sobota, 15 marca 2014

Rozdział 11

Niestety nie wyrabiam się tak, żeby pisać w tygodniu więc po prostu będę dodawała coś w weekendy. :) I proszę, zostawiajcie komentarze. :c

XI



     Obudził mnie huk. Nie miałam pojęcia co się stało, ale usłyszawszy przekleństwa Mateusza, uspokoiłam się. Pewnie coś mu spadło. - pomyślałam. Wyjrzałam przez okno. Nie potrafiłam stwierdzić, która jest godzina, a telefon leżał tak daleko, że nie chciało mi się po niego iść. Bądź co bądź słońce było już na niebie, więc najprawdopodobniej trzeba było już wstawać. Podeszłam do szafy i stanęłam przed nią z rękami na drzwiczkach. Jak ja się znalazłam w pokoju? Pamiętam tyle, że przysypiałam na łódce, więc musiałam tam usnąć. Przyjrzałam się swojemu strojowi. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie mundurek. Czyżbym po powrocie była tak zmęczona, że się nie przebrałam? Moje rozmyślania przewał kolejny huk i jeszcze głośniejsze przekleństwa.
- Co ty odwalasz? - zapytałam pretensjonalnie, wychodząc za drzwi.
- Zrzucam książki, żeby cię wkurzyć.
- Bardzo śmieszne, po co to robisz?
- Serio myślisz, że specjalnie to wszystko zrzucam? Nie moja wina, że kiedy jestem niewyspany wszystko wypada mi z rąk.
- To się wyśpij i spróbuj już więcej nic nie zrzucić, bo to irytuje.
- I mówisz to do kogoś kot ma dwie dziurawe ręce.
- Ech, nieważne.
     Wróciłam do pokoju. Musiałam się przebrać, bo ten mundurek był tak wygnieciony, że wyprasowanie go zajęłoby mi wieczność. Od razu naszykowałam sobie też ubranie na dzisiejszy wieczór. Nie byłam pewna czy sto procent to na siebie ubiorę, ale nie chciało mi się grzebać w torbie, żeby znaleźć coś lepszego. Leżała w niej jeszcze połowa ciuchów. Kiedy tu przyjechałam, bałam się, że cały czas będę nosiła te same ubrania, a tak naprawdę przez ponad połowę tygodnia nosiłam tylko mundurek, nie zamieniając ciuchów po lekcjach, chyba, że na trening. Po przebraniu się zobaczyłam na telefonie, że mam bardzo mało czasu. Zdążyłam się tylko uczesać i umyć zęby, bo za chwilę musiałam już wychodzić na śniadanie.
- Co tak późno? - zapytała Julia, gdy znalazłam się przy stole.
- W sumie to nie wiem. Budzik mi nie dzwonił, a myślałam, że mam jeszcze sporo czasu. Cieszę się, że już jesteś zdrowa. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Tak, miło.
- Klaudia, wymyśliłaś coś, żeby Sary i Marty nie było wtedy w pokoju?
- Po co? I tak nie będą tam chciały siedzieć. A jak zacznę je wyganiać to tym bardziej sobie nie pójdą.
- Jak wolisz.
- Na twoim miejscu zaczęłabym jeść śniadanie, bo pamiętaj, że musisz z tą nogą dowlec się do klasy. - powiedziała Nikola.
- E tam i tak już prawie normalnie chodzę.
- Prawi robi różnicę. Z resztą i tak pewnie cię boli, dlatego nie możesz chodzić szybko.
- No tak, ale z drugiej strony mam usprawiedliwienie jak się spóźnię. Wiecie może gdzie siedzi Jacek? Muszę z nim porozmawiać.
- O ile dobrze widzę już go tutaj nie ma. - odpowiedział Łukasz.
- Cholera.
- Jeżeli to coś ważnego, to mogę zapytać. - zaproponowała Julka - przecież chodzę z nim do klasy, więc złapać go przed lekcją to nie problem.
- Dzięki za chęci, ale w sumie to może poczekać. Chciałam się tylko czegoś dowiedzieć.
- Nie, nie ma dziewczyny. - powiedziała Nikola wesoło.
- Co? Och, nie, o nic takiego mi nie chodziło! - czy ja się zarumieniłam? - Nieważne, muszę się zbierać na lekcje, bo faktycznie nie zdążę.
     Wstałam od stołu i jak najszybszym krokiem ruszyłam pod klasę. Do diabła, czemu zrobiłam się czerwona? - pomyślałam - Przecież on mi się nie podoba. Próbowałam udawać, że informacja, jaką podała mi Nikola, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, ale dobrze wiedziałam, że w głębi serca się z tego cieszę. Pod klasą czekała już na mnie Patrycja. Uśmiechnęłam się do niej równocześnie próbując wyrzucić tamte myśli z głowy. Niedługo potem przyszedł nauczyciel. Gdy zajęłyśmy swoje miejsca, Patrycja odezwała się cicho:
- Będziesz dzisiaj u Julki, co nie?
- No pewnie, a ty?
- Też. - uśmiechnęła się.
- Nawet nie wiedziałam, że się znacie.
- Bo znamy się bardzo słabo. Zupełnie mnie zaskoczyła, zapraszając mnie, ale... Jestem! - odpowiedziała do nauczyciela, który sprawdzał obecność - Ale chętnie się zgodziła, bo już od dawna chciałam ją lepiej poznać.
