czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 8

VIII



- Było już ciemno! Mogło się wam coś stać!
     Już od ponad 20 minut siedziałyśmy z Nikolą w gabinecie dyrektora. Jak się okazało, nie byłyśmy jedynymi osobami, które się spóźniły. Kilka minut po nas dołączyła grupka osób z ostatniej klasy. Przez nich kazanie dyrektora trwało o wiele dłużej, bo miał zwyczaj mówić o każdym z osobna. Tak więc musieliśmy siedzieć tam i słuchać jego monotonnego gderania. Kilka razy próbowałam mu przerwać, żeby się wytłumaczyć lecz dałam sobie spokój, gdy Nikola dała mi do zrozumienia, że przez to będziemy tu siedzieć jeszcze dłużej. Spojrzałam na zegarek. Było wpół do 22. Ile ten typek może gadać? - pomyślałam. Ukradkiem spojrzałam w stronę, drugiej zajętej kanapy i zauważyłam, że jeden z chłopaków przysypia. Chciałam coś zrobić, żeby dyrektor tego nie zobaczył i próbowałam dyskretnie dać znak innym, żeby go obudzili. Na szczęście nie musiałam tego robić, bo sami zauważyli. Ocknął się dopiero jak jakaś dziewczyna uderzyła go łokciem w żebro. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy dyrektor zakończył swoją przemowę.
- Jest już bardzo późno. Wasz szlaban zacznie się od jutra. Przyjdźcie do mnie po śniadaniu, przydzielę wam zadania. Możecie iść.
     Zanim jeszcze wyszłam z gabinetu pożegnałam się z Nikolą. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, dlaczego to zrobiłam. Miałam ochotę z nią porozmawiać o tym co się działo, ale jakaś mała cząstka mnie chciała zostać sama, żeby przemyśleć spotkanie z Olą.
- Okropność. - mruknęłam do siebie, trzaskając drzwiami.
- Co jest takie okropne?
     Prawie podskoczyłam. W pokoju było tak ciemno, że wcześniej nie zauważyłam Mateusza. Podeszłam do włącznika, żeby zapalić światło.
- Nie ma prądu. - powiedział ponuro.
- Jak to? Przecież dosłownie przed chwilą był!
- No przed chwilą tak, ale otworzyłaś drzwi z takim impetem, że aż się ciebie wystraszył.
     Spojrzałam na niego spode łba, ale nie jestem pewna czy to zobaczył.
- Więc? Co jest takie okropne? Bo jeżeli o mnie chodzi to przyznam, że to tylko pozory.
     Prychnęłam.
- Mam szlaban za to, że się spóźniłam aż trzy minuty! - powiedziałam sarkastycznie.
- Było pilnować czasu.
- Och, cóż za wrażliwość! - rzuciłam złośliwie.
- A co mam ci powiedzieć? - zapytał, po czym dodał piskliwym głosem - Ojej, Karinko! Oni są dla ciebie tacy niedobrzy i niesprawiedliwi! Nie wiem co by ci dało takie kłamstwo.
-Hmm... No nie wiem, może by mnie pocieszyło?
- Nie wyglądasz na taką biedną dziewczynkę, którą trzeba pocieszać.
- Tak, najlepiej się na mnie wyżywać! - krzyknęłam do drzwi, a którymi zniknął, po czym odwróciłam się i poszłam do siebie - Wspaniały dzień, nie ma co!
     Przysiadłam na łóżku i zaczęłam się zastanawiać co ja mu takiego zrobiłam. Na myśl przyszło mi tylko spotkanie w bibliotece, ale to by było śmieszne, gdyby się złościł o to. Poszłam spać w podłym nastroju.
     Gdy rano się obudziłam mój gniew dalej się utrzymywał. Próbowałam przypomnieć sobie mój sen. Było w niem dużo ognia, panika i... Zastanowiłam się. Przecież chyba nie śnił mi się diabeł? A może? Potrząsnęłam głową, jakbym chciała wyrzucić te myśli z głowy i zaczęłam się szykować do śniadania. Przy stoliku zastałam Nikolę z kubkiem kawy w ręce. Wyglądała, jakby w nocy nie zmrużyła oka.
- Hej! - przywitałam ją - Co taka zmęczona?
- Po prostu poszłam późno spać.
- Aha, a pod...
- Nie wypytuj mnie o nic, jasne? - wybuchnęła, nie dając mi dokończyć.
     Spojrzałam na nią zdziwiona.
- No dobra, dobra, przepraszam. Chciałam tylko poprosić o marmoladę, ale mogę ją wziąć sama.
- Nie, - powiedziała po chwili - nie, to ja przepraszam. Ciężko mi dzisiaj nad sobą panować, pokłóciłam się z Łukaszem i... - urwała nagle w połowie słowa i zajęła się swoją kawą - Nieważne. - dodała pochylając twarz, na której dostrzegłam łzy.
- Nikola, słucha, pewnie za niedługo... - chciałam ją pocieszyć, ale ona mnie uciszyła nie wiadomo dlaczego - Ale ja przecież...
     Ponownie nie udało mi się dokończyć zdania lecz tym razem może i lepiej, że tak się stało, bo w tym momencie do stołu usiadł Łukasz. Zapanowała niezręczna cisza, przerywana tylko pobrzdąkiwaniem sztućców o talerz. Nie mogąc dłużej tego znieść, odstawiłam szklankę z sokiem i wyszłam dowiedzieć się jak mam odpracować szlaban. Kiedy usłyszałam co mam robić, na początek pomyślałam, że to szczególnie nieudany żart. Że niby miałam pielęgnować ogródek?!
- No ale... przecież... - zawahałam się - od tego jest ogrodnik.
- Którym w tym tygodniu będziesz ty.
- No ale...
- Koniec dyskusji! Po lekcjach dostaniesz klucz do domku ogrodnika. Masz podlać kwiaty i obciąć krzewy.
     Stałam tam, nie mogąc się poruszyć. Czekałam, aż powie "żart!" i da mi jakąś normalną karę, nie wiem, może coś do napisania? Ruszyłam się dopiero, gdy dyrektor powtórzył, że mam iść na lekcje. Poszłam po książki i udałam się na historię. Czas - jakby wiedząc o moim szlabanie - zaczął płynąć nienaturalnie szybko. Kolejne godziny mijały nie wiem kiedy. Kiedy skończyły się lekcje, nie mogłam uwierzyć w swojego pecha. Było zadane tak dużo, że pospiesznie zjadłam obiad i poszłam do ogródka, bojąc się, że nie zdążę wszystkiego zrobić. Miałam nadzieję, że pies będzie przywiązany. Nawet się o to modliłam, bo jakoś nie miałam ochoty uciekać przed nim przy wszystkich. Kiedy doszłam do ogródka, odetchnęłam z ulgą. Zobaczyłam Barry'ego przywiązanego grubym łańcuchem do budy. Poszłam do domku, wyjęłam z kieszeni klucz i otworzyłam drzwi. Inaczej wyobrażałam sobie to pomieszczenie. - pomyślałam.Była to nieduża izba, w której znajdowały się nie tylko narzędzia, ale i także jakieś zioła, nasiona, zbiory. Nie zdziwiłoby mnie to tak, gdyby nie ten bałagan. Chyba żadna rzecz nie była na swoim miejscu. Żeby wziąć sekator musiałam go najpierw wypatrzeć, a potem zająć się stertą narzędzi, które na nim leżały. Gdy już się z tym uporałam, wyszłam na zewnątrz i zaczęłam przycinać niski żywopłot okalający ogródek. Co chwilę przechodziły tędy różne osoby. Większość nie zwracała na mnie uwagi, ale zdarzyło mi się kilka razy usłyszeć stłumiony chichot. Ja jednak nie zamierzałam przerywać pracy przez to.
- Patrzcie no, dziewczyny! Karina nareszcie znalazła zajęcie godne jej poziomu! - usłyszałam dziewczęcy głos. Natychmiast podniosłam głowę i zobaczyłam Sarę z jej koleżankami - Chociaż, czy ja wiem? Powiedz, ile ci stary Kaponowski płaci za strzyżenie jego kochanego żywopłotu? - spojrzała na wynik mojej pracy - Chyba niezbyt dużo, sądząc po tym jak to wygląda. - rzuciła na mnie okiem - Co się obijasz? Do roboty!
     Nie wiedziałam cop jej na to odpowiedzieć, więc od razu zabrałam się do roboty, co wywołało u nich śmiech. Miałam wielką ochotę odgryźć się jej, ale nie miałam odwagi. Patrzyłam jak powoli odchodzą w stronę szkoły.
- Nie mogłaś w nią czymś rzucić? - usłyszałam za sobą głoś Mateusza - Wtedy na pewno już by się tak nie szczerzyła.
- Jak ty to zrobiłeś? - wymsknęło mi się zanim ugryzłam się w język.
- Ale co?
- Nawet nie usłyszałam kiedy się za mną znalazłeś!
     Wzruszył ramionami.
- W sumie to nie wiem. Chyba od zawsze to umiem. - spojrzał na moje ręce, które męczyły się z wystającymi gałązkami - Coś ci słabo idzie.
- To może chcesz mi pomóc?
- A gdzie tam! Ja tylko po psa przyszedłem.
- Ale chyba go nie spuścisz z tego łańcucha? - spytałam z lekką paniką w głosie.
- Spuszczę, ale przecież dopóki nie chcę, to cie nie zaatakuje. Słucha się mnie. - dodał zauważywszy mój pytający wzrok.
- No, powiedzmy, że ci wierzę.
     Ruszył w stronę budy, a ja przypomniałam sobie coś, o co miałam go zapytać.
- Mateusz! - zawołałam i zaczekałam, aż się odwróci - Za co byłeś na mnie taki zły?
     Zmarszczył brwi, jednak po chwili odpowiedział niewinnym głosem:
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - po czym odpiął psa.
     Praca szła mi mozolnie, jednak im dłużej j.ą wykonywałam, tym ładniej przycinałam żywopłot. Po skończeniu przyjrzałam się mu krytycznie. Do fachowego wyglądu, jaki osiągał po obcinaniu przez ogrodnika brakowało dużo, ale straszny też nie był. Pozostało mi już tylko podlanie kwiatów co - mam nadzieję - wyszło o wiele lepiej. Po odłożeniu konewki, zamknęłam drzwi i odniosłam klucz. Bardzo chciałam odpocząć na dworze, ale musiała wziąć się za lekcje, co przyszło mi z wielkim trudem. Siedziałam nad książkami do późnego wieczora, rozwiązując zadania. Po skończeniu usiadłam przy oknie, zastanawiając się, kiedy dostanę list od Sandry. Może go w ogóle nie dostanę? - rozmyślałam - Ale przecież wytłumaczyłam jej w moim liście czemu (jeśli dzwoniła) nie odbierałam telefonu. Siedząc tak, nagle coś przykuło moją uwagę. Ściślej mówiąc ktoś, a nawet dwa ktosie. Nie mogłam rozpoznać czy te osoby to chłopacy czy dziewczyny. Były za daleko, na dodatek miały kaptury na głowach. Niosły jakąś skrzynkę. Nie miałam pojęcia co to mogło być. Postacie te postawiły ją w takie miejsce, że z ziemi nie było jej widać i odeszły. Miałam wielką ochotę zobaczyć co tam jest, ale nie uważałam tego za dobry pomysł. Ciekawość jednak dała górę nad rozsądkiem i cicho udałam się w tamto miejsce. Na dworze robiło się coraz ciemniej. Kilkanaście metrów od kryjówki zobaczyłam jakąś postać. Spróbowałam się wycofać, ale na próżno.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał Mateusz.
- A ty?
- Odprowadzam Barry'ego - wskazał na warczącego psa siedzącego pod drzewem - Barry, cicho!
- Widziałeś tamte dwie postacie?
- Jakie?
- Te co przyniosły tę skrzynię. - wskazałam na skrytkę - Na pewno ją zauważyłeś.
- Tak, widziałem. - odetchnął.
- Trzeba o tym powiedzieć!
- Myślisz?
- Tak! Nie wiadomo co tam jest! I lepiej nie patrzeć!
- To jak chcesz o tym powiedzieć?
     Zająknęłam się. O tym nie pomyślałam.
- Dobra, wracaj na kolację. Ja przywiążę psa i poinformuję o niej dyrektora.
- Jasne, dzięki.
     Nie byłam głodna. Nie umiem wytłumaczyć czemu. Na obiedzie przecież prawie nic nie zjadłam. Tak czy siak odpuściłam sobie kolację i udałam się do pokoju.

