Po pierwsze, dzięki za komentarze. :D
Po drugie, znowu był długi okres przerwy od dodanie rozdziału i postanowiłam dodawać je w czwartki i niedziele, żeby nie było tych przerw. Co myślicie? Pasują wam te dni? Dajcie mi znać w komentarzach. Od razu powiem, że jak będę miała dużo nauki w czw to mogę go dodać dzień później. Postaram się mieścić w tych dniach.
Po trzecie, wiem, że rozdział jest trochę krótki, ale nie chciałam go na siłę wydłużać, bo zrobiłby się trochę nudny, gdybym miała opisywać każde miejsce.
Miłej lektury. xx
VII
Po śniadaniu od razu wybrałam się do Julki. Faktycznie wyglądała na mocno chorą, ale przez cały czas się uśmiechała, udając, że nie jest jak źle jak widać.
- Zachorowałam wczoraj, a już odwiedziło mnie z pięć osób. - powiedziała, gdy tylko usiadłam obok niej - To miłe, ale mam co do tego podejrzenia.
Roześmiałam się.
- Poważnie! Czuję się jak jakieś bóstwo! - sama się zaśmiała - Szkoda, że muszę tu siedzieć aż tydzień! Nienawidzę chorować. Zawsze tak się nudzę.
- Posiedzę dzisiaj z Tobą jak chcesz.
- Pewnie, że chcę! Cieszę się, że to proponujesz, bo Klaudii od rana nie ma i muszę zanudzać moją poduszkę swoją osobą.
- Ty chyba masz gorączkę. - powiedziałam żartobliwie.
- I to wysoką, muszę zaraz wziąć jakieś tabletki.
- Czyje są tamte dwa pokoje? Bo ten obok twojego pewnie jest Klaudii.
- No tak. Po drugiej stronie mieszkają Sara i Marta.
Wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Nie dziw się tak. Kiedy Klaudia i Sara zaczęły pierwszy rok były najlepszymi przyjaciółkami i wprowadziły się do mnie i Marty. Miałam szczęście, bo akurat dwie dziewczyny z naszego pokoju skończyły szkołę. No i wtedy Sara zakolegowała się z Martą i zostawiła Klaudię.
- A ty się z Martą nie kolegowałaś?
- Ja? A gdzie tam! Ja jej nigdy nie lubiłam. Ech... Możesz mi podać wodę? Muszę wziąć lekarstwa, bo zaraz mi głowę rozsadzi.
Szybko podałam jej szklankę z płynem i patrzyłam jak popija tabletki.
- Ohyda. - odezwała się po odstawieniu szklanki na szafkę. - Wyszłabym na dwór, jest taka piękna pogoda.
- Dobrze wiesz, że nie możesz. - ostrzegłam ją.
Westchnęła i padła na łóżko.
- Wiem, ale trudno jest leżeć i patrzeć się w sufit, gdy widzisz ludzi biegających na dworze.
Nie wiedziałam co jej na to odpowiedzieć. Na szczęście mnie wyręczyła.
- Poszłabyś do biblioteki po książkę dla mnie? Nie wytrzymam dłużej nic nie robiąc.
- Jasne, jaką?
- Nie wiem, obojętnie.
- Wezmę ci jakieś romansidło, co? Bo regał jest akurat przy książkach historycznych.
- Wypracowanie piszesz?
- Tak, niestety...
- Czemu niestety? O czym piszesz? - zainteresowała się.
- O baroku i w ogóle.
- Och! Mogę ci pomóc? Proszę!
- Ty tak na serio? - spojrzałam na nią.
- Pewnie! Uwielbiam epoki! Nie musisz brać książki, sama ci to mogę podyktować.
- Naprawdę? - kiwnęła głową - Dziękuję. Pójdę tylko po książkę dla ciebie i możemy się zabrać do pracy.
- Ok.
Ucieszyłam się z jej propozycji. Oznaczało to, że nie będę musiała tracić całego dnia na wynajdywaniu informacji. Jak najszybciej pognałam do biblioteki. Gdy otworzyłam drzwi, moim oczom ukazał się dziwny widok. Jakiś chłopak stał na drabinie i sięgał ręka na górę regału z książkami, natomiast na dole stał Mateusz podtrzymując drabinę i szepcząc coś do niego.
- Co wy robicie? - spytałam.
Pytanie wydawało mi się normalnie, tak samo jak mój głos, jednak obaj się wystraszyli. Mateusz tak gwałtownie puścił drabinę, że przesunęła się, przez co jego kolega prawie nie spadł.
- Kto to? - odwrócił się do mnie - A, to ty. Nic, po prostu Kamilowi klucze wpadły na regał...
- Jak? - przerwałam mu. Zachowywałam się trochę podejrzliwie.
- A bo ja wiem? Nie było mnie wtedy. Poszedł po mnie, żebym mu pomógł.
- Skoro to tylko klucze, to czego się tak boicie?
- Ja... Myślałem, że to woźny, bo pożyczyłem sobie od niego drabinę i myślałem, że zauważył jej brak. Spieszę się, narka.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, oboje byli za drzwiami. Zdziwiła mnie cała ta scena, ale wzruszyłam tylko ramionami i zaczęłam szukać odpowiedniej książki dla Julki.
- Gdzieś ty się podziewała? - spytała, gdy wróciłam - Bałam się, że udusiłaś się kurzem.
Prychnęłam.
- Bardzo śmieszne. Masz, - podałam jej do rąk opowiadanie - może być ta? Wydawała się fajna.
- "Nocne anioły"? Brzmi interesująco! Ale zanim się w niej zatopię, muszę ci się odwdzięczyć. Siadaj i mów co chcesz wiedzieć o tym baroku.
- Najlepiej wszystko. - odpowiedziałam szykując kartkę i długopis.
Dzięki pomocy Julki uwinęłam się z tym w lekko ponad godzinę. Cieszyłam się, że mi pomogła, bo gdyby nie ona, połowa nazwisk byłaby źle. Pisząc to sama, przynudzałabym w bibliotece, a tak pośmiałam się z historii, które mi opowiadała. Uświadomiłam sobie, że Julia naprawdę bardzo lubi historię. Po napisaniu zakończenia, podziękowałam jej i pozwoliłam zacząć czytać, wychodząc do siebie. Myślałam, że jak wrócę, będę miała czas dla siebie. Jednak...
- Karina! Zbieraj się idziemy na miasto!
- Co? - spytałam. Nikola tak mnie zaskoczyła, że nie wiedziałam o co chodzi. - Jak ty się tu dostałaś?
- Jacek mnie wpuścił, a teraz chodź!
- Ale o co w ogóle chodzi? Na jakie miasto? Napisałam przed chwilą wypracowanie, więc mój mózg musi chwilę odpocząć. Wytłumacz mi o czym ty mówisz.
- No przecież jest niedziela! Mamy dzień, w którym wolno nam wychodzić na miasto, pamiętasz?
- Aaa, no tak! Kompletnie zapomniałam! Poczekaj, tylko wezmę portfel. - pobiegłam po niego - Dobra, możemy iść.
Szłyśmy powoli opuszczając teren szkoły rozważając, gdzie się udamy.
- Najchętniej poszłabym na basen. - podsumowała naszą rozmowę Nikola.
- Taak, ja też. Problem w tym, że jak się pakowałam do szkoły, to nie wzięłam ze sobą stroju kąpielowego. - powiedziałam smutnie.
- Oj to niedobrze. Trzeba to zmienić! Znam sklep, w którym na pewno znajdziesz coś dla siebie!
Poprowadziła mnie do mizernie wyglądającej kamienicy, w której znajdował się sklep. Okazało się, że były to tylko pozory. Sklep po prostu pękał w szwach od ilości ludzi.
- Zawsze tu jest taki tłum? - spytałam przekrzykując grupkę, przeszukującą wielki kosz z ubraniami. Nikola się uśmiechnęła. - Czemu się śmiejesz?
- Jest koniec lata. No wiesz, wyprzedaże.
Spędziłyśmy w sklepie ponad godzinę szukając dla mnie stroju. Zdecydowałabym się na pierwszy, ale Nikoli coś w nim nie pasowało i przyniosła mi następny. I tak co chwilę. Każdy był dla niej zły. Miałam już na nią nakrzyczeć, ale w końcu znalazła idealny. Musiałam jej przyznać rację, najlepiej ze wszystkich się układał i całkiem nieźle wyglądałam. Mogłyśmy w końcu opuścić sklep, z czego ja się cieszyłam, bo od tych wszystkich ludzi rozbolały mnie uszy. Umówiłyśmy się, że na basen pójdziemy na tydzień i wstąpiłyśmy do pizzerii na obiad. Nikola od razu spostrzegła tam swoją miejscową przyjaciółkę i przedstawiła nas sobie. Miała na imię Ola i gdyby nie to, że miała inne nazwisko, mogłaby uchodzić za moją trochę starszą siostrę. To było dziwne uczucie widzieć kogoś tak podobnego do mnie. Okazała się bardzo fajną osobą. Po zjedzeniu wielkiej pizzy, zaprosiła nas do siebie. Mieszkała sama na tej samej ulicy, w małym domku, po drugiej stronie. Gdy tylko tam weszłam, zauważyłam, że wkłada dużo trudy w sprzątanie, bo wszystko było perfekcyjnie posprzątane. Ja bym tak nie mogła - pomyślałam. Zaprosiła nas gestem do salonu, po czym włączyła telewizję i poszła zrobić herbatę. Nikola poszła za nią pomóc. Ja nie wiedząc co mam zrobić, usiadłam i zaczęłam oglądać jakiś serial. Po kilku minutach do pokoju wróciła Ola niosąc na tacce trzy parujące kubki. Spojrzała na mnie. Wyglądała, jakby chciała mi coś powiedzieć, ale rozmyśliła się, widząc wchodzącą Nikolę z ciastkami. Usiadły obok i wciągnęły mnie do rozmowy, przerywanej łykiem herbaty czy zjedzeni am ciastka. Czas mijał nam nienaturalnie szybko. W pewnym momencie Nikola wydała z siebie zduszony okrzyk. Obie popatrzyłyśmy na nią lekko wystraszone.
- Co się stało? - spytała Ola.
- Zaraz będzie 21!
Teraz i ja się przejęłam.
- No i? - spytała bez cienia strachu.
- To, że jeżeli przed 21 nie będziemy w szkole, dostaniemy szlaban. - powiedziała trochę za ostro.
- Nie dramatyzuj! I tak już jesteście spóźnione, więc zostańcie.
- Nie, musimy lecieć. Do zobaczenia. - i nie czekając na odpowiedź, pociągnęła mnie ze sobą i wybiegła od przyjaciółki.
Chociaż biegałam szybciej od niej, to teraz, objedzona ciastkami, nie mogłam za nią nadążyć, a ona nie chciała zwolnić.
- Przecież to ty trenujesz, nie ja! - odpowiedziała mi, gdy ją o to poprosiłam.
Tak więc musiałam biec za nią do bramy. Nie widziałam w tym żadnego sensu. I tak już byłyśmy spóźnione. Ona upierała się jednak, że może zmniejszą nam karę. Wątpiłam w to, ale gorliwie ją goniłam. Kiedy dotarłyśmy do bramy, zobaczyłam nauczyciela.
- Do dyrektora, zastanowi się jaki wymierzyć wam szlaban.
Nie dał nawet nam się wytłumaczyć i zrezygnowane poszłyśmy ścieżką do gabinetu dyrektora.
soooooooooooooooooooooooooooooł mówiąc krótku i nie przynudzając mfngdjgkdgjdlgjdlgldghriegnbdhd,mg,mfdfns *.* serio ,nie umiem lepiej tego ująć :D
OdpowiedzUsuńdevil :)
Kobieto, te literówki xd ! I nic o tym dziwnym typku nie napisałaś :( I nie było romantycznego wątku D: Ale poza tym rozdział ok :D I tak, czwartek i niedziela pasują xd
OdpowiedzUsuń