czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 4

Hej wam! Mam nadzieję, że wam nie zanudzam. :D Miałam ten rozdział dodać dzień wcześniej, ale z pewnych powodów nie mogłam. Mam nadzieję, że jest fajny. ^^ Wyrażajcie też swoje opinie w komentarzach. To motywuje. 

IV



     Przez moje niezdecydowanie prawie się spóźniliśmy. Ponad 5 minut stałam przed szafą i myślałam co mam na siebie włożyć. Pociechą było to, że nie szłam sama, bo na pewno bym nie dotarła na czas. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, okazało się, że to co mówili mi podczas obiadu to prawda, prawie nie było tu dziewczyn! Było nas razem jakaś siódemka. Rozglądnęłam się. Od razu poznałam Łukasza, a kilka metrów dalej zobaczyłam Gośkę, a także kilka innych osób. które jak dotąd znałam tylko z widzenia. Nigdy bym nie wpadła na to, że mogę tu spotkać dziewczynę pilnującą mojego korytarza. Nie miałam jednak szansy dłużej się nad tym zastanowić, bo zjawił się nauczyciel. Nie oszczędził nas, chociaż był dopiero pierwszy dzień. Na rozgrzewkę mieliśmy przebiec 10 okrążeń po wyznaczonej trasie na dworze. Przed biegiem przyjrzałam się wyrazom twarzy innych osób. Większość z nich przyjęło tę wiadomość bez emocji, a niektórzy nawet z ulgą.  To jest chyba jeden z krótszych dystansów - pomyślałam i pobiegłam za resztą.
     Na początku biegliśmy zwartą grupką, jednak im więcej mijało czasu tym bardziej się ona rozciągała, aż w końcu podzieliliśmy się na kilka. Muszę przyznać, iż nie spodziewałam się, że będę jedną, z ostatnich osób. Na moje szczęście, niektórzy nieraz zwalniali i mogłam chociaż przez chwilę nie biec sama. Zdarzało się, że zamieniałam z kimś kilka zdań. Niekiedy ktoś się potykał (najczęściej to byłam ja, ale nie ważne), a wtedy odwracałam się i sprawdzałam czy nic się nie stało i biegłam przez chwilę z tą osobą. Niby nie było w tym nic dziwnego, ale zawsze kiedy spojrzałam za siebie, widziałam dziewczynę, która mi się przyglądała. Nie wyglądała na zachwyconą, a już szczególnie kiedy rozmawiałam z Mateuszem czy jego kolegami. Myślałam, że może jest zła, bo nie ma z kim pogawędzić, albo coś podobnego. Przez jakiś czas zastanawiałam się czy na nią nie zaczekać, jednak na ostatnim okrążeniu sama mnie dogoniła.
- Jesteś ta nowa, prawda? - zapytała.
- Tak, jest...
- Z tego co mi mówili, wywnioskowałam, że będziesz ładniejsza - nie dała mi dojść do słowa - i wyższa. No, ale cóż. Nie każdy może być piękny. Ach, gdzież moje maniery? Jestem Sara. Z resztą, - machnęła ręką - po co ja się przedstawiam? I tak już pewnie mnie znasz. Nie? - powiedziała, gdy zobaczyła mój wyraz twarzy - Wielka strata dla ciebie. Naprawdę! Może zaprosisz mnie do siebie i się poznamy? Trochę poplotkujemy, pośmiejemy się, pomogę ci się ładnie pomalować, wiesz... takie babskie sprawy. - zaśmiała się - Nie mówię, że dzisiaj, ale... no, najlepiej, bo nie mam zbyt dużo wolnego czasu. Wiesz o co chodzi, prawda? To jak, wpadnę do ciebie, co?