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 7

Po pierwsze, dzięki za komentarze. :D
Po drugie, znowu był długi okres przerwy od dodanie rozdziału i postanowiłam dodawać je w czwartki i niedziele, żeby nie było tych przerw. Co myślicie? Pasują wam te dni? Dajcie mi znać w komentarzach. Od razu powiem, że jak będę miała dużo nauki w czw to mogę go dodać dzień później. Postaram się mieścić w tych dniach.
Po trzecie, wiem, że rozdział jest trochę krótki, ale nie chciałam go na siłę wydłużać, bo zrobiłby się trochę nudny, gdybym miała opisywać każde miejsce.
Miłej lektury. xx

VII



     Po śniadaniu od razu wybrałam się do Julki. Faktycznie wyglądała na mocno chorą, ale przez cały czas się uśmiechała, udając, że nie jest jak źle jak widać.
- Zachorowałam wczoraj, a już odwiedziło mnie z pięć osób. - powiedziała, gdy tylko usiadłam obok niej - To miłe, ale mam co do tego podejrzenia.
     Roześmiałam się.
- Poważnie! Czuję się jak jakieś bóstwo! - sama się zaśmiała - Szkoda, że muszę tu siedzieć aż tydzień! Nienawidzę chorować. Zawsze tak się nudzę.
- Posiedzę dzisiaj z Tobą jak chcesz.
- Pewnie, że chcę! Cieszę się, że to proponujesz, bo Klaudii od rana nie ma i muszę zanudzać moją poduszkę swoją osobą.
- Ty chyba masz gorączkę. - powiedziałam żartobliwie.
- I to wysoką, muszę zaraz wziąć jakieś tabletki.
- Czyje są tamte dwa pokoje? Bo ten obok twojego pewnie jest Klaudii.
- No tak. Po drugiej stronie mieszkają Sara i Marta.
     Wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Nie dziw się tak. Kiedy Klaudia i Sara zaczęły pierwszy rok były najlepszymi przyjaciółkami i wprowadziły się do mnie i Marty. Miałam szczęście, bo akurat dwie dziewczyny z naszego pokoju skończyły szkołę. No i wtedy Sara zakolegowała się z Martą i zostawiła Klaudię.
- A ty się z Martą nie kolegowałaś?
- Ja? A gdzie tam! Ja jej nigdy nie lubiłam. Ech... Możesz mi podać wodę? Muszę wziąć lekarstwa, bo zaraz mi głowę rozsadzi.
     Szybko podałam jej szklankę z płynem i patrzyłam jak popija tabletki.
- Ohyda. - odezwała się po odstawieniu szklanki na szafkę. - Wyszłabym na dwór, jest taka piękna pogoda.
- Dobrze wiesz, że nie możesz. - ostrzegłam ją.
     Westchnęła i padła na łóżko.
- Wiem, ale trudno jest leżeć i patrzeć się w sufit, gdy widzisz ludzi biegających na dworze.
     Nie wiedziałam co jej na to odpowiedzieć. Na szczęście mnie wyręczyła.
- Poszłabyś do biblioteki po książkę dla mnie? Nie wytrzymam dłużej nic nie robiąc.
- Jasne, jaką?
- Nie wiem, obojętnie.
- Wezmę ci jakieś romansidło, co? Bo regał jest akurat przy książkach historycznych.
- Wypracowanie piszesz?
- Tak, niestety...
- Czemu niestety? O czym piszesz? - zainteresowała się.
- O baroku i w ogóle.
- Och! Mogę ci pomóc? Proszę!
- Ty tak na serio? - spojrzałam na nią.
- Pewnie! Uwielbiam epoki! Nie musisz brać książki, sama ci to mogę podyktować.
- Naprawdę? - kiwnęła głową - Dziękuję. Pójdę tylko po książkę dla ciebie i możemy się zabrać do pracy.
- Ok.
     Ucieszyłam się z jej propozycji. Oznaczało to, że nie będę musiała tracić całego dnia na wynajdywaniu informacji. Jak najszybciej pognałam do biblioteki. Gdy otworzyłam drzwi, moim oczom ukazał się dziwny widok. Jakiś chłopak stał na drabinie i sięgał ręka na górę regału z książkami, natomiast na dole stał Mateusz podtrzymując drabinę i szepcząc coś do niego.
- Co wy robicie? - spytałam.
     Pytanie wydawało mi się normalnie, tak samo jak mój głos, jednak obaj się wystraszyli. Mateusz tak gwałtownie puścił drabinę, że przesunęła się, przez co jego kolega prawie nie spadł.
- Kto to? - odwrócił się do mnie - A, to ty. Nic, po prostu Kamilowi klucze wpadły na regał...
- Jak? - przerwałam mu. Zachowywałam się trochę podejrzliwie.
- A bo ja wiem? Nie było mnie wtedy. Poszedł po mnie, żebym mu pomógł.
- Skoro to tylko klucze, to czego się tak boicie?
- Ja... Myślałem, że to woźny, bo pożyczyłem sobie od niego drabinę i myślałem, że zauważył jej brak. Spieszę się, narka.
     Zanim zdążyłam odpowiedzieć, oboje byli za drzwiami. Zdziwiła mnie cała ta scena, ale wzruszyłam tylko ramionami i zaczęłam szukać odpowiedniej książki dla Julki.
-  Gdzieś ty się podziewała? - spytała, gdy wróciłam - Bałam się, że udusiłaś się kurzem.
     Prychnęłam.
- Bardzo śmieszne. Masz, - podałam jej do rąk opowiadanie - może być ta? Wydawała się fajna.
- "Nocne anioły"? Brzmi interesująco! Ale zanim się w niej zatopię, muszę ci się odwdzięczyć. Siadaj i mów co chcesz wiedzieć o tym baroku.
- Najlepiej wszystko. - odpowiedziałam szykując kartkę i długopis.
     Dzięki pomocy Julki uwinęłam się z tym w lekko ponad godzinę. Cieszyłam się, że mi pomogła, bo gdyby nie ona, połowa nazwisk byłaby źle. Pisząc to sama, przynudzałabym w bibliotece, a tak pośmiałam się z historii, które mi opowiadała. Uświadomiłam sobie, że Julia naprawdę bardzo lubi historię. Po napisaniu zakończenia, podziękowałam jej i pozwoliłam zacząć czytać, wychodząc do siebie. Myślałam, że jak wrócę, będę miała czas dla siebie. Jednak...
- Karina! Zbieraj się idziemy na miasto!
- Co? - spytałam. Nikola tak mnie zaskoczyła, że nie wiedziałam o co chodzi. - Jak ty się tu dostałaś?
- Jacek mnie wpuścił, a teraz chodź!
- Ale o co w ogóle chodzi? Na jakie miasto? Napisałam przed chwilą wypracowanie, więc mój mózg musi chwilę odpocząć. Wytłumacz mi o czym ty mówisz.
- No przecież jest niedziela! Mamy dzień, w którym wolno nam wychodzić na miasto, pamiętasz?
- Aaa, no tak! Kompletnie zapomniałam! Poczekaj, tylko wezmę portfel. - pobiegłam po niego - Dobra, możemy iść.
     Szłyśmy powoli opuszczając teren szkoły rozważając, gdzie się udamy.
- Najchętniej poszłabym na basen. - podsumowała naszą rozmowę Nikola.
- Taak, ja też. Problem w tym, że jak się pakowałam do szkoły, to nie wzięłam ze sobą stroju kąpielowego. - powiedziałam smutnie.
- Oj to niedobrze. Trzeba to zmienić! Znam sklep, w którym na pewno znajdziesz coś dla siebie!
     Poprowadziła mnie do mizernie wyglądającej kamienicy, w której znajdował się sklep. Okazało się, że były to tylko pozory. Sklep po prostu pękał w szwach od ilości ludzi.
- Zawsze tu jest taki tłum? - spytałam przekrzykując grupkę, przeszukującą wielki kosz z ubraniami. Nikola się uśmiechnęła. - Czemu się śmiejesz?
- Jest koniec lata. No wiesz, wyprzedaże.
     Spędziłyśmy w sklepie ponad godzinę szukając dla mnie stroju. Zdecydowałabym się na pierwszy, ale Nikoli coś w nim nie pasowało i przyniosła mi następny. I tak co chwilę. Każdy był dla niej zły. Miałam już na nią nakrzyczeć, ale w końcu znalazła idealny. Musiałam jej przyznać rację, najlepiej ze wszystkich się układał i całkiem nieźle wyglądałam. Mogłyśmy w końcu opuścić sklep, z czego ja się cieszyłam, bo od tych wszystkich ludzi rozbolały mnie uszy. Umówiłyśmy się, że na basen pójdziemy na tydzień i wstąpiłyśmy do pizzerii na obiad. Nikola od razu spostrzegła tam swoją miejscową przyjaciółkę i przedstawiła nas sobie. Miała na imię Ola i gdyby nie to, że miała inne nazwisko, mogłaby uchodzić za moją trochę starszą siostrę. To było dziwne uczucie widzieć kogoś tak podobnego do mnie. Okazała się bardzo fajną osobą. Po zjedzeniu wielkiej pizzy, zaprosiła nas do siebie. Mieszkała sama na tej samej ulicy, w małym domku, po drugiej stronie. Gdy tylko tam weszłam, zauważyłam, że wkłada dużo trudy w sprzątanie, bo wszystko było perfekcyjnie posprzątane. Ja bym tak nie mogła - pomyślałam. Zaprosiła nas gestem do salonu, po czym włączyła telewizję i poszła zrobić herbatę. Nikola poszła za nią pomóc. Ja nie wiedząc co mam zrobić, usiadłam i zaczęłam oglądać jakiś serial. Po kilku minutach do pokoju wróciła Ola niosąc na tacce trzy parujące kubki. Spojrzała na mnie. Wyglądała, jakby chciała mi coś powiedzieć, ale rozmyśliła się, widząc wchodzącą Nikolę z ciastkami. Usiadły obok i wciągnęły mnie do rozmowy, przerywanej łykiem herbaty czy zjedzeni am ciastka. Czas mijał nam nienaturalnie szybko. W pewnym momencie Nikola wydała z siebie zduszony okrzyk. Obie popatrzyłyśmy na nią lekko wystraszone.
- Co się stało? - spytała Ola.
- Zaraz będzie 21!
     Teraz i ja się przejęłam.
- No i? - spytała bez cienia strachu.
- To, że jeżeli przed 21 nie będziemy w szkole, dostaniemy szlaban. - powiedziała trochę za ostro.
- Nie dramatyzuj! I tak już jesteście spóźnione, więc zostańcie.
- Nie, musimy lecieć. Do zobaczenia. - i nie czekając na odpowiedź, pociągnęła mnie ze sobą i wybiegła od przyjaciółki.
     Chociaż biegałam szybciej od niej, to teraz, objedzona ciastkami, nie mogłam za nią nadążyć, a ona nie chciała zwolnić.
- Przecież to ty trenujesz, nie ja! - odpowiedziała mi, gdy ją o to poprosiłam.
     Tak więc musiałam biec za nią do bramy. Nie widziałam w tym żadnego sensu. I tak już byłyśmy spóźnione. Ona upierała się jednak, że może zmniejszą nam karę. Wątpiłam w to, ale gorliwie ją goniłam. Kiedy dotarłyśmy do bramy, zobaczyłam nauczyciela.
- Do dyrektora, zastanowi się jaki wymierzyć wam szlaban.
     Nie dał nawet nam się wytłumaczyć i zrezygnowane poszłyśmy ścieżką do gabinetu dyrektora.

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 6

VI



     Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju, lecz już jej nie dostrzegłam. Jakby rozpłynęła się w powietrzu! Moje krzyki obudziły Nikolę, a chwilę potem do pokoju wpadł Łukasz. Jedno przez drugie pytali co mi się stało. Chaotycznie wytłumaczyłam im co zobaczyłam. Nie byłam pewna czy zrozumieli, bo dalej byłam tak przerażona, że ledwo mogłam się odzywać. Nikola wystraszona rozglądnęła się po całym pokoju, a Łukasz zaczął mnie uspokajać. Powili mnie przekonywał.
- Na pewno ci się to przyśniło. - powiedział po raz kolejny i wyszedł do siebie.
     Spojrzałam na Nikolę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Chyba nie uważasz, że oszalałam, co?
- Nie, nie, oczywiście, że nie! - zaprzeczyła, machając rękami - Po prostu uświadomiłam sobie, że to moja wina.
- Błagam cię! Jak twoją winą mogą być moje koszmary?
-No bo to ja chciałam oglądać ten film.
- Ja też, więc i tak by wyszło na mnie. Kładźmy się spać, zmęczona jestem.
- Jasne, chętnie.
     Znowu nie mogłam usnąć. Bałam się, że gdy tylko to zrobię, właściciel te twarzy znowu się tu pojawi. Już sama nie wiedziałam czy to się stało naprawdę, czy tylko w moim śnie. Zasnęłam dopiero około 4 rano, ale mój wypoczynek nie trwał długo. Po kilku godzinach obudził mnie huk. Wystraszyłam się, że to znowu ten ktoś, ale na szczęście usłyszałam przekleństwo Łukasza. Okazało się, że przypadkiem zrzucił jedną z figurek na podłogę, a ta się rozbiła na dwie części. Nikola dalej spała. Musiała mieć twardy sen, albo być do tego przyzwyczajona. Wygramoliłam się z łóżka i wyszłam, zamykając po cichu drzwi.
- Och, przepraszam, obudziłem cię tym? - zapytał Łukasz, gdy mnie zobaczył.
- Tak, ale nie przejmuj się. To nawet lepiej, bo muszę się zbierać. Przekaż Nikoli, że wróciłam do siebie, ok? - przetarłam oczy, ziewając.
- No jasne, do zobaczenia!
- Mhm. - mruknęłam ledwo słyszalnie.
     Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, pomyślałby, że to jakieś zombi. Czułam się okropnie, a jak źle wyglądam przekonałam się u siebie. Miałam bardzo podkrążone oczy, a włosy na głowie sterczały we wszystkich kierunkach. Próbując je rozczesać, uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy jest u nas spokojnie. Pewnie jeszcze śpią - pomyślałam i po przebraniu się, zeszłam na śniadanie. Było pusto, nie licząc kilku osób, z których każda siedziała przy innym stoliku. Nie znałam bliżej żadnej z nich, więc wzięłam z nich przykład i usiadłam sama. Nie miałam pojęcia na co mam ochotę, ale byłam tak zmęczona, że było mi wszystko jedno i nałożyłam sobie pierwsze lepsze kanapki. Właśnie kończyłam jeść drugą, gdy dosiadł się Jacek.
- Dzień dobry. - powiedział z uśmiechem.
- Zależy dla kogo. - burknęłam trochę niegrzecznie.
- Co ci się stało? Wyglądasz jakbyś ledwo żyła.
- I tak się czuję. - wzięłam łyk herbaty.
- Nocna impreza?
- Tak, jeśli imprezą można nazwać oglądanie horroru.
- I trwał on tak długo, że teraz usypiasz z ręką w powietrzu?
- A myślisz, że takie nie istnieją?
- Jasne, że istnieją. Na przykład takie ogniska. - spojrzałam na niego - Co się dziwisz? Zawsze jest tak samo. Tylko nauczyciele sobie pójdą i od razu Sara z Martą zaczynają te swoje dziwkarskie występy, do których przyłączają się tacy Szymon, Mateusz czy Damian. Żenada.
- To po co tam poszedłeś? - zabrzmiało to, jakbym mówiła z wyrzutem.
- Jak tradycja, to tradycja, trzeba to przeboleć. Ale przecież nikt nie powiedział, że musiałem tam siedzieć do końca. - kiwnęłam głową, nie bardzo wiedząc co do mnie powiedział - Ty w ogóle choć trochę spałaś? Wyglądasz jakbyś nie kontaktowała, co się wokół ciebie dzieje.
- Co?
- Nieważne. Idź się połóż, łódką można popływać kiedy indziej.
     Na to zdanie się ożywiłam.
- Nie, nie trzeba! Dam radę! Patrz, już mi lepiej!
- Ty chyba nie myślisz, że się zgodzę? Nie chcę cię mieć na sumieniu jak się utopisz!
- Ale...
- Nie. Skoro tak ci na tym zależy to trochę później, ale na razie się zdrzemnij.
- Mhm.
     Nie mam pojęcia jak znalazłam się w swoim łóżku. Musiałam być naprawdę zmęczona! Od razu usnęłam, jednak męczyły mnie koszmary, przez co nie mogłam wypocząć. Obudziło mnie słońce, którego promienie wpadały przez okno. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam Jacka z książką w rękach.
- Cały czas tu siedziałeś? - zdziwiłam się.
- Masz mnie za idiotę? Jasne, ze nie! Nie przesiedziałbym takiego pięknego dnia w pokoju!
     Wyjrzałam przez okno. Faktycznie było ładnie.
- Długo spałam?
- Ponad pół dnia.
- Co?! Dlaczego mnie nie obudziłeś?!
- Dziewczyno, ja dopiero wróciłem!
- Ech, no dobra, mniejsza z tym, masz teraz czas?
- A nie widzisz, że czytam? - uśmiechnął się.
- Dobra, to chodź.
     Odłożył powieść na półkę i poszedł ze mną. Kiedy znalazłam się na dworze, uderzył we mnie podmuch ciepłego powietrza. W oddali było widać wolną łódkę.
- Nikt, nią nigdy nie pływa? - wskazałam na nią.
- Jasne, że pływają, dlaczego pytasz?
- Bo zawsze jak ją widzę jest pusta.
- Chciałbym mieć takie szczęście. Pamiętasz jeszcze jak się wiosłuje?
- Zobaczymy ile byłam w stanie zapomnieć przez dwa tygodnie.
     Po tych słowach wsiadłam do łódki i złapałam za wiosła
- Pozwól mi najpierw sprawdzić ile pamiętam. - powiedziałam, zanim zdążył mi je zabrać.
Na początku szło mi całkiem dobrze, ale szybko się męczyłam, więc musieliśmy się co chwilę zmieniać. Po którejś z kolei zmianie, prawe wiosło zaplątało się w wodorosty tak, że nie mogłam go wyjąć. Z Jackiem w tym samym momencie wychyliliśmy się. by je odplątać. Efekt był taki, że oboje wylądowaliśmy w wodzie. Miałam uczucie, że zaraz zacznie na mnie krzyczeć, ale on zaczął się śmiać. Odechciało nam się z powrotem wsiadać do łódki, a że i tak byliśmy cali mokrzy, postanowiliśmy popływać. A tak naprawdę z pływanie było tyle, żeby odłożyć wiosło do łódki. Reszta to było nurkowanie, chlapanie i nurkowanie. Przeklinałam siebie w duchu, że tak szybko zrobiło mi się zimno, bo tak dobrze się bawiłam. Kiedy wyszłam na słońce, zrobiło mi się o wiele lepiej, ale ciepłem tego nie można było nazwać, a że przecież nie mogliśmy wejść tacy mokrzy do szkoły, to poszliśmy wyschnąć przy grze w siatkę.
- A wam co się stało? - spytał jeden z chłopaków, z którym wczoraj byłam w drużynie, kiedy już byliśmy na miejscu.
- Ta dziewczyna nie potrafi pływać łódką.
     Wszyscy się roześmiali, nie wykluczając mnie.
- Nieprawda! To przez to, że wiosło się zaplątało! - spojrzałam na chłopaków - Możemy z wami zagrać?
- Po co w ogóle pytasz? Następnym razem wbijaj jak Jacek.
     Dopiero teraz dostrzegłam, że on już jest na boisku.
- Jasne, zapamiętam. - po czym dołączyłam się do przeciwnej drużyny.
     Przyznam się, że przez te dwa dni zdążyłam polubić siatkówkę. Sama się sobie dziwię! Niestety strona, po której ja byłam, przegrała (podejrzewam, że przeze mnie), ale nikt się tym nie przejął i wszyscy razem wybraliśmy się na kolację. Na stołówce pożegnaliśmy się i rozsiedliśmy przy swoich stolikach.
- Jesteś! Zastanawiałam się przez cały dzień, gdzie ty się podziewasz! - powiedziała na powitanie Nikola.
- Spokojnie. Przespałam połowę dnia. - spojrzałam na puste krzesło. - Co z Julką?
- Źle się poczuła. - odpowiedziała Klaudia. - Znaczy źle czuła się od rana, ale teraz jest jeszcze gorzej. Ma wysoką gorączkę.
- Och! Idę ją odwiedzić! - poderwałam się z miejsca, ale Klaudia mnie zatrzymała.
- Jutro, dał jej dzisiaj wypocząć.
- I zjedz coś, bo nie było cię na obiedzie. - dodała Nikola z pełną buzią.
     Usiadłam na miejscu i wzięłam na talerz kanapki z serem. Po zjedzeniu dziewczyny namawiały mnie, abym poczekała, aż one skończą i poszła do Nikoli pograć w karty, ale grzecznie odmówiłam. Chciałam napisać list do Sandry. Musiałam to zrobić dzisiaj, bo w niedzielę rano Goska je zbierała i zanosiła na pocztę. Wysyłane były dopiero w poniedziałek, ale rano nie miała czasu .
     Wróciłam do swojego pokoju, usiadłam przy biurku, zapaliłam lampkę i zaczęłam pisać. Po lekko ponad godzinie był gotowy. Wyglądał bardziej jak kilkustronowe wypracowanie, ale nie przejęłam się tym. Włożyłam go do koperty i zostawiłam na biurku. Doszłam do wniosku, że Julię odwiedzę z samego rana, zebrałam się i po kilkunastu minutach byłam już w łóżku, chociaż było dopiero przed 21.
     Tę noc przespałam już spokojnie. Nie miałam żadnych koszmarów. Szczerze mówiąc to nic mi się nie śniło. Obudziłam się jak jeszcze było ciemno. Zachciało mi się do toalety. Podniosłam się więc z łóżka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je na oścież i... znowu zobaczyłam tego człowieka. Byłam tak przerażona, że zamknęłam oczy, nie mogąc nic innego zrobić. Byłam pewna, że coś mi zrobi. Jednak, gdy po kilku sekundach otworzyłam oczy, przede mną nie było nikogo. Już naprawdę zaczynam wpadać w paranoję. - pomyślałam i ostrożnie udałam się do łazienki, a po powrocie znowu poszłam spać. Rano o tym zdarzeniu nie pamiętałam.

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 5

Cześć wam! Przepraszam, że musieliście tyle czekać na następny rozdział, ale nie miałam czasu i (przede wszystkim) pomysłu co napisać. Na szczęście zaczynają mi się ferie i spróbuję trochę nadrobić. Zachęcam do pisania komentarzy. :)

