko uczesać i umyć zęby, bo za chwilę musiałam już wychodzić na śniadanie.
- Co tak późno? - zapytała Julia, gdy znalazłam się przy stole.
- W sumie to nie wiem. Budzik mi nie dzwonił, a myślałam, że mam jeszcze sporo czasu. Cieszę się, że już jesteś zdrowa. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Tak, miło.
- Klaudia, wymyśliłaś coś, żeby Sary i Marty nie było wtedy w pokoju?
- Po co? I tak nie będą tam chciały siedzieć. A jak zacznę je wyganiać to tym bardziej sobie nie pójdą.
- Jak wolisz.
- Na twoim miejscu zaczęłabym jeść śniadanie, bo pamiętaj, że musisz z tą nogą dowlec się do klasy. - powiedziała Nikola.
- E tam i tak już prawie normalnie chodzę.
- Prawi robi różnicę. Z resztą i tak pewnie cię boli, dlatego nie możesz chodzić szybko.
- No tak, ale z drugiej strony mam usprawiedliwienie jak się spóźnię. Wiecie może gdzie siedzi Jacek? Muszę z nim porozmawiać.
- O ile dobrze widzę już go tutaj nie ma. - odpowiedział Łukasz.
- Cholera.
- Jeżeli to coś ważnego, to mogę zapytać. - zaproponowała Julka - przecież chodzę z nim do klasy, więc złapać go przed lekcją to nie problem.
- Dzięki za chęci, ale w sumie to może poczekać. Chciałam się tylko czegoś dowiedzieć.
- Nie, nie ma dziewczyny. - powiedziała Nikola wesoło.
- Co? Och, nie, o nic takiego mi nie chodziło! - czy ja się zarumieniłam? - Nieważne, muszę się zbierać na lekcje, bo faktycznie nie zdążę.
     Wstałam od stołu i jak najszybszym krokiem ruszyłam pod klasę. Do diabła, czemu zrobiłam się czerwona? - pomyślałam - Przecież on mi się nie podoba. Próbowałam udawać, że informacja, jaką podała mi Nikola, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, ale dobrze wiedziałam, że w głębi serca się z tego cieszę. Pod klasą czekała już na mnie Patrycja. Uśmiechnęłam się do niej równocześnie próbując wyrzucić tamte myśli z głowy. Niedługo potem przyszedł nauczyciel. Gdy zajęłyśmy swoje miejsca, Patrycja odezwała się cicho:
- Będziesz dzisiaj u Julki, co nie?
- No pewnie, a ty?
- Też. - uśmiechnęła się.
- Nawet nie wiedziałam, że się znacie.
- Bo znamy się bardzo słabo. Zupełnie mnie zaskoczyła, zapraszając mnie, ale... Jestem! - odpowiedziała do nauczyciela, który sprawdzał obecność - Ale chętnie się zgodziła, bo już od dawna chciałam ją lepiej poznać.
- To czemu tego nie zrobiłaś?
- No jak to czemu? Tyle nauki! Nie mam czasu na nic innego. Zrobię sobie ogromne zaległości przez ten piątek, ale postanowiłam, że dzisiaj odpuszczę sobie tę naukę. Chyba zwariowałam.
     Nic jej na to nie odpowiedziałam. Nieraz faktycznie uważałam, że zwariowała, ale to dlatego, że bez przerwy się czegoś uczyła. To było irytujące, ale miewało swoje plusy. Chętnie pomagała mi znajdować odpowiednie książki do zadań domowych, a przede wszystkim miała dar, którego u nikogo innego nie dostrzegłam. Potrafiła wytłumaczyć mi tak, żebym zrozumiała nawet najtrudniejszą lekcję matmy czy geografii. Ucieszyłam się na myśl o tym, że Patrycja będzie u Julki. Chociaż tego jednego wieczoru nie przesiedzi z książką w ręce, chociaż któż ją tam wie? Jeszcze bardziej się ucieszyłam, gdy zobaczyłam na dworze wielkie kałuże po deszczu. Musiał padać w nocy, co oznaczało, że nie miałam nic do roboty w ogródku. Po skończonych zajęciach, na których jak zwykle nie było nic ciekawego, poszłam na obiad. Od dawna nie czułam się tak głodna, jak w tej chwili.
- Tylko zostaw sobie trochę miejsca w brzuchu. - powiedziała Klaudia, gdy nałożyłam sobie pełen talerz pierogów.
- Czemu?
- Bo u mnie tez będzie jedzenie. Na pewno nie będą to pierogi, no chyba, że chcesz.
- Teraz zjem ich tyle, że nie ruszę ich więcej przez miesiąc, więc nie, dziękuję. - powiedziałam z pełną buzią.
- Co?
- Mniejsza z tym. - przełknęłam w końcu - Mam nadzieję, że nie wymagasz jakiegoś eleganckiego czy coś.
- Do babskich ploteczek? A skądże! Jeżeli koniecznie chcesz sukienkę, to weź taką, co będzie robiła od razu za piżamę.
     Nikola parsknęła w talerz.
- Znowu się czepiasz tamtej fioletowej sukienki? - zaśmiała się głośno.
- To była piżama, mogę ci to przysiąc!
- A o co chodzi? - zainteresowałam się.
- Później ci to chętnie opowiem.
- Czemu nie teraz?
- Bo kilka osób też tego nie słyszało.
- Klaudia, od razu mówię, że na mnie nie czekaj. - odezwał się Łukasz.
- Co? Dlaczego?
- Łukasz i babski wieczór. Jakoś tego nie widzę. - zaśmiał się.
- Och, o to chodzi. Nic prostszego! Poproś Nikolę, żeby zrobiła cię na dziewczynkę i jakoś się wpasujesz.
     Wizja Łukasza w makijażu, peruce i damskich ciuchach rozśmieszyła mnie do łez. I nie tylko mnie. Julka wręcz dusiła się ze śmiechu.
- Wybacz, ale nie skorzystam. A teraz do zobaczenia.
- Ej, gdzie ty idziesz! - pytała Klaudia - Chcę się jeszcze z ciebie ponabijać!
     Po kilku minutach uspokoiłam się i mogłam dokończyć obiad z czym i tak miałam trudności, bo Klaudia skutecznie mnie rozśmieszała. Po posiłku wróciłam do pokoju. Przez chwilę patrzyłam przez okno. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, zabrałam się za pisanie listu do Sandry. Nie zdążyłam nawet napisać dwóch linijek, gdy do pokoju wszedł Jacek.
- Jednak jej odpisujesz? - spytał, podchodząc do drugiej strony stołu i obracając kartkę, na której pisałam - Ja bym jej na początku wygarnął, a nie próbował się tłumaczyć. Ale to ja.
     Oddał mi kartkę i skierował się do swojej sypialni.
- Mateusz! - zawołałam za nim - Ja wczoraj usnęłam na łódce, prawda?
- Tak.
- Więc jak ja się znalazłam w pokoju?
- Przyniosłem cię.
- Że słucham? - wydawało mi się, że znowu się czerwienię.
- Nie patrz tak na mnie, nie jesteś taka ciężka.
- Nie mogłeś mnie obudzić?
- Mogłem, ale to by i tak nic nie dało, spałaś twardo jak kamień.
- Zwykle mam płytki sen. - mruknęłam.
     Uśmiechnął się.
- Skoro tak bardzo ci zależy, to następnym razem chlusnę cię wodą, pasuje>
     Zaśmiałam się.Chwilę potem przyszedł do pokoju Mateusz i po przebraniu razem udali się na trening. Ja natomiast zostałam na kanapie i próbowałam się opanować, a za razem cieszyłam się ze swojego głębokiego snu. Nie posiadałam już zbyt wiele czasu do wyjścia, więc chcąc, nie chcąc, zostawiłam niedokończony list na stole i poszłam się przyszykować. Po jakichś 15 minutach stałam za drzwiami do pokoju dziewczyn.

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 10

Przepraszam, że nie dodałam tego rozdziału w czwartek, ale miałam za dużo na głowie, z resztą i tak jeszcze nie ze wszystkim się uporałam, ale znalazłam czas, żeby go napisać.