     Chciałam jej odpowiedzieć, że niezbyt mi dzisiaj pasuje, ale nie zdążyłam, bo już odbiegła. Kiedy dotarliśmy do końca, okazało się, że dzisiaj naszym zadanie będzie wygranie wyścigu przez tor przeszkód. Nagrodą było zwolnienie z reszty lekcji. Zostaliśmy podzielenie w pary i na moje nieszczęście byłam z tą gadułą. Przed nami było kilka par wiec miałyśmy chwilę, żeby odpocząć. Podchodziłam do nie, aby odwołać wizytę, kiedy trener oznajmił, że teraz nasza kolej. Wystartowałyśmy równocześnie, jednak od początku było widać, że to ja mam przewagę. Sara też to zauważyła i kiedy biegłyśmy ostatnią prostą, specjalnie podbiegła tak, abym potknęła się o jej nogę. Runęłam w dół jak długa i oczywiście zanim się podniosłam dziewczyna była na mecie. Zażądałam rewanżu, tłumacząc co się stało, ale nauczyciel nie zwracał na to uwagi przez co musiałam zostać na kolejną godzinę wyczerpujących ćwiczeń.
     Jedyne o czym myślałam po treningu to porządny prysznic. Musiałam zmyć z siebie tą całą ziemię. Uważałam, że jak wejdę do pokoju to będę mogła odpocząć. Jednak, gdy tylko otworzyłam drzwi, wiedziałam, że to będzie niemożliwe. W pokoju siedział Jacek, Mateusz z kolegami, Sara i jeszcze jakaś inna dziewczyna, której nie znałam. Robili taki hałas swoim śmiechem, że nawet jakbym się zamknęła w siebie to nic by to nie dało.
     Gdy tylko pojawiłam się w pokoju, znajomi zaczęli mnie wołać, abym się dosiadła. Stwierdziłam, że najpierw wezmę prysznic, a dopiero później do nich dołączę. Poszłam do pokoju po mundurek na przebranie i poszłam się umyć. Woda wydawała mi się wspaniałym balsamem na obolałe nogi. Niechętnie zebrałam się i wyszłam do innych. Najchętniej bym posiedziała pod prysznicem o wiele dłużej, ale myślałam, że w końcu ktoś by się zaczął niepokoić czy czegoś sobie nie zrobiłam. Kiedy się dosiadłam Sara przeprosiła mnie, że nie poczekała na mój powrót i powróciła do przerwanej rozmowy. Później już ani razu nie zwróciła na mnie uwagi. Po godzinie miałam dość. Kilka razy udzieliłam się w... nie, tego nie można nazwać rozmową, ale ciężko znaleźć dobre określenie. Powiedzmy, że to taka przekrzykiwana rozmowa. Nieważne! Tak czy siak włączyłam się do niej, ale teraz już tak mnie męczyła, że nie miałam na nią ochoty. Tym bardziej, że zbaczała na coraz bardziej osobiste tematy. Ponieważ nie miałam ochoty tego dalej słuchać, wyszłam z pokoju i ponownie tego dnia wybrałam się do biblioteki. Nie pamiętałam, do której godziny jest otwarta, jednak udało mi się i nareszcie mogłam ją obejrzeć. Wolałam to zrobić dzisiaj, kiedy jeszcze nic nie miałam zadane. Chociaż będę wiedziała, gdzie znajdę jakie książki - pomyślałam.Przy ostatnim stoliku dostrzegłam Klaudię i postanowiłam się dosiąść. Ulżyło mi, kiedy uśmiechnęła się na mój widok.
- Cześć, jak trening?
- W sumie to było ok. Nie tak strasznie jak myślałam. No może poza tymi ostatnimi ćwiczeniami dla przegranych.
- Och! - zobaczyłam w jej oczach troskę - Mam nadzieję, że nie wymęczyli cię za bardzo.
- Nie, nie martw się o to! Dało się je wytrzymać. Znaczy, nie mówię, że było łatwo, ale przecież nie zawsze będę na nie zostawała
- Mocno przegrałaś? - oderwała się od pisania i spojrzała na mnie.
- Nie... Szczerze, to bym wygrała, ale jedna dziewczyna specjalnie zabiegła mi drogę i przez to się wywróciłam.
- Sara, prawda?
- Skąd wiesz? - spytałam zdziwiona.