V



     Pierwsze dwa tygodnie minęły mi wspaniale. Nauczyciele byli wymagający - temu nie dało się zaprzeczyć, ale o wiele milsi niż w mojej starej szkole. Nie mogłam się przyzwyczaić do tego, że aby odrobić jakieś zadanie, trzeba było korzystać z biblioteki, bo nie było tutaj internetu. Istna katastrofa! Na szczęście czas z czytelni spędzałam z przyjaciółmi, przez co o wiele łatwiej przychodziło mi pisanie. Byłam szczęśliwa, że akceptują mnie i lubią za to jaka jestem. Moi starzy znajomi często zmuszali mnie, abym udawała, że czegoś nie robię lub nie lubię, bo było im z tego względu przy innych bardziej komfortowo, czego nie można było powiedzieć o mnie. Nawet Sandra, która jest przecież moją najlepszą przyjaciółką, często mnie krytykowała. W sumie to chyba nic jej we mnie w pełni nie pasowało. Chociaż może... Nie wiem! Od czasu przyjazdu zastanawiałam się czy ona na serio traktowała mnie jako przyjaciółkę. W tej nowej szkole było tyle różnych ludzi ze swoimi dziwactwami, że dla innych byłam pod tym względem neutralna. Jedną z niewielu osób, które było do mnie wrogo nastawione była Sara. Przynajmniej tak twierdziła Klaudia. Ja nie wiem co o niej sądzić. Na treningu starała się mnie jak najbardziej poniżyć, z resztą jak każdą inną dziewczynę, natomiast kiedy tylko spotykała mnie gdzie indziej, przepraszała i wychwalała przy przyjaciółkach jaka to jestem fantastyczna. Nie potrafię po prostu jej rozgryźć.
     Siedziałam teraz na schodach wejściowych z książką od polskiego na kolanach i łapałam ostatnie promienie letniego słońca. Obok mnie siedziała Nikola, bawiąc się swoimi włosami. Kiedy zorientowała się, że patrzę co robi, posłała mi uśmiech.
- Miałaś się uczyć, leniuszku!
- Ale taaaaak mi się nie chce! - powiedziałam gestykulując.
- Tak, tak, a później będzie "Nikola, przez ciebie dostałam 1!"
- Haha! Świetnie naśladujesz mój głos.
- Dzię-ku-ję. - odpowiedziała dzieląc słowo na sylaby - Wybierasz się na ognisko?
- Właśnie nie wiem.
     Kilka dni temu dyrektor ogłosił, że w piątek, to znaczy dzisiaj odbędzie się ognisko. Szczerze mówiąc nie miałam ochoty na nie iść.
- Oj, Kari, proszę!
- Nie mów tak do mnie. - zrobiłam groźną minę.
- A dlaczego? Phi, nie nastraszysz mnie swoją mimiką.
- Jeszcze się kiedyś przekonamy. Ale teraz tak na serio, nie mam ochoty na nie iść.
- Czemu?
- Sama nie wiem. Tak po prostu.
- Marudzisz! Ja ci mówię, że musisz tam być, a to co ja mówię, jest święte!
- Dlaczego ci tak zależy?
- Bo bez ciebie to nie będzie to samo co z tobą.
- To chyba logiczne. - spojrzałam na nią z ukosa, a ona się roześmiała.
- Wiesz co mam na myśli!
- Wiem. Ale... ja się boję ognia. I to tak bardzo. - powiedziałam cicho.
- Ach, nie wiedziałam. - zamilkła na chwilę - To powiadomię Łukasza, że ja też się nie wybieram.
- Po co?
- No chyba nie myślisz, że zostawię cię samą? Nudziłabyś się nie mając z kim zostać!
- To wszyscy idą? Pomieszczą się?
- Większość, ale widziałaś przecież ile tam jest miejsca.
- No tak. Skoro wszyscy idą to też mogę się wybrać. - stwierdziłam niechętnie.
- O nie! Skoro się boisz, to nie idziesz, a monna Nikola zostaje z tobą.
- Monna? - zaśmiałam się.
- Tak, ładnie prawda? Tak kiedyś w Wenecji mówili.
- Powiedzmy. To co chcesz w takim razie robić?
- Zjeść obiad. Mam nadzieję, że ty też.
- Tak. Dziękuję za to co dla mnie zrobiłaś.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnęła się i weszła do szkoły.
     Stołówka powoli się wyludniała, kiedy my do niej dotarłyśmy. Gdy tylko przeszłyśmy przez drzwi, poczułam zapach zupy ogórkowej. Ucieszyłam się, że przy naszym stoliku prawie nikt jej nie tknął, bo kochałam tą potrawę i od razu nalałam sobie pełną miskę. Smakowała tak wybornie jak pachniała. Po zjedzonym obiedzie Nikola śmiała się ze mnie, że mogłam jeść od razu z garnka. Fakt, zjadłam prawie całą zupę, no ale jakby to wyglądało? Pożegnałam się z nią, mówiąc, że muszę przygotować się na trening. Uzgodniłyśmy także, że przyjdę do niej jak tylko się po nim przebiorę.
     Dzisiaj dopisywała nam ładna pogoda, Przez ostatni tydzień prawie cały czas padało, przez co wracałam do pokoju przemoczona i ubłocona. Dzisiaj było idealnie. Nie za ciepło, nie za zimno, a bagnista ziemia zdążyła wyschnąć. Przy takim słońcu od razu miałam większą motywację. Biegało mi się tak dobrze, że kiedy skończyliśmy, miałam ochotę biec dalej. W przekonaniu, że to mój dobry dzień, utrzymało mnie to, że po raz pierwszy wygrałam tor przeszkód, dzięki czemu mogłam sobie pójść szybciej. Tak na marginesie to może i lepiej, bo grali w koszykówkę, co dla mnie było męczarnią. Wróciłam do pokoju i mimo że nie potrzebowałam, to wzięłam prysznic. Gdy wyszłam do pokoju, pomyślałam, że do nikoli pójdę trochę później. Miałam ochotę chwilę odpocząć. Zapomniałam jednak z kim mieszkam. Gdy chłopcy zapytali mnie czy idę na ognisko, odpowiedziałam im, że nie. Zamiast po tym dać mi spokój, Mateusz zaczął mnie przekonywać. Nie rozumiem, dlaczego wszystkim tak na tym zależy, to tylko głupie ognisko! Z resztą co za różnica czy tam będę czy nie? Nie chcąc już tego słuchać wyszłam, żeby odnaleźć pokój przyjaciółki. Tym razem, po raz pierwszy nie zabłądziłam. Zapukałam do drzwi.