X



     Dzięki maści noga bolała mnie o wiele mniej z czego bardzo się cieszyłam, bo wcześniej myślałam, że oszaleję! Właśnie zaczęłam czytać książkę, gdy usłyszałam, że ktoś puka do drzwi. Okazało się, że to Nikola.
- Nic nie mów, wiem co się stało. - powiedziała, gdy otwierałam usta. Wyglądała na zdenerwowaną - Łukasz mi mówił. Wredna suka. Nie mam pojęcia za co ona się tak na ciebie uwzięła. Zwykle ma do tego powód.
- Raczej tak po prostu. - odpowiedziałam zdziwiona. Nie widziałam do tej pory Nikoli w takim stanie, a tym bardziej nie słyszałam, żeby przeklinała. - Bywa.
     Ona jakby mnie nie słuchała tylko dalej co chwile na nią zwymyślała. Myślałam, że może po prostu musi się na kimś wyżyć po swojej kłótni. Wolałam jej nie przerywać, bo jeszcze mnie by ofuknęła. Siedziałam cicho i czekałam aż skończy. Na szczęście zrobiła to dość szybko i mogłyśmy sobie pogadać.
- Jaki ty dostałaś szlaban? - spytałam w pewnym momencie.
- Nie mówiłam ci? - zdziwiła się.
- Nie.
- Pomagam przy obiadach.
- Żartujesz?!
- Nie patrz się tak! - zaśmiała się - Nie zauważyłaś, że są smaczniejsze?
- Wiesz, jakoś niezbyt.
- Kłamiesz. - powiedziała, uśmiechając się - W sumie nieraz i normalnie im tam pomagam, więc dla mnie to żadna kara.
- Szczęściara.
-  Ale popatrz, ty też nie masz źle. Kacper musi...
- Jaki Kacper? - przerwałam jej.
- Ten co wtedy usypiał. On i chyba jeszcze ten co siedział obok robią za woźnych i sprzątają klasy.
- Naprawdę? - zaśmiałam się.
- Tak. Więc chyba nie masz najgorzej, co?
- Oni tylko wybierają tablicę i zamiatają.
- A ty tylko podlewasz kwiatki. Nie dramatyzuj! - nie dała mi się odezwać - Zawsze mogłaś trafić na sprzątanie łazienki.
- To tu nie ma normalnych kar?
- Jakie niby to dla ciebie są?
- No nie wiem, coś pisać może...
     Przerwał mi jej śmiech.
- Jeżeli czegoś takiego szukasz to nie licz, że znajdziesz! Na twoje rozumowanie to przykro mi, ale nie ma takich.
- Głupie to wszystko.
- Oj tam! Przyzwyczaisz się. Z resztą tak jest zabawniej.
- No nie wiem.
     W tym momencie otworzyły się drzwi i zobaczyłyśmy Mateusza.
- Wiem, że się nudzicie, więc chodźcie z nami zagrać w pokera.
     Miałam ochotę odpowiedzieć, że wcale się nie nudzimy, ale Nikola chciała zagrać, więc odpowiedziałam tylko "chwilkę". Moja wypowiedź była w pełni uzasadniona, bo mimo to, że mogłam normalnie sama chodzić, to na każdym kroku kostka pękała z bólu. Kiedy wyszłam z pokoju od razu miałam większą ochotę zagrać, bo nie zobaczyłam tam Sary, aczkolwiek znajomi chłopaków mnie trochę krępowali. Usiadłam naprzeciwko Mateusza i nagle przypomniałam sobie, że miałam go zapytać o tą skrzynię. Jednak nie wypadało tego robić przy tylu ludziach, dlatego zajęłam się grą, w której Nikola okazałą się mistrzem. Do prawdy, nie rozumiem jak można wygrać ponad połowę rozdań! Większość chyba podzielała moje zdanie, bo patrzyła na nią z nieukrywanym podziwem. Gra skończyła się dopiero, gdy wpadła do nas zdenerwowana Gośka, krzycząc, że jest od ponad pół godziny cisza nocna. Wszyscy niespiesznie zaczęli się zbierać. Po ich wyjściu nadarzyła mi się akurat okazja, żeby porozmawiać.
- Mateusz, - złapałam go za ramię - chcę się o coś zapytać.
- A nie możesz jak się już wykąpię?
- Nie, chce tylko coś wiedzieć. - i nie czekając na odpowiedź, dodałam - Co z tamtą skrzynką? Co w niej było?
- Myślałem, że już o niej zapomniałaś.
- Więc? - zaległa krótka cisza.
- Było to jedzenie na stołówkę.
- I myślisz, że ci w to uwierzę?
- Idź się upewnij, jak ci tak bardzo zależy, a teraz dobranoc.
     Nie miałam ochoty sprawdzać, ale coś mi tu nie pasowało. Gdyby to było coś do kuchni to by to tam wnieśli. I co to byli za ludzie? Chociaż... drzwi do kuchni było stamtąd widać. Może faktycznie byli tylko tacy leniwi, że jej nie donieśli? Te myśli krążyły mi po głowie, gdy szykowałam się do spania.
     Następnego dnia rano, nie myśląc o tym co robię, wyskoczyłam z łóżka prosto na chorą nogę. Ból był ogromny! Przeklinając siebie w duchu, powoli zaczęłam się szykować. Myśląc o dzisiejszych lekcjach humor zaczynał mi się poprawiać. Było ich mało, a na dodatek same które lubię. Jednak szybko się popsuł, bo gdy doszłam do schodów spotkałam tam Sarę, która do stołówki nie chciała się ode mnie odczepić i coś do mnie gadała. Starałam się jej nie słuchać, ale z tego co zrozumiałam, chyba chciała mnie obrazić. Ucieszyłam się, gdy weszłyśmy do jadalni, bo nareszcie dała mi spokój.
- Ojej! A tobie co się stało?! - zapytała Klaudia, gdy usiadłam przy stole.
- Nic wielkiego. Wypadek na treningu.
- Jakoś ciężko mi w to uwierzyć, ale niech ci będzie. Mimo wszystko mam nadzieję, że będziesz u mnie jutro.
- No pewnie. Noga ma mnie niby powstrzymać?
- Dobra, to przyjdź gdzieś tak po 17. Wy też. - zwróciła się do Łukasza i Nikoli.
     Po śniadaniu wybrałam się od razu na lekcje, które mijały dziś zadziwiająco szybko, tak samo jak reszta dnia. Nawet nie wiem, kiedy zaczął się wieczór. Czas dawno tak szybko mi nie płynął. Teraz siedziałam na kanapie i próbowałam czytać, ale przez głośną rozmowę chłopaków nie mogłam się skupić. Moje prośby nic nie pomagały. W ogóle nie przejmowali się tym, że mi to przeszkadza. Niespodziewanie do pokoju weszła Gośka. Zdezorientowało mnie to. Odzyskałam równowagę dopiero, gdy powiedziała mi, że ma dla mnie list. Podeszłam do niej tak szybko, na ile pozwalała mi noga i wzięłam niewielką kopertę, po czym przeczytałam jej zawartość.

Cześć Karina,
cieszę się, że Ci się tam podoba, chociaż mam cały czas nadzieję, że wrócisz tutaj. Kilku osobom, w tym mi oczywiście, bardzo Ciebie brakuje. Nie mówię, że jest nudno, nawet może i trochę zabawniej, ale jakoś tak inaczej. Czekam bardzo na święta. Niby minął niecały miesiąc, a ja jestem już wykończona.
Trochę nie rozumiem, dlaczego nie odebrałaś ode mnie, ani razu, czy nie odpowiedziałaś na żadną wiadomość. Chyba na krótkiego SMS masz czas? To, że nie masz przez ten cały czas zasięgu jest tandetną wymówką, nie uważasz? Jeżeli nie chcesz do mnie pisać, to nie ma sprawy, tylko nie opowiadaj jakiś wymyślonych historyjek.
Sandra

- Niezbyt taktowna ta twoja przyjaciółka. - powiedział Mateusz.
- Nikt cię nie uczył, że cudzych listów się nie czyta?
- Niestety opuściłem tą lekcję. - wyszczerzył zęby.
     Nie odgryzłam się. Byłam zamyślona. Tak czekałam na ten list, a teraz miałam do niego mieszane uczucia. Wolałabym chyba go nie przeczytać. Jak niby mam jej teraz wytłumaczyć, że naprawdę nie mogę odpisać, skoro już wcześniej mi nie uwierzyła? Nagle wezbrała we mnie złość na nią i postanowiłam jej w ogóle nie odpisać.
- Idę się przejść. - powiedziałam niespodziewanie.
     Moja reakcja zaskoczyła obojgu.
- Z tą nogą i tak daleko nie zajdziesz. - powiedział Mateusz i wyszedł do siebie.
     Spojrzałam na Jacka.
- Też masz coś przeciwko?
- Nie, ale samej cię nie puszczę, bo coś sobie jeszcze zrobisz.
- Świetnie! - powiedziałam sarkastycznie - Więc chodź ze mną.
     Powiedziałam to od razu tylko po to, żeby zaoszczędzić sobie czasu. Schodziłam powoli po schodach, udając, że nie potrzebuję pomocy. Chciałam mu udowodnić, że niepotrzebnie ze mną idzie. Jednak coś mi nie wyszło, bo gdy tylko wyszłam, potknęłam się o jakieś kretowisko i wywróciłabym się, gdyby Jacek mnie nie złapał.
- I tyle z twojego radzenia sobie samej. - powiedział wesoło.
- Śmiej się, śmiej, ale mogło mi się coś stać.
- Na szczęście nie jesteś uparta.
     Na dworze prawie niczego nie było widać, bo księżyc zakrywały chmury. Miałam nadzieję, że jak najszybciej przejdą, bo robiłam z siebie ofiarę losu, co chwila się potykając.
- Gdzie chcesz iść? - zapytał.
- Nad staw. - powiedziałam po chwili.
- Jeżeli tym razem nie wywrócisz łódki to zgoda. - uśmiechnął się do mnie.
- Jak mi nie dasz do tego pretekstu to nie wywrócę.
     Po tym oboje zaczęliśmy się śmiać. Na moje szczęście w połowie drogi pojawił się księżyc. Mimo że był co jakiś czas przysłaniany małymi chmurami, to widać było o wiele więcej. Kiedy wsiedliśmy do łódki, od razu powiedziałam, że nie mam siły wiosłować. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak okropnie byłam zmęczona. Nie potrafiłam sobie wytłumaczyć dlaczego tak jest. Dzień nie był ciężki, chyba, że może wczoraj się nie wyspałam. Jacek co jakiś czas odwracał się, żeby zobaczyć co robię, lecz gdy za którymś razem miałam zamknięte oczy i lekko się kołysałam, trochę zaniepokojony zapytał:
- Wszystko w porządku?
     Otworzyłam oczy.
- Tak, po prostu jestem zmęczona.
- Może wracajmy?
- Nie! - zaprotestowałam tak stanowczo, że nawet mnie to zdziwiło - Jeszcze kilka minut. Teraz jest tutaj tak pięknie.
- Dobrze, ale tylko kilka minut, bo usypiasz. Usiądź koło mnie, w razie czego zdążę cię złapać, zanim wypadniesz.
     Wykonałam jego prośbę. Lekkie kołysanie łódki bardzo skutecznie mnie usypiało, ale starałam się za wszelką cenę temu nie poddać. Próbowałam przyglądać się tarczy księżyca odbijanej na wodzie, ale nadaremno. Nieświadoma tego, że moja głowa opadłą na ramię Jacka usnęłam.