- Bo ona taka jest dla wszystkich. Nie daj się nabrać na to, że jest dla ciebie miła. Udaje, że lubi tylko wtedy, gdy chce coś przez to osiągnąć. Uważaj na nią.
- Oj nie przesadzaj, nie może być taka straszna! - roześmiałam się. Nie mogłam pojąć o co jej chodzi, przecież nie była aż tak straszna - Wyluzuj.
- Dobra, jak uważasz. Co zamierzasz robić?
- W sumie to nie wiem. - zastanowiłam się czy mam jakieś plany - Wszystko, co chciałam zwiedzić czy poznać, już zobaczyłam, więc nie mam planów.
- To w takim razie zostań tu ze mną! - poprosiła - Dotrzymaj mi jeszcze przez chwilę towarzystwa, bo nie chce mi się tego pisać, siedząc tu samej.
- Już dostaliście zadanie?
- Taak, niestety, tak to już na biologii jest. Na szczęście na początek nie zadano nam nic trudnego.
- Czyli?
- Takie tak 2 strony o genetyce człowieka.
- i to jest twoje "takie tam"?! Ja bym pół strony nie napisała!
- Przyzwyczaj się, bo później będzie o wiele więcej.
- Tak samo jak 10 kółek na treningu to niby mało?
- Pewnie! A czego ty się spodziewałaś? To nie gimnazjum moja droga, nie będzie tak łatwo. No! Skończyłam! - powiedziała, dopisując ostatnie słowo.
- Kiedy ty to napisałaś? Przed chwilą było zapełnione pół strony!
- Półtorej. - poprawiła mnie.
- Nieważnie i tak nie wiem kiedy to napisałaś. Musisz mnie tego nauczyć!
- To chyba nie tak ważne kiedy to napisałam, co nie? Nad twoją prośbą się jeszcze zastanowię. - powiedziała w żartach - Ciesz się, chociaż mamy więcej czasu na rozmowę...
- Której dzisiaj nie skończycie, bo zamykam bibliotekę. - odezwała się do nas bibliotekarka, wyprowadzając nas z pomieszczenia - Ale zapraszam jutro. - po czym zamknęła drzwi.
- I co teraz? - spytałam rozbawiona tą sytuacją.
- Muszę odłożyć te książki do pokoju. Są za ciężkie! Chodź ze mną jak chcesz.
- Nie, dzięki. Pospaceruję sobie jeszcze po dworze. - uniosła brew zdziwiona - poważnie! Uwielbiam przebywać na świeżym powietrzu! - broniłam się.
- Jak chcesz. Do jutra. - już szła w stronę sypialni, ale cofnęła się i powiedziała - Tylko nie chodź tam za długo, bo za jakiś czas jest cisza. Dobranoc.
- Pa.
     Klaudia miała rację. Gdy tylko wyszłam na dwór, zdałam sobie sprawę, że jest już trochę późno. Powoli robiło się ciemno. Nie zwracałam na to najmniejszej uwagi i udałam się w stronę jeziorka, uważając, by przejść jak najdalej od ogrodu dyrektora. Kiedy dotarłam na miejsce, moją uwagę przykuła osoba, siedząca w łódce, Było na tyle ciemno, że nie mogłam stwierdzić kto to, wiedziałam tylko, że to chłopak. Jednak kiedy podpłynął wszystko stało się jasne.
- Co ty tu robisz? - spytał Jacek. Miałam uczucie, że coś mi przez to zarzuca, ale gdy zobaczyłam jego uśmiech, moje obawy znikły. Chłopak musiał zauważyć mój wyraz twarzy, który próbowałam ukryć - Przepraszam, mogło to źle zabrzmieć. Po prostu nikogo się tu nie spodziewałem.
- Nie szkodzi. Ja z resztą tak samo. - spostrzegłam książkę leżącą na dnie łódki - Co czytasz?
- Hm? - zrobił zdziwioną minę, po czym podążył za moim wzrokiem - Ach to! - podniósł książkę - W sumie to sam nie wiem. Niby kryminał, ale takie to nudne, że nie da się czytać.