- No nareszcie! - powiedziała wesoło po otwarciu drzwi - Już nie mogłam się doczekać! Wejdź.
     Miała ładny pokój. Był urządzony całkiem inaczej niż nasz. Oczywiście meble musiały być te same, ale wszystkie dodatki były inne. Przede wszystkim było tu bardzo dużo obrazów i jakiś figurek. Na pierwszy rzut oka było widać, że to Nikola dekorowała.
- Co się tak rozglądasz? - powiedziała zdziwiona - Nie hoduję pająków.
- Niee, po prostu masz tu bardzo ładnie.
- Dziękuję, sama urządzałam. - uśmiechnęła się. - Co chcesz robisz?
- W zasadzie to nie wiem. Miałam przyjść jeszcze później, ale Mateusz nie dawał mi spokoju. Gorzej niż ty! Przy obiedzie myślałam, że cię uduszę.
     Zaśmiała się.
- Przecież tylko raz spytałam, żeby się upewnić.
- A po tobie wszyscy zaczęli!
- A to już nie mój problem. - wyszczerzyła się do mnie - No więc? Raczej nie będziemy siedziały do wieczora w pokoju. Skoro nie masz pomysłu to może pójdziemy w coś zagrać na dworze?
- Niezbyt mi się to podoba. - stwierdziłam niechętnie, jednak z Nikoli nie spływał entuzjazm.
- No chodź, dzisiaj o ile dobrze pamiętam grają w siatkówkę.
- A nie w kosza? Na treningu w niego grali.
- Może grali, ale niedawno Łukasz przyszedł po piłkę do siaty to wiesz... Raczej nią w kosza nie grają. No proszę! - pociągnęła mnie za rękę - Będzie fajnie!
     Zanim zdążyłam zaprotestować, wyciągnęła mnie na korytarz i zamknęła drzwi na klucz. Musiałyśmy iść szybko, bo za jakąś godzinę zaczynało się ognisko, a wtedy mogłybyśmy co najwyżej poodbijać do siebie. Na miejsce przyszłyśmy dość zdyszane. Uradowało mnie to, że nie widziałam nigdzie Sary, ani jej koleżanek. Z resztą nieobecność Jacka i Mateusza tez lepiej wpłynęła na moje samopoczucie. Dołączyłyśmy się (ja trochę niechętnie), jednak później grałam z coraz większym entuzjazmem przed wszystkim, dlatego, że gdy przyjęcie piłki mi nie wyszło, nikt na mnie nie krzyczał, jak to mięli w zwyczaju w starej szkole. To mnie motywowało. Zawsze kiedy chciałam zagrać jak najlepiej, wychodziło coś całkiem odwrotnego. Dzisiaj dzięki grze na luzie, udowodniłam sobie, że może nie jestem mistrzem świata, ale też nie taką beznadzieją, za jaką siebie brałam.
- I ty mówiłaś, że nie potrafisz grać? - odezwała się po skończonym meczu Nikola - Jesteś o wiele lepsza ode mnie!
- Fakt, nie odbijam do tyłu.
     Podparła się pod boki z udawaną wyższością.
- Żartuję, - próbowałam stłumić śmiech - nigdy mi się nie udawało zagrać tak dobrze jak dzisiaj. Zawsze byłam taką łamagą, że nawet w piłkę nie trafiałam!
- Nikola, - podszedł do niej Łukasz - zanieś piłkę do pokoju. Ja idę od razu na ognisko.
- Udanej zabawy. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Wzajemnie. - cmoknął ją w policzek i odszedł z kolegami.
- To jak, wracamy? Czy chcesz jeszcze coś porobić na dworze?
- Nie ma zbytnio co.
- Akurat jak się robi ciemno to masz rację. Ale w dzień jest dużo do roboty. Wracajmy, chyba mam pomysł.
     Wróciłyśmy do pokoju. Dziewczyna odłożyła piłkę na miejsce, po czym wskazała drzwi po drugiej stronie salonu i kazała wejść. Domyśliłam się, że to jej pokój. Był bardzo ładnie urządzony, chociaż nawet jak dla mnie było w nim za dużo niepotrzebnych rzeczy. Jedną z nich był telewizor.
- Przecież on tu nie działa. - mruknęłam.
- Sam w sobie może nie, ale jeśli ma się to... - wyjęła spod łóżka DVD. Miałam się odezwać, ale mnie uprzedziła - Wiem, że nie można, ale no wiesz... Raz na jakiś czas chce się coś obejrzeć, a przecież telewizor sam w sobie nie łapie kanałów, to nie mają nic przeciwko, żeby tu stał.
- To w takim razie czemu chowasz DVD pod łóżko?
- Bo nieraz sprawdzają pokoje. Chyba raz na miesiąc o ile się nie mylę. Co masz ochotę obejrzeć?
- A co masz? - zainteresowałam się.
- Mam dużo filmów, aczkolwiek proponuję horror. 
- Dlaczego?
- Bo jeszcze tego, który chcę włączyć nie oglądałam.
     Przełknęłam głośno ślinę, ale się zgodziłam. Nie to, że się bałam go oglądać. Po prostu nie lubiłam. Rzadko się bałam horrorów, ale ten mnie przeraził, Nikolę tak samo. Nie dość, że był krwawy, to jeszcze ludzie mięli przerażające charakteryzacje. Myślałam, że nie oglądnę tego do końca. Po filmie, który zakończył się zabójstwem lub samobójstwem wszystkich osób, które znały lub widziały pewnego, strasznego człowieka. Za chwilę pojawiły się napisy. Jednak nie były to normalne napisy końcowe tylko przestroga, że każdego, kto to obejrzy, odwiedzi w nocy tamta osoba. Prychnęłam. Nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby w to uwierzyć. Nikola powiedziała mi, że jej daleki kuzyn obejrzał ten film i tej samej nocy umarł. Zastanowiłam się nad tym, ale doszłam do wniosku, że to zwykły zbieg okoliczności, jednak zabrakło mi odwagi, aby wrócić do siebie. Dziewczyna zaproponowała, żebym u niej przenocowała. Chętnie się zgodziłam i już po kilku minutach położyłyśmy się do spania. Nikola usnęła od razu, jednak ja miałam z tym problemy. Po około godzinie udało mi się usnąć, jednak był to płytki i niespokojny sen. Co chwilę się obracałam i wierciłam. Nagle się obudziłam i zobaczyłam nad sobą przerażającą twarz. Krzyknęłam.