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 9

Już się bałam, że się nie wyrobię na dzisiaj. :D Rozdział trochę krótki, ale to trochę za względu, że jutro szkoła i mam mało czasu, a trochę dlatego, że nie miałam przez pół dnia pomysłu. Postaram się wyeliminować te literówki. ;)
P.S. Ten rozdział to jeden wielki opis. O.o

IX



     Obudziłam się - jak na mnie - dość późno. Za oknem było już widać słońce na bezchmurnym niebie, przez co przez chwilę zastanawiałam się, dlaczego obudziłam się w tak podłym nastroju. Zaraz jednak przypomniałam sobie o szlabanie. Kidy szykując się, myślałam o tym co miałam dzisiaj zrobić, trochę mi przeszło. Tylko podlać kwiaty - pomyślałam i zeszłam na śniadanie. Przy stole brakowało tylko Julki, ale podejrzewałam,  że jej nie zobaczę, bo będąc chorą, pewnie dostaje jedzenie do pokoju, żeby nie zarażać innych. Usiadłam na swoim miejscu i od razu wyczułam napiętą atmosferę między Nikolą, a Łukaszem. Nie kłócili się, ale rozmawiali z o wiele przesadną uprzejmością. Klaudia wydawała się jednak tego nie zauważać i gadała jak najęta. Nie bardzo wiedziałam o czym. Zaczęłam smarować kanapkę masłem, gdy nagle Klaudia przerwała wypowiedź i zwróciła się do mnie:
- A ty przyjdziesz? - spytała z nadzieją.
- Ale gdzie? - odpowiedziałam, próbując przełknąć duży kęs.
- No na moje urodziny, mam w ten czwartek. - zrobiła pauzę - Nie robię, żadnej zabawy czy coś, ale miałam ochotę spędzić ten wieczór z przyjaciółmi. Wczoraj się popytałam wszystkich, ale miałam uczucie, że o kimś zapomniałam. No i tak usiadłam i myślę "kto jeszcze?". Daję słowo, siedziałam tak z 10 minut i zastanawiałam się o kim zapomniałam. Jak sobie w końcu o tobie przypomniałam, to aż się walnęłam ręką w czoło! Nie wierzyłam, że nie pamiętałam o tobie. No, ale sama rozumiesz. Nie znam ciebie długo.
- Mhm. - mruknęłam, chociaż nie słuchałam jej uważnie.
- No to jak, przyjdziesz? - przy tych słowach zrobiła taką minę, że nawet gdybym nie chciała, to nie miałabym serca odmówić - Super! Nie musisz mi nic dawać. I tak pewnie dostanę dużo prezentów. Na ostatnie urodziny dostałam od wujka papugę, mówiłam wam?
     Po minie Nikoli wywnioskowałam, że mówiła, ale nie powiedziała jej tego, pewnie ze względu, żeby przy stoliku znowu nie zapanowała grobowa cisza. Śmiać mi się chciało jak zauważyłam na sobie błagalny wzrok Nikoli. Nie miałam pojęcia jaki miałam Klaudii podrzucić nowy temat, a przez to, że tak się rozgadała, nie miałam jak pomyśleć. Na szczęście, przerwał jej Łukasz odzywając się do mnie:
- Dzisiaj trening jest po siódmej, nie szóstej lekcji.
- Czemu zmienili godzinę? - zdziwiłam się.
- Nie mam pojęcia. Może coś ważnego wypadło? - po tych słowach bez pożegnania udał się na lekcje.
- Może... - powiedziałam cicho.
     Klaudia, jakby naładowała siły, kontynuowała swoją opowieść w jeszcze szybszym tempie, czego już nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Kiedy spojrzała na mnie, bąknęłam, że coś sobie przypomniałam. Dziewczyna żywo się tym zainteresowała i chciała żebym opowiedziała. Nie czując się na siłach do wymyślania historyjki, oznajmiłam, że muszę udać się przed lekcjami do biblioteki. Na moje nieszczęście Nikola powiedziała, że tez musi tam pójść i wybierze się ze mną. Teraz chcąc, nie chcąc musiałam z nią pójść. Kiedy wyszłyśmy  z jadalni zaczęłam się kierować w stronę biblioteki, jednak Nikola złapała mnie pod ramię i szepnęła:
- Dobry pomysł z tą biblioteką, ale chodź po książki, bo wiem, że nic nie potrzebujesz.
     Zamurowało mnie, skąd ona to wiedziała?
- Ale... Jak...?
     Machnęła ręką.
- Przecież to było widać! - zastanowiła się - Przynajmniej ja zauważyłam, bo Klaudia była tak rozgadana, że wątpię czy ogarniała co się wokół dzieje.
     Poszłyśmy więc po książki, wesoło rozmawiając.. Rozstałam się z nią dopiero, gdy znalazłam się przy swojej klasie. Westchnęłam. Wolałabym być w każdej klasie tylko nie w tej. Powiedzmy to sobie szczerze, ponad połowa osób z klasy była bandą egoistycznych, leniwych dupków. Można ten komentarz uważać za śmieszny, ale ja będąc w tej samej klasie nie miałam powodów do śmiechu. Przeżyć z nimi jeden dzień to był koszmar, a co dopiero kilka lat? W takich chwilach zazdrościłam Nikoli, w ogóle każdemu, bo tylko ja miałam taką badziewną klasę. Jedynym pocieszeniem była Patrycja. Była pyzatą dziewczyną z rumianą buzią i jasnobrązowymi lokami, a swoje szare oczy musiała ukrywać pod ogromnymi okularami, przez które wyglądała trochę śmiesznie. Na początku myślałam, że jest taka jak reszta, ale miło się zaskoczyłam. Była bardzo uprzejma, skromna oraz bardzo inteligentna. Chociaż chodziłam do tej szkoły bardzo krótko to już sama zauważyłam, że zobaczenie Patrycji bez książki w ręku graniczy z cudem. Bardzo dużo czasu spędzała przy nauce, na mój gust za dużo, ale co ja się będę tym przejmować? Nie moje życie. Tak więc siedziałam z nią na większości lekcji i byłam z tego powodu zadowolona, bo nie musiałam się trudzić tak bardzo jak inni przy przy odpowiedziach czy czymś podobnym, bo Patrycja nieraz mi "pomagała", chociaż była przeciwna oszustwom. Dzięki niej zajęcia mijały mi trochę szybciej. Dopiero po ostatniej lekcji zdałam sobie sprawę, że przez przełożenie treningu, mam godzinę wolną, dlatego poszłam teraz podlać te wszystkie rośliny. Byłam rada, że nikt tym razem tego nie zauważył. Niby nie przejmowałam się tymi wczorajszymi chichotami, to jednak miałam z tego powodu pewien żal. Po skończonej pracy, udałam się na obiad, gdzie - na szczęście - panowała już normalna, wesoła atmosfera. Łukasz z Nikolą musieli się wreszcie pogodzić. Jedząc obiad, uznałam, że warto by było odwiedzić Julię.
- Klaudia, - zagadnęłam - jak się czuje Julka?
- Już lepiej. Do piątku powinna być całkiem zdrowa.
- Mogę do was dzisiaj wpaść?
- Jeszcze pytasz? Jasne, że tak!
     Uśmiechnęłam się i dokończyłam jeść kotleta, a następnie poszłam się przebrać. Nie był to dobry pomysł, żeby ćwiczyć od razu po obiedzie, ale nie miałam wyjścia. Wolałam dostać kolkę, niż jęczeć z głodu. Na zewnątrz zeszłam akurat w sam raz na czas. Cieszyłam się na myśl o treningu, bo była wprost idealna pogoda. Jednak mina mi zrzedła, gdy trenem powiedział co będziemy robić. Błagam, tylko nie koszykówka! - pomyślałam i powlekłam się za resztą wyraźnie ucieszoną z dzisiejszych zajęć. Jedyne, co mi się w nich dzisiaj podobało, to krótka rozgrzewka. Reszta to była tragedia! Na początku nie radziłam sobie jeszcze aż tak strasznie, ale przez stłumione śmiechy kilku osób przy każdym nieudanym rzucie traciłam koncentrację i grałam coraz gorzej. Najgorszą rzeczą było jednak to, że przeciwko mnie grała Sara. Cały czas robiła wszystko, żeby mnie ośmieszyć. Gdzieś w połowie treningu tak mnie popchnęła, że straciłam równowagę i upadłam, ale nie samo zdarzenie było najgorsze, tylko fakt, że upadłam na kostkę, z którą nieraz miewałam problemu, od czasu, gdy ją skręciłam. Zdarzało mi się źle postawić nogę i od razu się pode mną załamywała i najczęściej upadałam, co sprawiało chwilowy ból kostki. Teraz czułam się gorzej. Noga bardzo bolała. Próbowałam wstać, jednak gdy oparłam się na prawej nodze, niebezpiecznie się zachwiałam i znowu upadłam, co wywołało uśmiechu na kilku twarzach. Szybko podszedł do mnie trener i próbował zbadać kostkę, lecz gdy tylko mnie dotknął syknęłam z bólu. Oznajmił, że trzeba mnie zaprowadzić do pielęgniarki, na co Jacek długo się nie namyślając, pomógł mi wstać i powoli poprowadził w stronę szkoły. Utrzymywanie ciężaru ciała na tej nodze sprawiało mi ogromny ból. Wydawało mi się, że nigdy nie znajdę się w tym gabinecie. Kiedy pielęgniarka pojawiła się w drzwiach, szybko i trochę chaotycznie opowiedziałam jej co mi się stało. Zaprowadziła mnie do środka, a Jackowi kazała wracać na trening. Przez chwilę wydawało mi się, że nie zamierza wykonać prośby, ale chwilę potem odwrócił się i udał na boisko. teraz kobieta przyjrzała się mojej spuchniętej kostce, po czym delikatnie ją zbadał, co ja odczułam, jakby ktoś w nią rzucał kamieniami.
- Na twoje szczęście jest tylko bardzo nadwyrężona. - poszła do szafki i wyjęła z niej coś, co przypominało skarpetę z wycięciem na piętę i palce - to zastąpi ci opatrunek. Będzie ja lekko usztywniało. Przez kilka dni uważaj gdzie stawiasz nogi. Jeżeli opuchlizna przez dwa dni nie będziesz schodziła lub co gorsze powiększy się, wróć do mnie, postaram się jakoś na to zaradzić. A teraz chodź, zaprowadzę się do pokoju. Mam nadzieję, że masz klucze?
     Potaknęłam głową i po 15 minutach mozolnej wędrówki, leżałam na łóżku. Przyznam się, że w tej skarpecie chodziło się lepiej, ale wcale nie zmniejszała bólu. Podziękowałam sobie w duchu, że zabrałam z domu maść przeciwbólową i już po chwili smarowałam obolałą kostkę. W tej chwili byłam pewna jednego: nigdy nie polubię koszykówki.

czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 8

VIII



- Było już ciemno! Mogło się wam coś stać!
     Już od ponad 20 minut siedziałyśmy z Nikolą w gabinecie dyrektora. Jak się okazało, nie byłyśmy jedynymi osobami, które się spóźniły. Kilka minut po nas dołączyła grupka osób z ostatniej klasy. Przez nich kazanie dyrektora trwało o wiele dłużej, bo miał zwyczaj mówić o każdym z osobna. Tak więc musieliśmy siedzieć tam i słuchać jego monotonnego gderania. Kilka razy próbowałam mu przerwać, żeby się wytłumaczyć lecz dałam sobie spokój, gdy Nikola dała mi do zrozumienia, że przez to będziemy tu siedzieć jeszcze dłużej. Spojrzałam na zegarek. Było wpół do 22. Ile ten typek może gadać? - pomyślałam. Ukradkiem spojrzałam w stronę, drugiej zajętej kanapy i zauważyłam, że jeden z chłopaków przysypia. Chciałam coś zrobić, żeby dyrektor tego nie zobaczył i próbowałam dyskretnie dać znak innym, żeby go obudzili. Na szczęście nie musiałam tego robić, bo sami zauważyli. Ocknął się dopiero jak jakaś dziewczyna uderzyła go łokciem w żebro. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy dyrektor zakończył swoją przemowę.
- Jest już bardzo późno. Wasz szlaban zacznie się od jutra. Przyjdźcie do mnie po śniadaniu, przydzielę wam zadania. Możecie iść.
     Zanim jeszcze wyszłam z gabinetu pożegnałam się z Nikolą. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, dlaczego to zrobiłam. Miałam ochotę z nią porozmawiać o tym co się działo, ale jakaś mała cząstka mnie chciała zostać sama, żeby przemyśleć spotkanie z Olą.
- Okropność. - mruknęłam do siebie, trzaskając drzwiami.
- Co jest takie okropne?
     Prawie podskoczyłam. W pokoju było tak ciemno, że wcześniej nie zauważyłam Mateusza. Podeszłam do włącznika, żeby zapalić światło.
- Nie ma prądu. - powiedział ponuro.
- Jak to? Przecież dosłownie przed chwilą był!
- No przed chwilą tak, ale otworzyłaś drzwi z takim impetem, że aż się ciebie wystraszył.
     Spojrzałam na niego spode łba, ale nie jestem pewna czy to zobaczył.
- Więc? Co jest takie okropne? Bo jeżeli o mnie chodzi to przyznam, że to tylko pozory.
     Prychnęłam.
- Mam szlaban za to, że się spóźniłam aż trzy minuty! - powiedziałam sarkastycznie.
- Było pilnować czasu.
- Och, cóż za wrażliwość! - rzuciłam złośliwie.
- A co mam ci powiedzieć? - zapytał, po czym dodał piskliwym głosem - Ojej, Karinko! Oni są dla ciebie tacy niedobrzy i niesprawiedliwi! Nie wiem co by ci dało takie kłamstwo.
-Hmm... No nie wiem, może by mnie pocieszyło?
- Nie wyglądasz na taką biedną dziewczynkę, którą trzeba pocieszać.
- Tak, najlepiej się na mnie wyżywać! - krzyknęłam do drzwi, a którymi zniknął, po czym odwróciłam się i poszłam do siebie - Wspaniały dzień, nie ma co!
     Przysiadłam na łóżku i zaczęłam się zastanawiać co ja mu takiego zrobiłam. Na myśl przyszło mi tylko spotkanie w bibliotece, ale to by było śmieszne, gdyby się złościł o to. Poszłam spać w podłym nastroju.
     Gdy rano się obudziłam mój gniew dalej się utrzymywał. Próbowałam przypomnieć sobie mój sen. Było w niem dużo ognia, panika i... Zastanowiłam się. Przecież chyba nie śnił mi się diabeł? A może? Potrząsnęłam głową, jakbym chciała wyrzucić te myśli z głowy i zaczęłam się szykować do śniadania. Przy stoliku zastałam Nikolę z kubkiem kawy w ręce. Wyglądała, jakby w nocy nie zmrużyła oka.
- Hej! - przywitałam ją - Co taka zmęczona?
- Po prostu poszłam późno spać.
- Aha, a pod...
- Nie wypytuj mnie o nic, jasne? - wybuchnęła, nie dając mi dokończyć.
     Spojrzałam na nią zdziwiona.
- No dobra, dobra, przepraszam. Chciałam tylko poprosić o marmoladę, ale mogę ją wziąć sama.
- Nie, - powiedziała po chwili - nie, to ja przepraszam. Ciężko mi dzisiaj nad sobą panować, pokłóciłam się z Łukaszem i... - urwała nagle w połowie słowa i zajęła się swoją kawą - Nieważne. - dodała pochylając twarz, na której dostrzegłam łzy.
- Nikola, słucha, pewnie za niedługo... - chciałam ją pocieszyć, ale ona mnie uciszyła nie wiadomo dlaczego - Ale ja przecież...
     Ponownie nie udało mi się dokończyć zdania lecz tym razem może i lepiej, że tak się stało, bo w tym momencie do stołu usiadł Łukasz. Zapanowała niezręczna cisza, przerywana tylko pobrzdąkiwaniem sztućców o talerz. Nie mogąc dłużej tego znieść, odstawiłam szklankę z sokiem i wyszłam dowiedzieć się jak mam odpracować szlaban. Kiedy usłyszałam co mam robić, na początek pomyślałam, że to szczególnie nieudany żart. Że niby miałam pielęgnować ogródek?!
- No ale... przecież... - zawahałam się - od tego jest ogrodnik.
- Którym w tym tygodniu będziesz ty.
- No ale...
- Koniec dyskusji! Po lekcjach dostaniesz klucz do domku ogrodnika. Masz podlać kwiaty i obciąć krzewy.
     Stałam tam, nie mogąc się poruszyć. Czekałam, aż powie "żart!" i da mi jakąś normalną karę, nie wiem, może coś do napisania? Ruszyłam się dopiero, gdy dyrektor powtórzył, że mam iść na lekcje. Poszłam po książki i udałam się na historię. Czas - jakby wiedząc o moim szlabanie - zaczął płynąć nienaturalnie szybko. Kolejne godziny mijały nie wiem kiedy. Kiedy skończyły się lekcje, nie mogłam uwierzyć w swojego pecha. Było zadane tak dużo, że pospiesznie zjadłam obiad i poszłam do ogródka, bojąc się, że nie zdążę wszystkiego zrobić. Miałam nadzieję, że pies będzie przywiązany. Nawet się o to modliłam, bo jakoś nie miałam ochoty uciekać przed nim przy wszystkich. Kiedy doszłam do ogródka, odetchnęłam z ulgą. Zobaczyłam Barry'ego przywiązanego grubym łańcuchem do budy. Poszłam do domku, wyjęłam z kieszeni klucz i otworzyłam drzwi. Inaczej wyobrażałam sobie to pomieszczenie. - pomyślałam.Była to nieduża izba, w której znajdowały się nie tylko narzędzia, ale i także jakieś zioła, nasiona, zbiory. Nie zdziwiłoby mnie to tak, gdyby nie ten bałagan. Chyba żadna rzecz nie była na swoim miejscu. Żeby wziąć sekator musiałam go najpierw wypatrzeć, a potem zająć się stertą narzędzi, które na nim leżały. Gdy już się z tym uporałam, wyszłam na zewnątrz i zaczęłam przycinać niski żywopłot okalający ogródek. Co chwilę przechodziły tędy różne osoby. Większość nie zwracała na mnie uwagi, ale zdarzyło mi się kilka razy usłyszeć stłumiony chichot. Ja jednak nie zamierzałam przerywać pracy przez to.
- Patrzcie no, dziewczyny! Karina nareszcie znalazła zajęcie godne jej poziomu! - usłyszałam dziewczęcy głos. Natychmiast podniosłam głowę i zobaczyłam Sarę z jej koleżankami - Chociaż, czy ja wiem? Powiedz, ile ci stary Kaponowski płaci za strzyżenie jego kochanego żywopłotu? - spojrzała na wynik mojej pracy - Chyba niezbyt dużo, sądząc po tym jak to wygląda. - rzuciła na mnie okiem - Co się obijasz? Do roboty!
     Nie wiedziałam cop jej na to odpowiedzieć, więc od razu zabrałam się do roboty, co wywołało u nich śmiech. Miałam wielką ochotę odgryźć się jej, ale nie miałam odwagi. Patrzyłam jak powoli odchodzą w stronę szkoły.
- Nie mogłaś w nią czymś rzucić? - usłyszałam za sobą głoś Mateusza - Wtedy na pewno już by się tak nie szczerzyła.
- Jak ty to zrobiłeś? - wymsknęło mi się zanim ugryzłam się w język.
- Ale co?
- Nawet nie usłyszałam kiedy się za mną znalazłeś!
     Wzruszył ramionami.
- W sumie to nie wiem. Chyba od zawsze to umiem. - spojrzał na moje ręce, które męczyły się z wystającymi gałązkami - Coś ci słabo idzie.
- To może chcesz mi pomóc?
- A gdzie tam! Ja tylko po psa przyszedłem.
- Ale chyba go nie spuścisz z tego łańcucha? - spytałam z lekką paniką w głosie.
- Spuszczę, ale przecież dopóki nie chcę, to cie nie zaatakuje. Słucha się mnie. - dodał zauważywszy mój pytający wzrok.
- No, powiedzmy, że ci wierzę.
     Ruszył w stronę budy, a ja przypomniałam sobie coś, o co miałam go zapytać.
- Mateusz! - zawołałam i zaczekałam, aż się odwróci - Za co byłeś na mnie taki zły?
     Zmarszczył brwi, jednak po chwili odpowiedział niewinnym głosem:
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - po czym odpiął psa.
     Praca szła mi mozolnie, jednak im dłużej j.ą wykonywałam, tym ładniej przycinałam żywopłot. Po skończeniu przyjrzałam się mu krytycznie. Do fachowego wyglądu, jaki osiągał po obcinaniu przez ogrodnika brakowało dużo, ale straszny też nie był. Pozostało mi już tylko podlanie kwiatów co - mam nadzieję - wyszło o wiele lepiej. Po odłożeniu konewki, zamknęłam drzwi i odniosłam klucz. Bardzo chciałam odpocząć na dworze, ale musiała wziąć się za lekcje, co przyszło mi z wielkim trudem. Siedziałam nad książkami do późnego wieczora, rozwiązując zadania. Po skończeniu usiadłam przy oknie, zastanawiając się, kiedy dostanę list od Sandry. Może go w ogóle nie dostanę? - rozmyślałam - Ale przecież wytłumaczyłam jej w moim liście czemu (jeśli dzwoniła) nie odbierałam telefonu. Siedząc tak, nagle coś przykuło moją uwagę. Ściślej mówiąc ktoś, a nawet dwa ktosie. Nie mogłam rozpoznać czy te osoby to chłopacy czy dziewczyny. Były za daleko, na dodatek miały kaptury na głowach. Niosły jakąś skrzynkę. Nie miałam pojęcia co to mogło być. Postacie te postawiły ją w takie miejsce, że z ziemi nie było jej widać i odeszły. Miałam wielką ochotę zobaczyć co tam jest, ale nie uważałam tego za dobry pomysł. Ciekawość jednak dała górę nad rozsądkiem i cicho udałam się w tamto miejsce. Na dworze robiło się coraz ciemniej. Kilkanaście metrów od kryjówki zobaczyłam jakąś postać. Spróbowałam się wycofać, ale na próżno.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał Mateusz.
- A ty?
- Odprowadzam Barry'ego - wskazał na warczącego psa siedzącego pod drzewem - Barry, cicho!
- Widziałeś tamte dwie postacie?
- Jakie?
- Te co przyniosły tę skrzynię. - wskazałam na skrytkę - Na pewno ją zauważyłeś.
- Tak, widziałem. - odetchnął.
- Trzeba o tym powiedzieć!
- Myślisz?
- Tak! Nie wiadomo co tam jest! I lepiej nie patrzeć!
- To jak chcesz o tym powiedzieć?
     Zająknęłam się. O tym nie pomyślałam.
- Dobra, wracaj na kolację. Ja przywiążę psa i poinformuję o niej dyrektora.
- Jasne, dzięki.
     Nie byłam głodna. Nie umiem wytłumaczyć czemu. Na obiedzie przecież prawie nic nie zjadłam. Tak czy siak odpuściłam sobie kolację i udałam się do pokoju.

