niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 9

Już się bałam, że się nie wyrobię na dzisiaj. :D Rozdział trochę krótki, ale to trochę za względu, że jutro szkoła i mam mało czasu, a trochę dlatego, że nie miałam przez pół dnia pomysłu. Postaram się wyeliminować te literówki. ;)
P.S. Ten rozdział to jeden wielki opis. O.o

IX



     Obudziłam się - jak na mnie - dość późno. Za oknem było już widać słońce na bezchmurnym niebie, przez co przez chwilę zastanawiałam się, dlaczego obudziłam się w tak podłym nastroju. Zaraz jednak przypomniałam sobie o szlabanie. Kidy szykując się, myślałam o tym co miałam dzisiaj zrobić, trochę mi przeszło. Tylko podlać kwiaty - pomyślałam i zeszłam na śniadanie. Przy stole brakowało tylko Julki, ale podejrzewałam,  że jej nie zobaczę, bo będąc chorą, pewnie dostaje jedzenie do pokoju, żeby nie zarażać innych. Usiadłam na swoim miejscu i od razu wyczułam napiętą atmosferę między Nikolą, a Łukaszem. Nie kłócili się, ale rozmawiali z o wiele przesadną uprzejmością. Klaudia wydawała się jednak tego nie zauważać i gadała jak najęta. Nie bardzo wiedziałam o czym. Zaczęłam smarować kanapkę masłem, gdy nagle Klaudia przerwała wypowiedź i zwróciła się do mnie:
- A ty przyjdziesz? - spytała z nadzieją.
- Ale gdzie? - odpowiedziałam, próbując przełknąć duży kęs.
- No na moje urodziny, mam w ten czwartek. - zrobiła pauzę - Nie robię, żadnej zabawy czy coś, ale miałam ochotę spędzić ten wieczór z przyjaciółmi. Wczoraj się popytałam wszystkich, ale miałam uczucie, że o kimś zapomniałam. No i tak usiadłam i myślę "kto jeszcze?". Daję słowo, siedziałam tak z 10 minut i zastanawiałam się o kim zapomniałam. Jak sobie w końcu o tobie przypomniałam, to aż się walnęłam ręką w czoło! Nie wierzyłam, że nie pamiętałam o tobie. No, ale sama rozumiesz. Nie znam ciebie długo.
- Mhm. - mruknęłam, chociaż nie słuchałam jej uważnie.
- No to jak, przyjdziesz? - przy tych słowach zrobiła taką minę, że nawet gdybym nie chciała, to nie miałabym serca odmówić - Super! Nie musisz mi nic dawać. I tak pewnie dostanę dużo prezentów. Na ostatnie urodziny dostałam od wujka papugę, mówiłam wam?
     Po minie Nikoli wywnioskowałam, że mówiła, ale nie powiedziała jej tego, pewnie ze względu, żeby przy stoliku znowu nie zapanowała grobowa cisza. Śmiać mi się chciało jak zauważyłam na sobie błagalny wzrok Nikoli. Nie miałam pojęcia jaki miałam Klaudii podrzucić nowy temat, a przez to, że tak się rozgadała, nie miałam jak pomyśleć. Na szczęście, przerwał jej Łukasz odzywając się do mnie:
- Dzisiaj trening jest po siódmej, nie szóstej lekcji.
- Czemu zmienili godzinę? - zdziwiłam się.
- Nie mam pojęcia. Może coś ważnego wypadło? - po tych słowach bez pożegnania udał się na lekcje.
- Może... - powiedziałam cicho.
     Klaudia, jakby naładowała siły, kontynuowała swoją opowieść w jeszcze szybszym tempie, czego już nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Kiedy spojrzała na mnie, bąknęłam, że coś sobie przypomniałam. Dziewczyna żywo się tym zainteresowała i chciała żebym opowiedziała. Nie czując się na siłach do wymyślania historyjki, oznajmiłam, że muszę udać się przed lekcjami do biblioteki. Na moje nieszczęście Nikola powiedziała, że tez musi tam pójść i wybierze się ze mną. Teraz chcąc, nie chcąc musiałam z nią pójść. Kiedy wyszłyśmy  z jadalni zaczęłam się kierować w stronę biblioteki, jednak Nikola złapała mnie pod ramię i szepnęła:
- Dobry pomysł z tą biblioteką, ale chodź po książki, bo wiem, że nic nie potrzebujesz.
     Zamurowało mnie, skąd ona to wiedziała?
- Ale... Jak...?
     Machnęła ręką.
- Przecież to było widać! - zastanowiła się - Przynajmniej ja zauważyłam, bo Klaudia była tak rozgadana, że wątpię czy ogarniała co się wokół dzieje.
     Poszłyśmy więc po książki, wesoło rozmawiając.. Rozstałam się z nią dopiero, gdy znalazłam się przy swojej klasie. Westchnęłam. Wolałabym być w każdej klasie tylko nie w tej. Powiedzmy to sobie szczerze, ponad połowa osób z klasy była bandą egoistycznych, leniwych dupków. Można ten komentarz uważać za śmieszny, ale ja będąc w tej samej klasie nie miałam powodów do śmiechu. Przeżyć z nimi jeden dzień to był koszmar, a co dopiero kilka lat? W takich chwilach zazdrościłam Nikoli, w ogóle każdemu, bo tylko ja miałam taką badziewną klasę. Jedynym pocieszeniem była Patrycja. Była pyzatą dziewczyną z rumianą buzią i jasnobrązowymi lokami, a swoje szare oczy musiała ukrywać pod ogromnymi okularami, przez które wyglądała trochę śmiesznie. Na początku myślałam, że jest taka jak reszta, ale miło się