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 4

Hej wam! Mam nadzieję, że wam nie zanudzam. :D Miałam ten rozdział dodać dzień wcześniej, ale z pewnych powodów nie mogłam. Mam nadzieję, że jest fajny. ^^ Wyrażajcie też swoje opinie w komentarzach. To motywuje. 

IV



     Przez moje niezdecydowanie prawie się spóźniliśmy. Ponad 5 minut stałam przed szafą i myślałam co mam na siebie włożyć. Pociechą było to, że nie szłam sama, bo na pewno bym nie dotarła na czas. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, okazało się, że to co mówili mi podczas obiadu to prawda, prawie nie było tu dziewczyn! Było nas razem jakaś siódemka. Rozglądnęłam się. Od razu poznałam Łukasza, a kilka metrów dalej zobaczyłam Gośkę, a także kilka innych osób. które jak dotąd znałam tylko z widzenia. Nigdy bym nie wpadła na to, że mogę tu spotkać dziewczynę pilnującą mojego korytarza. Nie miałam jednak szansy dłużej się nad tym zastanowić, bo zjawił się nauczyciel. Nie oszczędził nas, chociaż był dopiero pierwszy dzień. Na rozgrzewkę mieliśmy przebiec 10 okrążeń po wyznaczonej trasie na dworze. Przed biegiem przyjrzałam się wyrazom twarzy innych osób. Większość z nich przyjęło tę wiadomość bez emocji, a niektórzy nawet z ulgą.  To jest chyba jeden z krótszych dystansów - pomyślałam i pobiegłam za resztą.
     Na początku biegliśmy zwartą grupką, jednak im więcej mijało czasu tym bardziej się ona rozciągała, aż w końcu podzieliliśmy się na kilka. Muszę przyznać, iż nie spodziewałam się, że będę jedną, z ostatnich osób. Na moje szczęście, niektórzy nieraz zwalniali i mogłam chociaż przez chwilę nie biec sama. Zdarzało się, że zamieniałam z kimś kilka zdań. Niekiedy ktoś się potykał (najczęściej to byłam ja, ale nie ważne), a wtedy odwracałam się i sprawdzałam czy nic się nie stało i biegłam przez chwilę z tą osobą. Niby nie było w tym nic dziwnego, ale zawsze kiedy spojrzałam za siebie, widziałam dziewczynę, która mi się przyglądała. Nie wyglądała na zachwyconą, a już szczególnie kiedy rozmawiałam z Mateuszem czy jego kolegami. Myślałam, że może jest zła, bo nie ma z kim pogawędzić, albo coś podobnego. Przez jakiś czas zastanawiałam się czy na nią nie zaczekać, jednak na ostatnim okrążeniu sama mnie dogoniła.
- Jesteś ta nowa, prawda? - zapytała.
- Tak, jest...
- Z tego co mi mówili, wywnioskowałam, że będziesz ładniejsza - nie dała mi dojść do słowa - i wyższa. No, ale cóż. Nie każdy może być piękny. Ach, gdzież moje maniery? Jestem Sara. Z resztą, - machnęła ręką - po co ja się przedstawiam? I tak już pewnie mnie znasz. Nie? - powiedziała, gdy zobaczyła mój wyraz twarzy - Wielka strata dla ciebie. Naprawdę! Może zaprosisz mnie do siebie i się poznamy? Trochę poplotkujemy, pośmiejemy się, pomogę ci się ładnie pomalować, wiesz... takie babskie sprawy. - zaśmiała się - Nie mówię, że dzisiaj, ale... no, najlepiej, bo nie mam zbyt dużo wolnego czasu. Wiesz o co chodzi, prawda? To jak, wpadnę do ciebie, co?
     Chciałam jej odpowiedzieć, że niezbyt mi dzisiaj pasuje, ale nie zdążyłam, bo już odbiegła. Kiedy dotarliśmy do końca, okazało się, że dzisiaj naszym zadanie będzie wygranie wyścigu przez tor przeszkód. Nagrodą było zwolnienie z reszty lekcji. Zostaliśmy podzielenie w pary i na moje nieszczęście byłam z tą gadułą. Przed nami było kilka par wiec miałyśmy chwilę, żeby odpocząć. Podchodziłam do nie, aby odwołać wizytę, kiedy trener oznajmił, że teraz nasza kolej. Wystartowałyśmy równocześnie, jednak od początku było widać, że to ja mam przewagę. Sara też to zauważyła i kiedy biegłyśmy ostatnią prostą, specjalnie podbiegła tak, abym potknęła się o jej nogę. Runęłam w dół jak długa i oczywiście zanim się podniosłam dziewczyna była na mecie. Zażądałam rewanżu, tłumacząc co się stało, ale nauczyciel nie zwracał na to uwagi przez co musiałam zostać na kolejną godzinę wyczerpujących ćwiczeń.
     Jedyne o czym myślałam po treningu to porządny prysznic. Musiałam zmyć z siebie tą całą ziemię. Uważałam, że jak wejdę do pokoju to będę mogła odpocząć. Jednak, gdy tylko otworzyłam drzwi, wiedziałam, że to będzie niemożliwe. W pokoju siedział Jacek, Mateusz z kolegami, Sara i jeszcze jakaś inna dziewczyna, której nie znałam. Robili taki hałas swoim śmiechem, że nawet jakbym się zamknęła w siebie to nic by to nie dało.
     Gdy tylko pojawiłam się w pokoju, znajomi zaczęli mnie wołać, abym się dosiadła. Stwierdziłam, że najpierw wezmę prysznic, a dopiero później do nich dołączę. Poszłam do pokoju po mundurek na przebranie i poszłam się umyć. Woda wydawała mi się wspaniałym balsamem na obolałe nogi. Niechętnie zebrałam się i wyszłam do innych. Najchętniej bym posiedziała pod prysznicem o wiele dłużej, ale myślałam, że w końcu ktoś by się zaczął niepokoić czy czegoś sobie nie zrobiłam. Kiedy się dosiadłam Sara przeprosiła mnie, że nie poczekała na mój powrót i powróciła do przerwanej rozmowy. Później już ani razu nie zwróciła na mnie uwagi. Po godzinie miałam dość. Kilka razy udzieliłam się w... nie, tego nie można nazwać rozmową, ale ciężko znaleźć dobre określenie. Powiedzmy, że to taka przekrzykiwana rozmowa. Nieważne! Tak czy siak włączyłam się do niej, ale teraz już tak mnie męczyła, że nie miałam na nią ochoty. Tym bardziej, że zbaczała na coraz bardziej osobiste tematy. Ponieważ nie miałam ochoty tego dalej słuchać, wyszłam z pokoju i ponownie tego dnia wybrałam się do biblioteki. Nie pamiętałam, do której godziny jest otwarta, jednak udało mi się i nareszcie mogłam ją obejrzeć. Wolałam to zrobić dzisiaj, kiedy jeszcze nic nie miałam zadane. Chociaż będę wiedziała, gdzie znajdę jakie książki - pomyślałam.Przy ostatnim stoliku dostrzegłam Klaudię i postanowiłam się dosiąść. Ulżyło mi, kiedy uśmiechnęła się na mój widok.
- Cześć, jak trening?
- W sumie to było ok. Nie tak strasznie jak myślałam. No może poza tymi ostatnimi ćwiczeniami dla przegranych.
- Och! - zobaczyłam w jej oczach troskę - Mam nadzieję, że nie wymęczyli cię za bardzo.
- Nie, nie martw się o to! Dało się je wytrzymać. Znaczy, nie mówię, że było łatwo, ale przecież nie zawsze będę na nie zostawała