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 7

Po pierwsze, dzięki za komentarze. :D
Po drugie, znowu był długi okres przerwy od dodanie rozdziału i postanowiłam dodawać je w czwartki i niedziele, żeby nie było tych przerw. Co myślicie? Pasują wam te dni? Dajcie mi znać w komentarzach. Od razu powiem, że jak będę miała dużo nauki w czw to mogę go dodać dzień później. Postaram się mieścić w tych dniach.
Po trzecie, wiem, że rozdział jest trochę krótki, ale nie chciałam go na siłę wydłużać, bo zrobiłby się trochę nudny, gdybym miała opisywać każde miejsce.
Miłej lektury. xx

VII



     Po śniadaniu od razu wybrałam się do Julki. Faktycznie wyglądała na mocno chorą, ale przez cały czas się uśmiechała, udając, że nie jest jak źle jak widać.
- Zachorowałam wczoraj, a już odwiedziło mnie z pięć osób. - powiedziała, gdy tylko usiadłam obok niej - To miłe, ale mam co do tego podejrzenia.
     Roześmiałam się.
- Poważnie! Czuję się jak jakieś bóstwo! - sama się zaśmiała - Szkoda, że muszę tu siedzieć aż tydzień! Nienawidzę chorować. Zawsze tak się nudzę.
- Posiedzę dzisiaj z Tobą jak chcesz.
- Pewnie, że chcę! Cieszę się, że to proponujesz, bo Klaudii od rana nie ma i muszę zanudzać moją poduszkę swoją osobą.
- Ty chyba masz gorączkę. - powiedziałam żartobliwie.
- I to wysoką, muszę zaraz wziąć jakieś tabletki.
- Czyje są tamte dwa pokoje? Bo ten obok twojego pewnie jest Klaudii.
- No tak. Po drugiej stronie mieszkają Sara i Marta.
     Wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Nie dziw się tak. Kiedy Klaudia i Sara zaczęły pierwszy rok były najlepszymi przyjaciółkami i wprowadziły się do mnie i Marty. Miałam szczęście, bo akurat dwie dziewczyny z naszego pokoju skończyły szkołę. No i wtedy Sara zakolegowała się z Martą i zostawiła Klaudię.
- A ty się z Martą nie kolegowałaś?
- Ja? A gdzie tam! Ja jej nigdy nie lubiłam. Ech... Możesz mi podać wodę? Muszę wziąć lekarstwa, bo zaraz mi głowę rozsadzi.
     Szybko podałam jej szklankę z płynem i patrzyłam jak popija tabletki.
- Ohyda. - odezwała się po odstawieniu szklanki na szafkę. - Wyszłabym na dwór, jest taka piękna pogoda.
- Dobrze wiesz, że nie możesz. - ostrzegłam ją.
     Westchnęła i padła na łóżko.
- Wiem, ale trudno jest leżeć i patrzeć się w sufit, gdy widzisz ludzi biegających na dworze.
     Nie wiedziałam co jej na to odpowiedzieć. Na szczęście mnie wyręczyła.
- Poszłabyś do biblioteki po książkę dla mnie? Nie wytrzymam dłużej nic nie robiąc.
- Jasne, jaką?
- Nie wiem, obojętnie.
- Wezmę ci jakieś romansidło, co? Bo regał jest akurat przy książkach historycznych.
- Wypracowanie piszesz?
- Tak, niestety...
- Czemu niestety? O czym piszesz? - zainteresowała się.
- O baroku i w ogóle.
- Och! Mogę ci pomóc? Proszę!
- Ty tak na serio? - spojrzałam na nią.
- Pewnie! Uwielbiam epoki! Nie musisz brać książki, sama ci to mogę podyktować.
- Naprawdę? - kiwnęła głową - Dziękuję. Pójdę tylko po książkę dla ciebie i możemy się zabrać do pracy.
- Ok.
     Ucieszyłam się z jej propozycji. Oznaczało to, że nie będę musiała tracić całego dnia na wynajdywaniu informacji. Jak najszybciej pognałam do biblioteki. Gdy otworzyłam drzwi, moim oczom ukazał się dziwny widok. Jakiś chłopak stał na drabinie i sięgał ręka na górę regału z książkami, natomiast na dole stał Mateusz podtrzymując drabinę i szepcząc coś do niego.
- Co wy robicie? - spytałam.
     Pytanie wydawało mi się normalnie, tak samo jak mój głos, jednak obaj się wystraszyli. Mateusz tak gwałtownie puścił drabinę, że przesunęła się, przez co jego kolega prawie nie spadł.
- Kto to? - odwrócił się do mnie - A, to ty. Nic, po prostu Kamilowi klucze wpadły na regał...
- Jak? - przerwałam mu. Zachowywałam się trochę podejrzliwie.
- A bo ja wiem? Nie było mnie wtedy. Poszedł po mnie, żebym mu pomógł.
- Skoro to tylko klucze, to czego się tak boicie?
- Ja... Myślałem, że to woźny, bo pożyczyłem sobie od niego drabinę i myślałem, że zauważył jej brak. Spieszę się, narka.
     Zanim zdążyłam odpowiedzieć, oboje byli za drzwiami. Zdziwiła mnie cała ta scena, ale wzruszyłam tylko ramionami i zaczęłam szukać odpowiedniej książki dla Julki.
-  Gdzieś ty się podziewała? - spytała, gdy wróciłam - Bałam się, że udusiłaś się kurzem.
     Prychnęłam.
- Bardzo śmieszne. Masz, - podałam jej do rąk opowiadanie - może być ta? Wydawała się fajna.
- "Nocne anioły"? Brzmi interesująco! Ale zanim się w niej zatopię, muszę ci się odwdzięczyć. Siadaj i mów co chcesz wiedzieć o tym baroku.
- Najlepiej wszystko. - odpowiedziałam szykując kartkę i długopis.
     Dzięki pomocy Julki uwinęłam się z tym w lekko ponad godzinę. Cieszyłam się, że mi pomogła, bo gdyby nie ona, połowa nazwisk byłaby źle. Pisząc to sama, przynudzałabym w bibliotece, a tak pośmiałam się z historii, które mi opowiadała. Uświadomiłam sobie, że Julia naprawdę bardzo lubi historię. Po napisaniu zakończenia, podziękowałam jej i pozwoliłam zacząć czytać, wychodząc do siebie. Myślałam, że jak wrócę, będę miała czas dla siebie. Jednak...
- Karina! Zbieraj się idziemy na miasto!
- Co? - spytałam. Nikola tak mnie zaskoczyła, że nie wiedziałam o co chodzi. - Jak ty się tu dostałaś?
- Jacek mnie wpuścił, a teraz chodź!
- Ale o co w ogóle chodzi? Na jakie miasto? Napisałam przed chwilą wypracowanie, więc mój mózg musi chwilę odpocząć. Wytłumacz mi o czym ty mówisz.
- No przecież jest niedziela! Mamy dzień, w którym wolno nam wychodzić na miasto, pamiętasz?
- Aaa, no tak! Kompletnie zapomniałam! Poczekaj, tylko wezmę portfel. - pobiegłam po niego - Dobra, możemy iść.
     Szłyśmy powoli opuszczając teren szkoły rozważając, gdzie się udamy.
- Najchętniej poszłabym na basen. - podsumowała naszą rozmowę Nikola.
- Taak, ja też. Problem w tym, że jak się pakowałam do szkoły, to nie wzięłam ze sobą stroju kąpielowego. - powiedziałam smutnie.
- Oj to niedobrze. Trzeba to zmienić! Znam sklep, w którym na pewno znajdziesz coś dla siebie!
     Poprowadziła mnie do mizernie wyglądającej kamienicy, w której znajdował się sklep. Okazało się, że były to tylko pozory. Sklep po prostu pękał w szwach od ilości ludzi.
- Zawsze tu jest taki tłum? - spytałam przekrzykując grupkę, przeszukującą wielki kosz z ubraniami. Nikola się uśmiechnęła. - Czemu się śmiejesz?
- Jest koniec lata. No wiesz, wyprzedaże.
     Spędziłyśmy w sklepie ponad godzinę szukając dla mnie stroju. Zdecydowałabym się na pierwszy, ale Nikoli coś w nim nie pasowało i przyniosła mi następny. I tak co chwilę. Każdy był dla niej zły. Miałam już na nią nakrzyczeć, ale w końcu znalazła idealny. Musiałam jej przyznać rację, najlepiej ze wszystkich się układał i całkiem nieźle wyglądałam. Mogłyśmy w końcu opuścić sklep, z czego ja się cieszyłam, bo od tych wszystkich ludzi rozbolały mnie uszy. Umówiłyśmy się, że na basen pójdziemy na tydzień i wstąpiłyśmy do pizzerii na obiad. Nikola od razu spostrzegła tam swoją miejscową przyjaciółkę i przedstawiła nas sobie. Miała na imię Ola i gdyby nie to, że miała inne nazwisko, mogłaby uchodzić za moją trochę starszą siostrę. To było dziwne uczucie widzieć kogoś tak podobnego do mnie. Okazała się bardzo fajną osobą. Po zjedzeniu wielkiej pizzy, zaprosiła nas do siebie. Mieszkała sama na tej samej ulicy, w małym domku, po drugiej stronie. Gdy tylko tam weszłam, zauważyłam, że wkłada dużo trudy w sprzątanie, bo wszystko było perfekcyjnie posprzątane. Ja bym tak nie mogła - pomyślałam. Zaprosiła nas gestem do salonu, po czym włączyła telewizję i poszła zrobić herbatę. Nikola poszła za nią pomóc. Ja nie wiedząc co mam zrobić, usiadłam i zaczęłam oglądać jakiś serial. Po kilku minutach do pokoju wróciła Ola niosąc na tacce trzy parujące kubki. Spojrzała na mnie. Wyglądała, jakby chciała mi coś powiedzieć, ale rozmyśliła się, widząc wchodzącą Nikolę z ciastkami. Usiadły obok i wciągnęły mnie do rozmowy, przerywanej łykiem herbaty czy zjedzeni am ciastka. Czas mijał nam nienaturalnie szybko. W pewnym momencie Nikola wydała z siebie zduszony okrzyk. Obie popatrzyłyśmy na nią lekko wystraszone.
- Co się stało? - spytała Ola.
- Zaraz będzie 21!
     Teraz i ja się przejęłam.
- No i? - spytała bez cienia strachu.
- To, że jeżeli przed 21 nie będziemy w szkole, dostaniemy szlaban. - powiedziała trochę za ostro.
- Nie dramatyzuj! I tak już jesteście spóźnione, więc zostańcie.
- Nie, musimy lecieć. Do zobaczenia. - i nie czekając na odpowiedź, pociągnęła mnie ze sobą i wybiegła od przyjaciółki.
     Chociaż biegałam szybciej od niej, to teraz, objedzona ciastkami, nie mogłam za nią nadążyć, a ona nie chciała zwolnić.
- Przecież to ty trenujesz, nie ja! - odpowiedziała mi, gdy ją o to poprosiłam.
     Tak więc musiałam biec za nią do bramy. Nie widziałam w tym żadnego sensu. I tak już byłyśmy spóźnione. Ona upierała się jednak, że może zmniejszą nam karę. Wątpiłam w to, ale gorliwie ją goniłam. Kiedy dotarłyśmy do bramy, zobaczyłam nauczyciela.
- Do dyrektora, zastanowi się jaki wymierzyć wam szlaban.
     Nie dał nawet nam się wytłumaczyć i zrezygnowane poszłyśmy ścieżką do gabinetu dyrektora.