zaskoczyłam. Była bardzo uprzejma, skromna oraz bardzo inteligentna. Chociaż chodziłam do tej szkoły bardzo krótko to już sama zauważyłam, że zobaczenie Patrycji bez książki w ręku graniczy z cudem. Bardzo dużo czasu spędzała przy nauce, na mój gust za dużo, ale co ja się będę tym przejmować? Nie moje życie. Tak więc siedziałam z nią na większości lekcji i byłam z tego powodu zadowolona, bo nie musiałam się trudzić tak bardzo jak inni przy przy odpowiedziach czy czymś podobnym, bo Patrycja nieraz mi "pomagała", chociaż była przeciwna oszustwom. Dzięki niej zajęcia mijały mi trochę szybciej. Dopiero po ostatniej lekcji zdałam sobie sprawę, że przez przełożenie treningu, mam godzinę wolną, dlatego poszłam teraz podlać te wszystkie rośliny. Byłam rada, że nikt tym razem tego nie zauważył. Niby nie przejmowałam się tymi wczorajszymi chichotami, to jednak miałam z tego powodu pewien żal. Po skończonej pracy, udałam się na obiad, gdzie - na szczęście - panowała już normalna, wesoła atmosfera. Łukasz z Nikolą musieli się wreszcie pogodzić. Jedząc obiad, uznałam, że warto by było odwiedzić Julię.
- Klaudia, - zagadnęłam - jak się czuje Julka?
- Już lepiej. Do piątku powinna być całkiem zdrowa.
- Mogę do was dzisiaj wpaść?
- Jeszcze pytasz? Jasne, że tak!
     Uśmiechnęłam się i dokończyłam jeść kotleta, a następnie poszłam się przebrać. Nie był to dobry pomysł, żeby ćwiczyć od razu po obiedzie, ale nie miałam wyjścia. Wolałam dostać kolkę, niż jęczeć z głodu. Na zewnątrz zeszłam akurat w sam raz na czas. Cieszyłam się na myśl o treningu, bo była wprost idealna pogoda. Jednak mina mi zrzedła, gdy trenem powiedział co będziemy robić. Błagam, tylko nie koszykówka! - pomyślałam i powlekłam się za resztą wyraźnie ucieszoną z dzisiejszych zajęć. Jedyne, co mi się w nich dzisiaj podobało, to krótka rozgrzewka. Reszta to była tragedia! Na początku nie radziłam sobie jeszcze aż tak strasznie, ale przez stłumione śmiechy kilku osób przy każdym nieudanym rzucie traciłam koncentrację i grałam coraz gorzej. Najgorszą rzeczą było jednak to, że przeciwko mnie grała Sara. Cały czas robiła wszystko, żeby mnie ośmieszyć. Gdzieś w połowie treningu tak mnie popchnęła, że straciłam równowagę i upadłam, ale nie samo zdarzenie było najgorsze, tylko fakt, że upadłam na kostkę, z którą nieraz miewałam problemu, od czasu, gdy ją skręciłam. Zdarzało mi się źle postawić nogę i od razu się pode mną załamywała i najczęściej upadałam, co sprawiało chwilowy ból kostki. Teraz czułam się gorzej. Noga bardzo bolała. Próbowałam wstać, jednak gdy oparłam się na prawej nodze, niebezpiecznie się zachwiałam i znowu upadłam, co wywołało uśmiechu na kilku twarzach. Szybko podszedł do mnie trener i próbował zbadać kostkę, lecz gdy tylko mnie dotknął syknęłam z bólu. Oznajmił, że trzeba mnie zaprowadzić do pielęgniarki, na co Jacek długo się nie namyślając, pomógł mi wstać i powoli poprowadził w stronę szkoły. Utrzymywanie ciężaru ciała na tej nodze sprawiało mi ogromny ból. Wydawało mi się, że nigdy nie znajdę się w tym gabinecie. Kiedy pielęgniarka pojawiła się w drzwiach, szybko i trochę chaotycznie opowiedziałam jej co mi się stało. Zaprowadziła mnie do środka, a Jackowi kazała wracać na trening. Przez chwilę wydawało mi się, że nie zamierza wykonać prośby, ale chwilę potem odwrócił się i udał na boisko. teraz kobieta przyjrzała się mojej spuchniętej kostce, po czym delikatnie ją zbadał, co ja odczułam, jakby ktoś w nią rzucał kamieniami.
- Na twoje szczęście jest tylko bardzo nadwyrężona. - poszła do szafki i wyjęła z niej coś, co przypominało skarpetę z wycięciem na piętę i palce - to zastąpi ci opatrunek. Będzie ja lekko usztywniało. Przez kilka dni uważaj gdzie stawiasz nogi. Jeżeli opuchlizna przez dwa dni nie będziesz schodziła lub co gorsze powiększy się, wróć do mnie, postaram się jakoś na to zaradzić. A teraz chodź, zaprowadzę się do pokoju. Mam nadzieję, że masz klucze?
     Potaknęłam głową i po 15 minutach mozolnej wędrówki, leżałam na łóżku. Przyznam się, że w tej skarpecie chodziło się lepiej, ale wcale nie zmniejszała bólu. Podziękowałam sobie w duchu, że zabrałam z domu maść przeciwbólową i już po chwili smarowałam obolałą kostkę. W tej chwili byłam pewna jednego: nigdy nie polubię koszykówki.

2 komentarze:

  1. Więc jak zwykle rozdział jest cudowny <3 nie mam żadnych zastrzeżeń :D
    devil

    OdpowiedzUsuń
  2. '' teraz kobieta przyjrzała się mojej spuchniętej kostce, po czym delikatnie ją zbadał '' coś mi tu nie pasuje xd Bardzo fajny rozdział, czekam na nastepny :D

    OdpowiedzUsuń