- Mocno przegrałaś? - oderwała się od pisania i spojrzała na mnie.
- Nie... Szczerze, to bym wygrała, ale jedna dziewczyna specjalnie zabiegła mi drogę i przez to się wywróciłam.
- Sara, prawda?
- Skąd wiesz? - spytałam zdziwiona.
- Bo ona taka jest dla wszystkich. Nie daj się nabrać na to, że jest dla ciebie miła. Udaje, że lubi tylko wtedy, gdy chce coś przez to osiągnąć. Uważaj na nią.
- Oj nie przesadzaj, nie może być taka straszna! - roześmiałam się. Nie mogłam pojąć o co jej chodzi, przecież nie była aż tak straszna - Wyluzuj.
- Dobra, jak uważasz. Co zamierzasz robić?
- W sumie to nie wiem. - zastanowiłam się czy mam jakieś plany - Wszystko, co chciałam zwiedzić czy poznać, już zobaczyłam, więc nie mam planów.
- To w takim razie zostań tu ze mną! - poprosiła - Dotrzymaj mi jeszcze przez chwilę towarzystwa, bo nie chce mi się tego pisać, siedząc tu samej.
- Już dostaliście zadanie?
- Taak, niestety, tak to już na biologii jest. Na szczęście na początek nie zadano nam nic trudnego.
- Czyli?
- Takie tak 2 strony o genetyce człowieka.
- i to jest twoje "takie tam"?! Ja bym pół strony nie napisała!
- Przyzwyczaj się, bo później będzie o wiele więcej.
- Tak samo jak 10 kółek na treningu to niby mało?
- Pewnie! A czego ty się spodziewałaś? To nie gimnazjum moja droga, nie będzie tak łatwo. No! Skończyłam! - powiedziała, dopisując ostatnie słowo.
- Kiedy ty to napisałaś? Przed chwilą było zapełnione pół strony!
- Półtorej. - poprawiła mnie.
- Nieważnie i tak nie wiem kiedy to napisałaś. Musisz mnie tego nauczyć!
- To chyba nie tak ważne kiedy to napisałam, co nie? Nad twoją prośbą się jeszcze zastanowię. - powiedziała w żartach - Ciesz się, chociaż mamy więcej czasu na rozmowę...
- Której dzisiaj nie skończycie, bo zamykam bibliotekę. - odezwała się do nas bibliotekarka, wyprowadzając nas z pomieszczenia - Ale zapraszam jutro. - po czym zamknęła drzwi.
- I co teraz? - spytałam rozbawiona tą sytuacją.
- Muszę odłożyć te książki do pokoju. Są za ciężkie! Chodź ze mną jak chcesz.
- Nie, dzięki. Pospaceruję sobie jeszcze po dworze. - uniosła brew zdziwiona - poważnie! Uwielbiam przebywać na świeżym powietrzu! - broniłam się.
- Jak chcesz. Do jutra. - już szła w stronę sypialni, ale cofnęła się i powiedziała - Tylko nie chodź tam za długo, bo za jakiś czas jest cisza. Dobranoc.
- Pa.
     Klaudia miała rację. Gdy tylko wyszłam na dwór, zdałam sobie sprawę, że jest już trochę późno. Powoli robiło się ciemno. Nie zwracałam na to najmniejszej uwagi i udałam się w stronę jeziorka, uważając, by przejść jak najdalej od ogrodu dyrektora. Kiedy dotarłam na miejsce, moją uwagę przykuła osoba, siedząca w łódce, Było na tyle ciemno, że nie mogłam stwierdzić kto to, wiedziałam tylko, że to chłopak. Jednak kiedy podpłynął wszystko stało się jasne.
- Co ty tu robisz? - spytał Jacek. Miałam uczucie, że coś mi przez to zarzuca, ale gdy zobaczyłam jego uśmiech, moje obawy znikły. Chłopak musiał zauważyć mój wyraz twarzy, który próbowałam ukryć - Przepraszam, mogło to źle zabrzmieć. Po prostu nikogo się tu nie spodziewałem.
- Nie szkodzi. Ja z resztą tak samo. - spostrzegłam książkę leżącą na dnie łódki - Co czytasz?
- Hm? - zrobił zdziwioną minę, po czym podążył za moim wzrokiem - Ach to! - podniósł książkę - W sumie to sam nie wiem. Niby kryminał, ale takie to nudne, że nie da się czytać.
     Zaśmiałam się.
- Nie może być przecież taka zła! Pokaż mi ją. - przeczytałam tytuł - Ty chyba sobie żartujesz! To jest świetne! Nie znasz się. - dodałam z udawanym oburzeniem.
- Całkiem możliwe, czytam tylko wtedy kiedy nudzę.
- I idziesz wtedy do łodzi?
- Nie! - zaśmiał się - Miałem ochotę popływać, a przed tym zajrzałem do biblioteki.
- Serio? Nie widziałam się.
- Bo byłaś za bardzo zajęta rozmową z Klaudią.
- Oj tam, trzeba się nieraz wygadać. - przypomniałam sobie coś - Ty umiesz pływać tą łodzią, co nie?
- No tak, przecież widziałaś, a co?
- Nauczyłbyś mnie? Nie mam odwagi sama próbować, bo nie wiem jak tu jest głęboko. - wskazałam na jeziorko.
- Z jakieś 5 do 7 metrów, ale to w najgłębszym miejscu. A czego dokładnie chcesz się nauczyć? Bo moim zdaniem to nie ma czego.
- Łatwo ci mówić. - zastanowiłam się - Wiosłowania. Ale to już nie teraz, kiedy indziej.
- Czemu? Przecież to nie trudne. Gwarantuję, że do takiego opanowania, żebyś mogła się jakoś poruszać wystarczy 15 minut. - przekonywał mnie, ale ja nie mogłam się zdecydować.
- Jest za ciemno.
- Mam latarkę.
- Chłodno mi.
- Dobra, jak nie chcesz to cię nie zmuszam. Pewnie po prostu się boisz.
- Wcale nie! - zaprotestowałam.
- Myślę, że tak.
- To źle myślisz i ci to udowodnię! - wsiadłam do łódki i czekałam aż powie co mam robić.
- Haha, wiedziałem, że cie to sprowokuje. - powiedział śmiejąc się. - Posuń się, najpierw wszystko ci pokażę i wytłumaczę.
     Zrobiłam mu miejsce obok siebie i odchyliłam się trochę do tyłu, żeby miał miejsce wiosłować. Kiedy mi to tłumaczył nie wydawało się trudne, jednak jak ja miałam nią popłynąć, okazało się to katastrofą! Na początek zamiast poruszać się do przodu, łódka stała w miejscu, lub powoli obracała się w jedną czy drugą stronę. Jacek cały czas mnie pouczał, ale kiedy prawie jej nie wywróciłam, usiadł za mną, złapał za moje dłonie, w których trzymałam wiosła i pokierowała nimi tak, że łódka popłynęła do przodu. Po chwili poprosił, abym zrobiła to sama. Okazało się, że dzięki temu poszło mi o wiele lepiej. Miałam ochotę jeszcze trochę poćwiczyć, lecz on oznajmił, że zaraz zacznie się cisza i trzeba wracać. Niechętnie oddałam mu wiosła i pozwoliłam dopłynąć do brzegu. Wracając do pokoju nie miałam zbyt dużo czasu, żeby rozmyślać o nowo nabytych umiejętnościach, bo Jacek przez całą drogę mnie zagadywał. W sumie to nawet podobała mi się ta rozmowa, ale byłam zdziwiona swoją postawą. Zwykle ciężko mi było prowadzić rozmowę z kimś, kogo ledwo znam, a tu proszę! Rozmawiałam sobie swobodnie z osobą, którą znałam zaledwie jeden dzień. Może to dlatego, że Jacek podtrzymuje rozmowę - zastanawiałam się. Wędrówka do pokoju minęła niespodziewanie szybko. Kiedy znalazłam się w swoim łóżku, stwierdziłam, że będzie mi dobrze w tej szkole.

