Przepraszam, że nie dodałam tego rozdziału w czwartek, ale miałam za dużo na głowie, z resztą i tak jeszcze nie ze wszystkim się uporałam, ale znalazłam czas, żeby go napisać.
X
Dzięki maści noga bolała mnie o wiele mniej z czego bardzo się cieszyłam, bo wcześniej myślałam, że oszaleję! Właśnie zaczęłam czytać książkę, gdy usłyszałam, że ktoś puka do drzwi. Okazało się, że to Nikola.
- Nic nie mów, wiem co się stało. - powiedziała, gdy otwierałam usta. Wyglądała na zdenerwowaną - Łukasz mi mówił. Wredna suka. Nie mam pojęcia za co ona się tak na ciebie uwzięła. Zwykle ma do tego powód.
- Raczej tak po prostu. - odpowiedziałam zdziwiona. Nie widziałam do tej pory Nikoli w takim stanie, a tym bardziej nie słyszałam, żeby przeklinała. - Bywa.
Ona jakby mnie nie słuchała tylko dalej co chwile na nią zwymyślała. Myślałam, że może po prostu musi się na kimś wyżyć po swojej kłótni. Wolałam jej nie przerywać, bo jeszcze mnie by ofuknęła. Siedziałam cicho i czekałam aż skończy. Na szczęście zrobiła to dość szybko i mogłyśmy sobie pogadać.
- Jaki ty dostałaś szlaban? - spytałam w pewnym momencie.
- Nie mówiłam ci? - zdziwiła się.
- Nie.
- Pomagam przy obiadach.
- Żartujesz?!
- Nie patrz się tak! - zaśmiała się - Nie zauważyłaś, że są smaczniejsze?
- Wiesz, jakoś niezbyt.
- Kłamiesz. - powiedziała, uśmiechając się - W sumie nieraz i normalnie im tam pomagam, więc dla mnie to żadna kara.
- Szczęściara.
- Ale popatrz, ty też nie masz źle. Kacper musi...
- Jaki Kacper? - przerwałam jej.
- Ten co wtedy usypiał. On i chyba jeszcze ten co siedział obok robią za woźnych i sprzątają klasy.
- Naprawdę? - zaśmiałam się.
- Tak. Więc chyba nie masz najgorzej, co?
- Oni tylko wybierają tablicę i zamiatają.
- A ty tylko podlewasz kwiatki. Nie dramatyzuj! - nie dała mi się odezwać - Zawsze mogłaś trafić na sprzątanie łazienki.
- To tu nie ma normalnych kar?
- Jakie niby to dla ciebie są?
- No nie wiem, coś pisać może...
Przerwał mi jej śmiech.
- Jeżeli czegoś takiego szukasz to nie licz, że znajdziesz! Na twoje rozumowanie to przykro mi, ale nie ma takich.
- Głupie to wszystko.
- Oj tam! Przyzwyczaisz się. Z resztą tak jest zabawniej.
- No nie wiem.
W tym momencie otworzyły się drzwi i zobaczyłyśmy Mateusza.
- Wiem, że się nudzicie, więc chodźcie z nami zagrać w pokera.
Miałam ochotę odpowiedzieć, że wcale się nie nudzimy, ale Nikola chciała zagrać, więc odpowiedziałam tylko "chwilkę". Moja wypowiedź była w pełni uzasadniona, bo mimo to, że mogłam normalnie sama chodzić, to na każdym kroku kostka pękała z bólu. Kiedy wyszłam z pokoju od razu miałam większą ochotę zagrać, bo nie zobaczyłam tam Sary, aczkolwiek znajomi chłopaków mnie trochę krępowali. Usiadłam naprzeciwko Mateusza i nagle przypomniałam sobie, że miałam go zapytać o tą skrzynię. Jednak nie wypadało tego robić przy tylu ludziach, dlatego zajęłam się grą, w której Nikola okazałą się mistrzem. Do prawdy, nie rozumiem jak można wygrać ponad połowę rozdań! Większość chyba podzielała moje zdanie, bo patrzyła na nią z nieukrywanym podziwem. Gra skończyła się dopiero, gdy wpadła do nas zdenerwowana Gośka, krzycząc, że jest od ponad pół godziny cisza nocna. Wszyscy niespiesznie zaczęli się zbierać. Po ich wyjściu nadarzyła mi się akurat okazja, żeby porozmawiać.