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 6

VI



     Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju, lecz już jej nie dostrzegłam. Jakby rozpłynęła się w powietrzu! Moje krzyki obudziły Nikolę, a chwilę potem do pokoju wpadł Łukasz. Jedno przez drugie pytali co mi się stało. Chaotycznie wytłumaczyłam im co zobaczyłam. Nie byłam pewna czy zrozumieli, bo dalej byłam tak przerażona, że ledwo mogłam się odzywać. Nikola wystraszona rozglądnęła się po całym pokoju, a Łukasz zaczął mnie uspokajać. Powili mnie przekonywał.
- Na pewno ci się to przyśniło. - powiedział po raz kolejny i wyszedł do siebie.
     Spojrzałam na Nikolę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Chyba nie uważasz, że oszalałam, co?
- Nie, nie, oczywiście, że nie! - zaprzeczyła, machając rękami - Po prostu uświadomiłam sobie, że to moja wina.
- Błagam cię! Jak twoją winą mogą być moje koszmary?
-No bo to ja chciałam oglądać ten film.
- Ja też, więc i tak by wyszło na mnie. Kładźmy się spać, zmęczona jestem.
- Jasne, chętnie.
     Znowu nie mogłam usnąć. Bałam się, że gdy tylko to zrobię, właściciel te twarzy znowu się tu pojawi. Już sama nie wiedziałam czy to się stało naprawdę, czy tylko w moim śnie. Zasnęłam dopiero około 4 rano, ale mój wypoczynek nie trwał długo. Po kilku godzinach obudził mnie huk. Wystraszyłam się, że to znowu ten ktoś, ale na szczęście usłyszałam przekleństwo Łukasza. Okazało się, że przypadkiem zrzucił jedną z figurek na podłogę, a ta się rozbiła na dwie części. Nikola dalej spała. Musiała mieć twardy sen, albo być do tego przyzwyczajona. Wygramoliłam się z łóżka i wyszłam, zamykając po cichu drzwi.
- Och, przepraszam, obudziłem cię tym? - zapytał Łukasz, gdy mnie zobaczył.
- Tak, ale nie przejmuj się. To nawet lepiej, bo muszę się zbierać. Przekaż Nikoli, że wróciłam do siebie, ok? - przetarłam oczy, ziewając.
- No jasne, do zobaczenia!
- Mhm. - mruknęłam ledwo słyszalnie.
     Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, pomyślałby, że to jakieś zombi. Czułam się okropnie, a jak źle wyglądam przekonałam się u siebie. Miałam bardzo podkrążone oczy, a włosy na głowie sterczały we wszystkich kierunkach. Próbując je rozczesać, uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy jest u nas spokojnie. Pewnie jeszcze śpią - pomyślałam i po przebraniu się, zeszłam na śniadanie. Było pusto, nie licząc kilku osób, z których każda siedziała przy innym stoliku. Nie znałam bliżej żadnej z nich, więc wzięłam z nich przykład i usiadłam sama. Nie miałam pojęcia na co mam ochotę, ale byłam tak zmęczona, że było mi wszystko jedno i nałożyłam sobie pierwsze lepsze kanapki. Właśnie kończyłam jeść drugą, gdy dosiadł się Jacek.
- Dzień dobry. - powiedział z uśmiechem.
- Zależy dla kogo. - burknęłam trochę niegrzecznie.
- Co ci się stało? Wyglądasz jakbyś ledwo żyła.
- I tak się czuję. - wzięłam łyk herbaty.
- Nocna impreza?
- Tak, jeśli imprezą można nazwać oglądanie horroru.
- I trwał on tak długo, że teraz usypiasz z ręką w powietrzu?
- A myślisz, że takie nie istnieją?
- Jasne, że istnieją. Na przykład takie ogniska. - spojrzałam na niego - Co się dziwisz? Zawsze jest tak samo. Tylko nauczyciele sobie pójdą i od razu Sara z Martą zaczynają te swoje dziwkarskie występy, do których przyłączają się tacy Szymon, Mateusz czy Damian. Żenada.
- To po co tam poszedłeś? - zabrzmiało to, jakbym mówiła z wyrzutem.
- Jak tradycja, to tradycja, trzeba to przeboleć. Ale przecież nikt nie powiedział, że musiałem tam siedzieć do końca. - kiwnęłam głową, nie bardzo wiedząc co do mnie powiedział - Ty w ogóle choć trochę spałaś? Wyglądasz jakbyś nie kontaktowała, co się wokół ciebie dzieje.
- Co?
- Nieważne. Idź się połóż, łódką można popływać kiedy indziej.
     Na to zdanie się ożywiłam.
- Nie, nie trzeba! Dam radę! Patrz, już mi lepiej!
- Ty chyba nie myślisz, że się zgodzę? Nie chcę cię mieć na sumieniu jak się utopisz!
- Ale...
- Nie. Skoro tak ci na tym zależy to trochę później, ale na razie się zdrzemnij.
- Mhm.
     Nie mam pojęcia jak znalazłam się w swoim łóżku. Musiałam być naprawdę zmęczona! Od razu usnęłam, jednak męczyły mnie koszmary, przez co nie mogłam wypocząć. Obudziło mnie słońce, którego promienie wpadały przez okno. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam Jacka z książką w rękach.
- Cały czas tu siedziałeś? - zdziwiłam się.
- Masz mnie za idiotę? Jasne, ze nie! Nie przesiedziałbym takiego pięknego dnia w pokoju!
     Wyjrzałam przez okno. Faktycznie było ładnie.
- Długo spałam?
- Ponad pół dnia.
- Co?! Dlaczego mnie nie obudziłeś?!
- Dziewczyno, ja dopiero wróciłem!
- Ech, no dobra, mniejsza z tym, masz teraz czas?
- A nie widzisz, że czytam? - uśmiechnął się.
- Dobra, to chodź.
     Odłożył powieść na półkę i poszedł ze mną. Kiedy znalazłam się na dworze, uderzył we mnie podmuch ciepłego powietrza. W oddali było widać wolną łódkę.
- Nikt, nią nigdy nie pływa? - wskazałam na nią.
- Jasne, że pływają, dlaczego pytasz?
- Bo zawsze jak ją widzę jest pusta.
- Chciałbym mieć takie szczęście. Pamiętasz jeszcze jak się wiosłuje?
- Zobaczymy ile byłam w stanie zapomnieć przez dwa tygodnie.
     Po tych słowach wsiadłam do łódki i złapałam za wiosła
- Pozwól mi najpierw sprawdzić ile pamiętam. - powiedziałam, zanim zdążył mi je zabrać.
Na początku szło mi całkiem dobrze, ale szybko się męczyłam, więc musieliśmy się co chwilę zmieniać. Po którejś z kolei zmianie, prawe wiosło zaplątało się w wodorosty tak, że nie mogłam go wyjąć. Z Jackiem w tym samym momencie wychyliliśmy się. by je odplątać. Efekt był taki, że oboje wylądowaliśmy w wodzie. Miałam uczucie, że zaraz zacznie na mnie krzyczeć, ale on zaczął się śmiać. Odechciało nam się z powrotem wsiadać do łódki, a że i tak byliśmy cali mokrzy, postanowiliśmy popływać. A tak naprawdę z pływanie było tyle, żeby odłożyć wiosło do łódki. Reszta to było nurkowanie, chlapanie i nurkowanie. Przeklinałam siebie w duchu, że tak szybko zrobiło mi się zimno, bo tak dobrze się bawiłam. Kiedy wyszłam na słońce, zrobiło mi się o wiele lepiej, ale ciepłem tego nie można było nazwać, a że przecież nie mogliśmy wejść tacy mokrzy do szkoły, to poszliśmy wyschnąć przy grze w siatkę.
- A wam co się stało? - spytał jeden z chłopaków, z którym wczoraj byłam w drużynie, kiedy już byliśmy na miejscu.
- Ta dziewczyna nie potrafi pływać łódką.
     Wszyscy się roześmiali, nie wykluczając mnie.
- Nieprawda! To przez to, że wiosło się zaplątało! - spojrzałam na chłopaków - Możemy z wami zagrać?
- Po co w ogóle pytasz? Następnym razem wbijaj jak Jacek.
     Dopiero teraz dostrzegłam, że on już jest na boisku.
- Jasne, zapamiętam. - po czym dołączyłam się do przeciwnej drużyny.
     Przyznam się, że przez te dwa dni zdążyłam polubić siatkówkę. Sama się sobie dziwię! Niestety strona, po której ja byłam, przegrała (podejrzewam, że przeze mnie), ale nikt się tym nie przejął i wszyscy razem wybraliśmy się na kolację. Na stołówce pożegnaliśmy się i rozsiedliśmy przy swoich stolikach.
- Jesteś! Zastanawiałam się przez cały dzień, gdzie ty się podziewasz! - powiedziała na powitanie Nikola.
- Spokojnie. Przespałam połowę dnia. - spojrzałam na puste krzesło. - Co z Julką?
- Źle się poczuła. - odpowiedziała Klaudia. - Znaczy źle czuła się od rana, ale teraz jest jeszcze gorzej. Ma wysoką gorączkę.
- Och! Idę ją odwiedzić! - poderwałam się z miejsca, ale Klaudia mnie zatrzymała.
- Jutro, dał jej dzisiaj wypocząć.
- I zjedz coś, bo nie było cię na obiedzie. - dodała Nikola z pełną buzią.
     Usiadłam na miejscu i wzięłam na talerz kanapki z serem. Po zjedzeniu dziewczyny namawiały mnie, abym poczekała, aż one skończą i poszła do Nikoli pograć w karty, ale grzecznie odmówiłam. Chciałam napisać list do Sandry. Musiałam to zrobić dzisiaj, bo w niedzielę rano Goska je zbierała i zanosiła na pocztę. Wysyłane były dopiero w poniedziałek, ale rano nie miała czasu .
     Wróciłam do swojego pokoju, usiadłam przy biurku, zapaliłam lampkę i zaczęłam pisać. Po lekko ponad godzinie był gotowy. Wyglądał bardziej jak kilkustronowe wypracowanie, ale nie przejęłam się tym. Włożyłam go do koperty i zostawiłam na biurku. Doszłam do wniosku, że Julię odwiedzę z samego rana, zebrałam się i po kilkunastu minutach byłam już w łóżku, chociaż było dopiero przed 21.
     Tę noc przespałam już spokojnie. Nie miałam żadnych koszmarów. Szczerze mówiąc to nic mi się nie śniło. Obudziłam się jak jeszcze było ciemno. Zachciało mi się do toalety. Podniosłam się więc z łóżka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je na oścież i... znowu zobaczyłam tego człowieka. Byłam tak przerażona, że zamknęłam oczy, nie mogąc nic innego zrobić. Byłam pewna, że coś mi zrobi. Jednak, gdy po kilku sekundach otworzyłam oczy, przede mną nie było nikogo. Już naprawdę zaczynam wpadać w paranoję. - pomyślałam i ostrożnie udałam się do łazienki, a po powrocie znowu poszłam spać. Rano o tym zdarzeniu nie pamiętałam.

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 5

Cześć wam! Przepraszam, że musieliście tyle czekać na następny rozdział, ale nie miałam czasu i (przede wszystkim) pomysłu co napisać. Na szczęście zaczynają mi się ferie i spróbuję trochę nadrobić. Zachęcam do pisania komentarzy. :)