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 3

Mam nadzieję, że nie nudzą was te rozdziały. Postaram się w nie wpleść trochę akcji, ale nie obiecuję, że mi się to tak szybko uda. :)

III



     Obudziłam się około 5:00. Nie miałam pojęcia jakim cudem byłam o tej godzinie wyspana. Zwykle musiałam spać co najmniej do 8:00 przez co często spóźniałam się na lekcje. A na dodatek wczoraj byłam taka zmęczona! Może to przez stres? - pomyślałam i wygramoliłam się z łóżka, żeby włożyć na siebie mundurek. Składał się z białej koszuli, czarnego krawatu, pasiastej marynarki, spódniczki do kolan w takim samym wzorze, białych zakolanówek i czarnych pantofli. Nie wyglądało to tak źle, jak można pomyśleć, ale to na pewno nie był mój styl. Wolałam się ubierać w wygodne, sportowe ubrania, a strój szkolny sprawiał, że czułam się jak nie ja. Ułożyłam włosy przed lustrem. Chociaż wyglądam lepiej niż wczoraj - pomyślałam. Wyszłam do wspólnego pokoju. Wcześniej byłam tak zmęczona i zdziwiona, że nie miałam siły go obejrzeć. Wydawał mi się dość pusty i nudny. Jednak teraz miałam całkiem inne wrażenie. Nie był on ani za mały, ani za duży, tak w sam raz. Oczywiście nie było tam żadnych sprzętów elektronicznych, ale było co robić. Pod oknem znajdowała się wielka sofa, a przed nią stół. Przy innej ścianie stała półka na książki, chociaż tak na prawdę było tam wszystko : książki, karty, scyzoryk, powypalane świeczki, jakieś pamiątki i wiele innych drobiazgów. Większą część pokoju, jednak nie taką, żeby nie dało się poruszać, zajmował niewielki sprzęt do ćwiczeń.
     Ponieważ nie znałam jeszcze szkoły, a miałam trochę wolnego czasu, postanowiłam ją zwiedzić. Wzięłam klucze (które najprawdopodobniej miały być moje) z półki i po cichu wyszłam na korytarz, aby nikogo nie obudzić. Na początek zamierzałam znaleźć bibliotekę, jednak nie udało mi się to tak szybko, jak się spodziewałam. Po wyjściu z jednego z kilku korytarzy, w których znajdowały się sypialnie, zaczęłam się trochę gubić. mimo że korytarze nie były kręte motałam się. Nie mogłam zapamiętać, którymi szłam, a którymi nie. Wyglądały prawie tak samo! Po około 20 minutach osiągnęłam cel -  dostrzegłam dwudrzwiowe wejście do biblioteki. Pociągnęłam za klamkę, ale drzwi się nie otworzyły. Poirytowana próbowałam kilka razy. Dopiero po chwili dostrzegłam kartkę na drzwiach z godzinami, w których biblioteka była czynna. Posmutniałam. Czyli będę mogła rozejrzeć się w niej dopiero po lekcjach lub na przerwie - pomyślałam i poszłam w stronę głównego wyjścia. Tym razem się nie zgubiłam i już po chwili mogłam się nacieszyć widokiem podwórka oświetlonego porannym słońcem. W powietrzu powoli było czuć jesień i chociaż poranek był chłodny, nie wróciłam się po nic cieplejszego. Bałam się, że znowu się gdzieś zgubię.
     Pierwsze miejsce, do którego poszłam to staw. Zza ogrodzenia wydawał mi się mniejszy. Na brzegu dostrzegłam łódkę. Miałam wielką ochotę nią popływać, ale nie umiałam. Zanotowałam sobie w pamięci, że muszę kogoś o to poprosić i wybrałam się w inna stronę. Zielony teren okalający szkołę był na prawdę ogromny! W oddali dostrzegłam boisko. Postanowiłam je obejrzeć. Bądź co bądź to właśnie na nich miałam trenować. Kiedy podeszłam bliżej okazało się, że jest tam nie jedno, a kilka boisk: do piłki nożnej, koszykówki, siatkówki i tenisa. Przyglądałam im się z wielką uwagą.
- Przyszłaś grać z nami? - odezwał się ktoś.
     Ponieważ byłam zamyślona, przestraszyłam się lekko, ale zaraz się opanowałam i odwróciłam. Za mną stało kilkanaście uczniów, a ten, który się do mnie odezwał trzymał w ręce piłkę do siatkówki.
- Nie. - odparłam - Po prostu oglądam jak wyglądają boiska.
     Przeszłam obok nich zanim ktokolwiek zdążył się odezwać. Nie uciekałam. Po prostu nie miałam ochoty z nimi rozmawiać, bo byłam pewna, że namówią mnie do gry i zobaczą jaka jestem w niej beznadziejna. Lubiłam biegać, ale gra w coś zwykle mi nie wychodziła. Nie mogąc dłużej się im przyglądać, wybrałam się w ostatnie miejsce, które chciałam zobaczyć z bliska czyli ogród. Kiedy wczoraj szłam do drzwi wydawał mi się piękny. Bardzo lubiłam kwiaty, dlatego miałam ochotę dowiedzieć się jakie tam rosną. Gdy byłam już blisko usłyszałam ciche warczenie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu właściciela głosu, ale nie zauważyłam żadnego zwierzęcia wiec poszłam dalej. To był mój błąd. Chwilę po tym wyskoczył zza krzaków wielki, czarny pies i biegł prosto na mnie. Przestraszona zaczęłam uciekać lecz on był coraz bliżej, Wiedziała, że zaraz mnie złapie lecz nagle:
- Barry! Do nogi! - usłyszałam znajomy głos i zwolniłam. - No już!
     Odwróciłam się i zobaczyłam psa potulnie podchodzącego do Mateusza.
- Co ty tutaj robisz?
- Liczyłem na coś w rodzaju "dzięki za uratowanie mi życia".
     Zmarszczyłam brwi.
- Dziękuję za uratowanie mi życia, co tu robisz?
- Już lepiej - uśmiechnął się - Jak co dzień chciałem się pobawić z psem, ale zauważyłem, że cię gonie. - zamyślił się na chwilę - A tak w ogóle to czemu cię gonił?
- Nie wiem! - wzruszyłam ramionami - Chciałam pójść obejrzeć ogród, gdy to - wskazałam na psa siedzącego przy nogach Mateusza - zaczęło mnie gonić!
- To nie jest żadne TO! - oburzył się - To jest PIES, a to, że nierasowy nie znaczy, że jest gorszy.
- No dobra, dobra nie denerwuj się. Jednak dalej nie wiem, dlaczego mnie gonił. - powiedziałam do siebie.
- Bo podeszłaś do ogrodu. - odpowiedział drapiąc psa za uchem.
- Co?
- No przecież sama to powiedziałaś.
- No tak, ale dlaczego tak zrobił?
- Bo tak został wytresowany. Barry jest psem dyrektora, ten ogród też należy do niego. Barry ma chronić, żebyśmy go nie zniszczyli.
- Świetnie, dużo osób już pogryzł?
- Nie, zwykle udaje się wszystkim uciec. - uśmiechnął się - Chociaż ty raczej pobiegłaś w złą stronę, bo niby jak chciałaś zwiać? Nie lepiej byłoby wejść, na któreś z tych drzew? - wskazał na las, rosnący po drugiej stronie ogrodu.
- Tak, no fakt, lepiej.
- Strzelam, że nie byłaś jeszcze na śniadaniu, - zmienił temat - więc chodź.
- Nie jestem głodna. - założyłam ręce.
- Jak chcesz, ale do obiadu już nic więcej nie będzie.
     Westchnęłam i poszłam za nim.
     Kiedy weszliśmy, stołówka była już prawie pełna, jednak było w niej o wiele mniej osób niż sądziłam. Nagle obok mnie przepchnęła się grupka dziewczyn, przez co straciłam z oczu Mateusza. Próbowałam go dostrzec, ale starania poszły na marne. Za to zobaczyłam machającą do mnie Nikolę. Podeszłam do stolika, przy którym siedziała.
- Hej, - zawołała na powitanie - siadaj. - pokazała mi wolne miejsce obok siebie - To jest właśnie Karina, o której wam mówiłam. - powiedziała do obecnych przy stoliku, a potem zwróciła się do mnie - Karina poznaj Klaudię, Julię i mojego chłopaka Łukasza. - po kolei wskazywała na każdą z osób - Myślę, że się polubicie. - skończyła wesoło.
     Próbowała zapamiętać jak kto wygląda i okazało się to dość proste. Julia miała duże orzechowe oczy. Była opalona przez co wywnioskowałam, że była na wakacjach gdzieś na południu. Miała bardzo długie, brązowe włosy z prostą grzywką. Wydawała się osobą spokojną, takim przeciwieństwem Klaudii. Jej wygląd i styl bycia pokazywał, że jest osobą szaloną i pełną energii. Wiedziałam, że ją na pewno zapamiętam, tym bardziej, że miała blond włosy z różowymi pasemkami związane w nietypową fryzurę. Łukasz wyglądał przeciętnie, uroku dodawały mu krótko ścięte ciemno-blond włosy., natomiast Nikola... Nie miała najlepszej figury, chociaż nie wyglądała źle, była niziutka, a jej czerwone loki idealnie pasowały do jej zachowania.
     Nałożyłam sobie dużą porcję jajecznicy. Okazała się pyszna! Znajomi przy stoliku rozmawiali i śmiali się, ale ja nie brałam w tym udziału, bo uświadomiłam sobie, że jednak jestem głodna i chciałam się dobrze najeść.
- Ty byłaś na tym boisku dzisiaj rano, prawda Karina? - zadał mi pytanie Łukasz co przerwało mój posiłek.
- Tak. - przyjrzałam mu się - Wiedziała, że cię gdzieś już widziałam!
- Grasz w siatkówkę? - zainteresowała się Nikola, a za nią resztą dziewczyn.
- Nie! - zaprzeczyłam - Po prostu rozglądałam się po szkole.
- Aaa. No tak. Zapomniałam, że to twój pierwszy dzień.
- A jaki profil wybrałaś? - zapytała Klaudia.
- Właśnie! - przytaknęła Nikola - powiedz, że coś humanistycznego! Chciałabym mieć z tobą zajęcia. Co prawda staram się uczyć dobrze, ale różnie to wychodzi. - zaśmiała się.
- Nie, niestety, wybrałam sportowy.
- Żartujesz sobie? Wiesz jak będzie ci ciężko? Będziesz wykończona!
- Nie strasz dziewczyny, bo jeszcze zrezygnuje - powiedział z poważną miną Łukasz, jednak rozśmieszany przez Klaudię zaraz zaczął się śmiać.
- Nie wystraszy mnie, - odezwałam się radośnie - bardzo lubię sport, tylko mam nadzieję, że będziemy więcej biegać i ćwiczyć niż grać.
- Nie sądzę. - odparł.
- O rany! - spojrzałam wymownie na sufit, co wszystkich rozśmieszyło.
- Lepiej się zbierajmy. Zaraz zaczną się zajęcia. - powiedziała Klaudia.
- Czy ktoś może mi powiedzieć, gdzie jest klasa od angielskiego? - zapytałam zanim wszyscy się rozeszli.
- Chodź, ja cię zaprowadzę, - oznajmiła Nikola - mam lekcje obok.
     Dziewczyna zapytała o cały dzisiejszy plan i wytłumaczyła gdzie znajdują się dane klasy. Na szczęście nietrudno było to zapamiętać. Zamotałam się tylko przed historią i spóźniła się kilka minut. Na szczęście nauczycielka była miła i poprosiła, żebym bardziej pilnowała czasu.
     Wszystkie dzisiejsze lekcje wydawały mi się bardzo ciekawe. Nawet geografia, której przecież tak nie cierpiałam, okazała się do zniesienia. Po ostatniej lekcji od razu był obiad. Usiadłam z tymi samymi osobami tym razem bardziej swobodnie, a nawet włączyłam się do żartów. Zaczynało mi się tu podobać. Po zjedzeniu posiłku poszłam się zdrzemnąć, jednak po dosłownie 5 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Lekko poirytowana powiedziałam "proszę". W drzwiach pojawił się Jacek.
- Za 15 minut zacznie się trening, więc lepiej się przebierz. Jeżeli chcesz poczekamy na ciebei z wyjściem.
     Wstałam z łóżka i zajrzałam do szafy.
- Dobra, dajcie mi minutę.