- Mateusz, - złapałam go za ramię - chcę się o coś zapytać.
- A nie możesz jak się już wykąpię?
- Nie, chce tylko coś wiedzieć. - i nie czekając na odpowiedź, dodałam - Co z tamtą skrzynką? Co w niej było?
- Myślałem, że już o niej zapomniałaś.
- Więc? - zaległa krótka cisza.
- Było to jedzenie na stołówkę.
- I myślisz, że ci w to uwierzę?
- Idź się upewnij, jak ci tak bardzo zależy, a teraz dobranoc.
Nie miałam ochoty sprawdzać, ale coś mi tu nie pasowało. Gdyby to było coś do kuchni to by to tam wnieśli. I co to byli za ludzie? Chociaż... drzwi do kuchni było stamtąd widać. Może faktycznie byli tylko tacy leniwi, że jej nie donieśli? Te myśli krążyły mi po głowie, gdy szykowałam się do spania.
Następnego dnia rano, nie myśląc o tym co robię, wyskoczyłam z łóżka prosto na chorą nogę. Ból był ogromny! Przeklinając siebie w duchu, powoli zaczęłam się szykować. Myśląc o dzisiejszych lekcjach humor zaczynał mi się poprawiać. Było ich mało, a na dodatek same które lubię. Jednak szybko się popsuł, bo gdy doszłam do schodów spotkałam tam Sarę, która do stołówki nie chciała się ode mnie odczepić i coś do mnie gadała. Starałam się jej nie słuchać, ale z tego co zrozumiałam, chyba chciała mnie obrazić. Ucieszyłam się, gdy weszłyśmy do jadalni, bo nareszcie dała mi spokój.
- Ojej! A tobie co się stało?! - zapytała Klaudia, gdy usiadłam przy stole.
- Nic wielkiego. Wypadek na treningu.
- Jakoś ciężko mi w to uwierzyć, ale niech ci będzie. Mimo wszystko mam nadzieję, że będziesz u mnie jutro.
- No pewnie. Noga ma mnie niby powstrzymać?
- Dobra, to przyjdź gdzieś tak po 17. Wy też. - zwróciła się do Łukasza i Nikoli.
Po śniadaniu wybrałam się od razu na lekcje, które mijały dziś zadziwiająco szybko, tak samo jak reszta dnia. Nawet nie wiem, kiedy zaczął się wieczór. Czas dawno tak szybko mi nie płynął. Teraz siedziałam na kanapie i próbowałam czytać, ale przez głośną rozmowę chłopaków nie mogłam się skupić. Moje prośby nic nie pomagały. W ogóle nie przejmowali się tym, że mi to przeszkadza. Niespodziewanie do pokoju weszła Gośka. Zdezorientowało mnie to. Odzyskałam równowagę dopiero, gdy powiedziała mi, że ma dla mnie list. Podeszłam do niej tak szybko, na ile pozwalała mi noga i wzięłam niewielką kopertę, po czym przeczytałam jej zawartość.
Cześć Karina,
cieszę się, że Ci się tam podoba, chociaż mam cały czas nadzieję, że wrócisz tutaj. Kilku osobom, w tym mi oczywiście, bardzo Ciebie brakuje. Nie mówię, że jest nudno, nawet może i trochę zabawniej, ale jakoś tak inaczej. Czekam bardzo na święta. Niby minął niecały miesiąc, a ja jestem już wykończona.
Trochę nie rozumiem, dlaczego nie odebrałaś ode mnie, ani razu, czy nie odpowiedziałaś na żadną wiadomość. Chyba na krótkiego SMS masz czas? To, że nie masz przez ten cały czas zasięgu jest tandetną wymówką, nie uważasz? Jeżeli nie chcesz do mnie pisać, to nie ma sprawy, tylko nie opowiadaj jakiś wymyślonych historyjek.
Sandra
- Niezbyt taktowna ta twoja przyjaciółka. - powiedział Mateusz.
- Nikt cię nie uczył, że cudzych listów się nie czyta?
- Niestety opuściłem tą lekcję. - wyszczerzył zęby.
Nie odgryzłam się. Byłam zamyślona. Tak czekałam na ten list, a teraz miałam do niego mieszane uczucia. Wolałabym chyba go nie przeczytać. Jak niby mam jej teraz wytłumaczyć, że naprawdę nie mogę odpisać, skoro już wcześniej mi nie uwierzyła? Nagle wezbrała we mnie złość na nią i postanowiłam jej w ogóle nie odpisać.
- Idę się przejść. - powiedziałam niespodziewanie.
Moja reakcja zaskoczyła obojgu.
- Z tą nogą i tak daleko nie zajdziesz. - powiedział Mateusz i wyszedł do siebie.
Spojrzałam na Jacka.
- Też masz coś przeciwko?
- Nie, ale samej cię nie puszczę, bo coś sobie jeszcze zrobisz.
- Świetnie! - powiedziałam sarkastycznie - Więc chodź ze mną.
Powiedziałam to od razu tylko po to, żeby zaoszczędzić sobie czasu. Schodziłam powoli po schodach, udając, że nie potrzebuję pomocy. Chciałam mu udowodnić, że niepotrzebnie ze mną idzie. Jednak coś mi nie wyszło, bo gdy tylko wyszłam, potknęłam się o jakieś kretowisko i wywróciłabym się, gdyby Jacek mnie nie złapał.
- I tyle z twojego radzenia sobie samej. - powiedział wesoło.
- Śmiej się, śmiej, ale mogło mi się coś stać.
- Na szczęście nie jesteś uparta.
Na dworze prawie niczego nie było widać, bo księżyc zakrywały chmury. Miałam nadzieję, że jak najszybciej przejdą, bo robiłam z siebie ofiarę losu, co chwila się potykając.
- Gdzie chcesz iść? - zapytał.
- Nad staw. - powiedziałam po chwili.
- Jeżeli tym razem nie wywrócisz łódki to zgoda. - uśmiechnął się do mnie.
- Jak mi nie dasz do tego pretekstu to nie wywrócę.
Po tym oboje zaczęliśmy się śmiać. Na moje szczęście w połowie drogi pojawił się księżyc. Mimo że był co jakiś czas przysłaniany małymi chmurami, to widać było o wiele więcej. Kiedy wsiedliśmy do łódki, od razu powiedziałam, że nie mam siły wiosłować. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak okropnie byłam zmęczona. Nie potrafiłam sobie wytłumaczyć dlaczego tak jest. Dzień nie był ciężki, chyba, że może wczoraj się nie wyspałam. Jacek co jakiś czas odwracał się, żeby zobaczyć co robię, lecz gdy za którymś razem miałam zamknięte oczy i lekko się kołysałam, trochę zaniepokojony zapytał:
- Wszystko w porządku?
Otworzyłam oczy.
- Tak, po prostu jestem zmęczona.
- Może wracajmy?
- Nie! - zaprotestowałam tak stanowczo, że nawet mnie to zdziwiło - Jeszcze kilka minut. Teraz jest tutaj tak pięknie.
- Dobrze, ale tylko kilka minut, bo usypiasz. Usiądź koło mnie, w razie czego zdążę cię złapać, zanim wypadniesz.
Wykonałam jego prośbę. Lekkie kołysanie łódki bardzo skutecznie mnie usypiało, ale starałam się za wszelką cenę temu nie poddać. Próbowałam przyglądać się tarczy księżyca odbijanej na wodzie, ale nadaremno. Nieświadoma tego, że moja głowa opadłą na ramię Jacka usnęłam.
Cudownie, zajebiście <3 koncówka słodka *.*
OdpowiedzUsuńDevil