V



     Pierwsze dwa tygodnie minęły mi wspaniale. Nauczyciele byli wymagający - temu nie dało się zaprzeczyć, ale o wiele milsi niż w mojej starej szkole. Nie mogłam się przyzwyczaić do tego, że aby odrobić jakieś zadanie, trzeba było korzystać z biblioteki, bo nie było tutaj internetu. Istna katastrofa! Na szczęście czas z czytelni spędzałam z przyjaciółmi, przez co o wiele łatwiej przychodziło mi pisanie. Byłam szczęśliwa, że akceptują mnie i lubią za to jaka jestem. Moi starzy znajomi często zmuszali mnie, abym udawała, że czegoś nie robię lub nie lubię, bo było im z tego względu przy innych bardziej komfortowo, czego nie można było powiedzieć o mnie. Nawet Sandra, która jest przecież moją najlepszą przyjaciółką, często mnie krytykowała. W sumie to chyba nic jej we mnie w pełni nie pasowało. Chociaż może... Nie wiem! Od czasu przyjazdu zastanawiałam się czy ona na serio traktowała mnie jako przyjaciółkę. W tej nowej szkole było tyle różnych ludzi ze swoimi dziwactwami, że dla innych byłam pod tym względem neutralna. Jedną z niewielu osób, które było do mnie wrogo nastawione była Sara. Przynajmniej tak twierdziła Klaudia. Ja nie wiem co o niej sądzić. Na treningu starała się mnie jak najbardziej poniżyć, z resztą jak każdą inną dziewczynę, natomiast kiedy tylko spotykała mnie gdzie indziej, przepraszała i wychwalała przy przyjaciółkach jaka to jestem fantastyczna. Nie potrafię po prostu jej rozgryźć.
     Siedziałam teraz na schodach wejściowych z książką od polskiego na kolanach i łapałam ostatnie promienie letniego słońca. Obok mnie siedziała Nikola, bawiąc się swoimi włosami. Kiedy zorientowała się, że patrzę co robi, posłała mi uśmiech.
- Miałaś się uczyć, leniuszku!
- Ale taaaaak mi się nie chce! - powiedziałam gestykulując.
- Tak, tak, a później będzie "Nikola, przez ciebie dostałam 1!"
- Haha! Świetnie naśladujesz mój głos.
- Dzię-ku-ję. - odpowiedziała dzieląc słowo na sylaby - Wybierasz się na ognisko?
- Właśnie nie wiem.
     Kilka dni temu dyrektor ogłosił, że w piątek, to znaczy dzisiaj odbędzie się ognisko. Szczerze mówiąc nie miałam ochoty na nie iść.
- Oj, Kari, proszę!
- Nie mów tak do mnie. - zrobiłam groźną minę.
- A dlaczego? Phi, nie nastraszysz mnie swoją mimiką.
- Jeszcze się kiedyś przekonamy. Ale teraz tak na serio, nie mam ochoty na nie iść.
- Czemu?
- Sama nie wiem. Tak po prostu.
- Marudzisz! Ja ci mówię, że musisz tam być, a to co ja mówię, jest święte!
- Dlaczego ci tak zależy?
- Bo bez ciebie to nie będzie to samo co z tobą.
- To chyba logiczne. - spojrzałam na nią z ukosa, a ona się roześmiała.
- Wiesz co mam na myśli!
- Wiem. Ale... ja się boję ognia. I to tak bardzo. - powiedziałam cicho.
- Ach, nie wiedziałam. - zamilkła na chwilę - To powiadomię Łukasza, że ja też się nie wybieram.
- Po co?
- No chyba nie myślisz, że zostawię cię samą? Nudziłabyś się nie mając z kim zostać!
- To wszyscy idą? Pomieszczą się?
- Większość, ale widziałaś przecież ile tam jest miejsca.
- No tak. Skoro wszyscy idą to też mogę się wybrać. - stwierdziłam niechętnie.
- O nie! Skoro się boisz, to nie idziesz, a monna Nikola zostaje z tobą.
- Monna? - zaśmiałam się.
- Tak, ładnie prawda? Tak kiedyś w Wenecji mówili.
- Powiedzmy. To co chcesz w takim razie robić?
- Zjeść obiad. Mam nadzieję, że ty też.
- Tak. Dziękuję za to co dla mnie zrobiłaś.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnęła się i weszła do szkoły.
     Stołówka powoli się wyludniała, kiedy my do niej dotarłyśmy. Gdy tylko przeszłyśmy przez drzwi, poczułam zapach zupy ogórkowej. Ucieszyłam się, że przy naszym stoliku prawie nikt jej nie tknął, bo kochałam tą potrawę i od razu nalałam sobie pełną miskę. Smakowała tak wybornie jak pachniała. Po zjedzonym obiedzie Nikola śmiała się ze mnie, że mogłam jeść od razu z garnka. Fakt, zjadłam prawie całą zupę, no ale jakby to wyglądało? Pożegnałam się z nią, mówiąc, że muszę przygotować się na trening. Uzgodniłyśmy także, że przyjdę do niej jak tylko się po nim przebiorę.
     Dzisiaj dopisywała nam ładna pogoda, Przez ostatni tydzień prawie cały czas padało, przez co wracałam do pokoju przemoczona i ubłocona. Dzisiaj było idealnie. Nie za ciepło, nie za zimno, a bagnista ziemia zdążyła wyschnąć. Przy takim słońcu od razu miałam większą motywację. Biegało mi się tak dobrze, że kiedy skończyliśmy, miałam ochotę biec dalej. W przekonaniu, że to mój dobry dzień, utrzymało mnie to, że po raz pierwszy wygrałam tor przeszkód, dzięki czemu mogłam sobie pójść szybciej. Tak na marginesie to może i lepiej, bo grali w koszykówkę, co dla mnie było męczarnią. Wróciłam do pokoju i mimo że nie potrzebowałam, to wzięłam prysznic. Gdy wyszłam do pokoju, pomyślałam, że do nikoli pójdę trochę później. Miałam ochotę chwilę odpocząć. Zapomniałam jednak z kim mieszkam. Gdy chłopcy zapytali mnie czy idę na ognisko, odpowiedziałam im, że nie. Zamiast po tym dać mi spokój, Mateusz zaczął mnie przekonywać. Nie rozumiem, dlaczego wszystkim tak na tym zależy, to tylko głupie ognisko! Z resztą co za różnica czy tam będę czy nie? Nie chcąc już tego słuchać wyszłam, żeby odnaleźć pokój przyjaciółki. Tym razem, po raz pierwszy nie zabłądziłam. Zapukałam do drzwi.
- No nareszcie! - powiedziała wesoło po otwarciu drzwi - Już nie mogłam się doczekać! Wejdź.
     Miała ładny pokój. Był urządzony całkiem inaczej niż nasz. Oczywiście meble musiały być te same, ale wszystkie dodatki były inne. Przede wszystkim było tu bardzo dużo obrazów i jakiś figurek. Na pierwszy rzut oka było widać, że to Nikola dekorowała.
- Co się tak rozglądasz? - powiedziała zdziwiona - Nie hoduję pająków.
- Niee, po prostu masz tu bardzo ładnie.
- Dziękuję, sama urządzałam. - uśmiechnęła się. - Co chcesz robisz?
- W zasadzie to nie wiem. Miałam przyjść jeszcze później, ale Mateusz nie dawał mi spokoju. Gorzej niż ty! Przy obiedzie myślałam, że cię uduszę.
     Zaśmiała się.
- Przecież tylko raz spytałam, żeby się upewnić.
- A po tobie wszyscy zaczęli!
- A to już nie mój problem. - wyszczerzyła się do mnie - No więc? Raczej nie będziemy siedziały do wieczora w pokoju. Skoro nie masz pomysłu to może pójdziemy w coś zagrać na dworze?
- Niezbyt mi się to podoba. - stwierdziłam niechętnie, jednak z Nikoli nie spływał entuzjazm.
- No chodź, dzisiaj o ile dobrze pamiętam grają w siatkówkę.
- A nie w kosza? Na treningu w niego grali.
- Może grali, ale niedawno Łukasz przyszedł po piłkę do siaty to wiesz... Raczej nią w kosza nie grają. No proszę! - pociągnęła mnie za rękę - Będzie fajnie!
     Zanim zdążyłam zaprotestować, wyciągnęła mnie na korytarz i zamknęła drzwi na klucz. Musiałyśmy iść szybko, bo za jakąś godzinę zaczynało się ognisko, a wtedy mogłybyśmy co najwyżej poodbijać do siebie. Na miejsce przyszłyśmy dość zdyszane. Uradowało mnie to, że nie widziałam nigdzie Sary, ani jej koleżanek. Z resztą nieobecność Jacka i Mateusza tez lepiej wpłynęła na moje samopoczucie. Dołączyłyśmy się (ja trochę niechętnie), jednak później grałam z coraz większym entuzjazmem przed wszystkim, dlatego, że gdy przyjęcie piłki mi nie wyszło, nikt na mnie nie krzyczał, jak to mięli w zwyczaju w starej szkole. To mnie motywowało. Zawsze kiedy chciałam zagrać jak najlepiej, wychodziło coś całkiem odwrotnego. Dzisiaj dzięki grze na luzie, udowodniłam sobie, że może nie jestem mistrzem świata, ale też nie taką beznadzieją, za jaką siebie brałam.
- I ty mówiłaś, że nie potrafisz grać? - odezwała się po skończonym meczu Nikola - Jesteś o wiele lepsza ode mnie!
- Fakt, nie odbijam do tyłu.
     Podparła się pod boki z udawaną wyższością.
- Żartuję, - próbowałam stłumić śmiech - nigdy mi się nie udawało zagrać tak dobrze jak dzisiaj. Zawsze byłam taką łamagą, że nawet w piłkę nie trafiałam!
- Nikola, - podszedł do niej Łukasz - zanieś piłkę do pokoju. Ja idę od razu na ognisko.
- Udanej zabawy. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Wzajemnie. - cmoknął ją w policzek i odszedł z kolegami.
- To jak, wracamy? Czy chcesz jeszcze coś porobić na dworze?
- Nie ma zbytnio co.
- Akurat jak się robi ciemno to masz rację. Ale w dzień jest dużo do roboty. Wracajmy, chyba mam pomysł.
     Wróciłyśmy do pokoju. Dziewczyna odłożyła piłkę na miejsce, po czym wskazała drzwi po drugiej stronie salonu i kazała wejść. Domyśliłam się, że to jej pokój. Był bardzo ładnie urządzony, chociaż nawet jak dla mnie było w nim za dużo niepotrzebnych rzeczy. Jedną z nich był telewizor.
- Przecież on tu nie działa. - mruknęłam.
- Sam w sobie może nie, ale jeśli ma się to... - wyjęła spod łóżka DVD. Miałam się odezwać, ale mnie uprzedziła - Wiem, że nie można, ale no wiesz... Raz na jakiś czas chce się coś obejrzeć, a przecież telewizor sam w sobie nie łapie kanałów, to nie mają nic przeciwko, żeby tu stał.
- To w takim razie czemu chowasz DVD pod łóżko?
- Bo nieraz sprawdzają pokoje. Chyba raz na miesiąc o ile się nie mylę. Co masz ochotę obejrzeć?
- A co masz? - zainteresowałam się.
- Mam dużo filmów, aczkolwiek proponuję horror. 
- Dlaczego?
- Bo jeszcze tego, który chcę włączyć nie oglądałam.
     Przełknęłam głośno ślinę, ale się zgodziłam. Nie to, że się bałam go oglądać. Po prostu nie lubiłam. Rzadko się bałam horrorów, ale ten mnie przeraził, Nikolę tak samo. Nie dość, że był krwawy, to jeszcze ludzie mięli przerażające charakteryzacje. Myślałam, że nie oglądnę tego do końca. Po filmie, który zakończył się zabójstwem lub samobójstwem wszystkich osób, które znały lub widziały pewnego, strasznego człowieka. Za chwilę pojawiły się napisy. Jednak nie były to normalne napisy końcowe tylko przestroga, że każdego, kto to obejrzy, odwiedzi w nocy tamta osoba. Prychnęłam. Nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby w to uwierzyć. Nikola powiedziała mi, że jej daleki kuzyn obejrzał ten film i tej samej nocy umarł. Zastanowiłam się nad tym, ale doszłam do wniosku, że to zwykły zbieg okoliczności, jednak zabrakło mi odwagi, aby wrócić do siebie. Dziewczyna zaproponowała, żebym u niej przenocowała. Chętnie się zgodziłam i już po kilku minutach położyłyśmy się do spania. Nikola usnęła od razu, jednak ja miałam z tym problemy. Po około godzinie udało mi się usnąć, jednak był to płytki i niespokojny sen. Co chwilę się obracałam i wierciłam. Nagle się obudziłam i zobaczyłam nad sobą przerażającą twarz. Krzyknęłam.