     Zaśmiałam się.
- Nie może być przecież taka zła! Pokaż mi ją. - przeczytałam tytuł - Ty chyba sobie żartujesz! To jest świetne! Nie znasz się. - dodałam z udawanym oburzeniem.
- Całkiem możliwe, czytam tylko wtedy kiedy nudzę.
- I idziesz wtedy do łodzi?
- Nie! - zaśmiał się - Miałem ochotę popływać, a przed tym zajrzałem do biblioteki.
- Serio? Nie widziałam się.
- Bo byłaś za bardzo zajęta rozmową z Klaudią.
- Oj tam, trzeba się nieraz wygadać. - przypomniałam sobie coś - Ty umiesz pływać tą łodzią, co nie?
- No tak, przecież widziałaś, a co?
- Nauczyłbyś mnie? Nie mam odwagi sama próbować, bo nie wiem jak tu jest głęboko. - wskazałam na jeziorko.
- Z jakieś 5 do 7 metrów, ale to w najgłębszym miejscu. A czego dokładnie chcesz się nauczyć? Bo moim zdaniem to nie ma czego.
- Łatwo ci mówić. - zastanowiłam się - Wiosłowania. Ale to już nie teraz, kiedy indziej.
- Czemu? Przecież to nie trudne. Gwarantuję, że do takiego opanowania, żebyś mogła się jakoś poruszać wystarczy 15 minut. - przekonywał mnie, ale ja nie mogłam się zdecydować.
- Jest za ciemno.
- Mam latarkę.
- Chłodno mi.
- Dobra, jak nie chcesz to cię nie zmuszam. Pewnie po prostu się boisz.
- Wcale nie! - zaprotestowałam.
- Myślę, że tak.
- To źle myślisz i ci to udowodnię! - wsiadłam do łódki i czekałam aż powie co mam robić.
- Haha, wiedziałem, że cie to sprowokuje. - powiedział śmiejąc się. - Posuń się, najpierw wszystko ci pokażę i wytłumaczę.
     Zrobiłam mu miejsce obok siebie i odchyliłam się trochę do tyłu, żeby miał miejsce wiosłować. Kiedy mi to tłumaczył nie wydawało się trudne, jednak jak ja miałam nią popłynąć, okazało się to katastrofą! Na początek zamiast poruszać się do przodu, łódka stała w miejscu, lub powoli obracała się w jedną czy drugą stronę. Jacek cały czas mnie pouczał, ale kiedy prawie jej nie wywróciłam, usiadł za mną, złapał za moje dłonie, w których trzymałam wiosła i pokierowała nimi tak, że łódka popłynęła do przodu. Po chwili poprosił, abym zrobiła to sama. Okazało się, że dzięki temu poszło mi o wiele lepiej. Miałam ochotę jeszcze trochę poćwiczyć, lecz on oznajmił, że zaraz zacznie się cisza i trzeba wracać. Niechętnie oddałam mu wiosła i pozwoliłam dopłynąć do brzegu. Wracając do pokoju nie miałam zbyt dużo czasu, żeby rozmyślać o nowo nabytych umiejętnościach, bo Jacek przez całą drogę mnie zagadywał. W sumie to nawet podobała mi się ta rozmowa, ale byłam zdziwiona swoją postawą. Zwykle ciężko mi było prowadzić rozmowę z kimś, kogo ledwo znam, a tu proszę! Rozmawiałam sobie swobodnie z osobą, którą znałam zaledwie jeden dzień. Może to dlatego, że Jacek podtrzymuje rozmowę - zastanawiałam się. Wędrówka do pokoju minęła niespodziewanie szybko. Kiedy znalazłam się w swoim łóżku, stwierdziłam, że będzie mi dobrze w tej szkole.

1 komentarz:

  1. nie jest nudno jest bardzo ciekawie mdngkkjhgldjgldfhlfmhlfhldjhldk;dkg *.*
    twój devil :D

    OdpowiedzUsuń