- To czemu tego nie zrobiłaś?
- No jak to czemu? Tyle nauki! Nie mam czasu na nic innego. Zrobię sobie ogromne zaległości przez ten piątek, ale postanowiłam, że dzisiaj odpuszczę sobie tę naukę. Chyba zwariowałam.
     Nic jej na to nie odpowiedziałam. Nieraz faktycznie uważałam, że zwariowała, ale to dlatego, że bez przerwy się czegoś uczyła. To było irytujące, ale miewało swoje plusy. Chętnie pomagała mi znajdować odpowiednie książki do zadań domowych, a przede wszystkim miała dar, którego u nikogo innego nie dostrzegłam. Potrafiła wytłumaczyć mi tak, żebym zrozumiała nawet najtrudniejszą lekcję matmy czy geografii. Ucieszyłam się na myśl o tym, że Patrycja będzie u Julki. Chociaż tego jednego wieczoru nie przesiedzi z książką w ręce, chociaż któż ją tam wie? Jeszcze bardziej się ucieszyłam, gdy zobaczyłam na dworze wielkie kałuże po deszczu. Musiał padać w nocy, co oznaczało, że nie miałam nic do roboty w ogródku. Po skończonych zajęciach, na których jak zwykle nie było nic ciekawego, poszłam na obiad. Od dawna nie czułam się tak głodna, jak w tej chwili.
- Tylko zostaw sobie trochę miejsca w brzuchu. - powiedziała Klaudia, gdy nałożyłam sobie pełen talerz pierogów.
- Czemu?
- Bo u mnie tez będzie jedzenie. Na pewno nie będą to pierogi, no chyba, że chcesz.
- Teraz zjem ich tyle, że nie ruszę ich więcej przez miesiąc, więc nie, dziękuję. - powiedziałam z pełną buzią.
- Co?
- Mniejsza z tym. - przełknęłam w końcu - Mam nadzieję, że nie wymagasz jakiegoś eleganckiego czy coś.
- Do babskich ploteczek? A skądże! Jeżeli koniecznie chcesz sukienkę, to weź taką, co będzie robiła od razu za piżamę.
     Nikola parsknęła w talerz.
- Znowu się czepiasz tamtej fioletowej sukienki? - zaśmiała się głośno.
- To była piżama, mogę ci to przysiąc!
- A o co chodzi? - zainteresowałam się.
- Później ci to chętnie opowiem.
- Czemu nie teraz?
- Bo kilka osób też tego nie słyszało.
- Klaudia, od razu mówię, że na mnie nie czekaj. - odezwał się Łukasz.
- Co? Dlaczego?
- Łukasz i babski wieczór. Jakoś tego nie widzę. - zaśmiał się.
- Och, o to chodzi. Nic prostszego! Poproś Nikolę, żeby zrobiła cię na dziewczynkę i jakoś się wpasujesz.
     Wizja Łukasza w makijażu, peruce i damskich ciuchach rozśmieszyła mnie do łez. I nie tylko mnie. Julka wręcz dusiła się ze śmiechu.
- Wybacz, ale nie skorzystam. A teraz do zobaczenia.
- Ej, gdzie ty idziesz! - pytała Klaudia - Chcę się jeszcze z ciebie ponabijać!
     Po kilku minutach uspokoiłam się i mogłam dokończyć obiad z czym i tak miałam trudności, bo Klaudia skutecznie mnie rozśmieszała. Po posiłku wróciłam do pokoju. Przez chwilę patrzyłam przez okno. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, zabrałam się za pisanie listu do Sandry. Nie zdążyłam nawet napisać dwóch linijek, gdy do pokoju wszedł Jacek.
- Jednak jej odpisujesz? - spytał, podchodząc do drugiej strony stołu i obracając kartkę, na której pisałam - Ja bym jej na początku wygarnął, a nie próbował się tłumaczyć. Ale to ja.
     Oddał mi kartkę i skierował się do swojej sypialni.
- Mateusz! - zawołałam za nim - Ja wczoraj usnęłam na łódce, prawda?
- Tak.
- Więc jak ja się znalazłam w pokoju?
- Przyniosłem cię.
- Że słucham? - wydawało mi się, że znowu się czerwienię.
- Nie patrz tak na mnie, nie jesteś taka ciężka.
- Nie mogłeś mnie obudzić?
- Mogłem, ale to by i tak nic nie dało, spałaś twardo jak kamień.
- Zwykle mam płytki sen. - mruknęłam.
     Uśmiechnął się.
- Skoro tak bardzo ci zależy, to następnym razem chlusnę cię wodą, pasuje>
     Zaśmiałam się.Chwilę potem przyszedł do pokoju Mateusz i po przebraniu razem udali się na trening. Ja natomiast zostałam na kanapie i próbowałam się opanować, a za razem cieszyłam się ze swojego głębokiego snu. Nie posiadałam już zbyt wiele czasu do wyjścia, więc chcąc, nie chcąc, zostawiłam niedokończony list na stole i poszłam się przyszykować. Po jakichś 15 minutach stałam za drzwiami do pokoju dziewczyn.

1 komentarz:

  1. Domyślam się, że wołała Jacka a nie Mateusza (17 linijka od dołu xd) Gdzieś tam jeszcze napisałaś kot zamiast kto ale mniejsza ;d Pisz nastepny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń