sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 6

VI



     Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju, lecz już jej nie dostrzegłam. Jakby rozpłynęła się w powietrzu! Moje krzyki obudziły Nikolę, a chwilę potem do pokoju wpadł Łukasz. Jedno przez drugie pytali co mi się stało. Chaotycznie wytłumaczyłam im co zobaczyłam. Nie byłam pewna czy zrozumieli, bo dalej byłam tak przerażona, że ledwo mogłam się odzywać. Nikola wystraszona rozglądnęła się po całym pokoju, a Łukasz zaczął mnie uspokajać. Powili mnie przekonywał.
- Na pewno ci się to przyśniło. - powiedział po raz kolejny i wyszedł do siebie.
     Spojrzałam na Nikolę. Patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Chyba nie uważasz, że oszalałam, co?
- Nie, nie, oczywiście, że nie! - zaprzeczyła, machając rękami - Po prostu uświadomiłam sobie, że to moja wina.
- Błagam cię! Jak twoją winą mogą być moje koszmary?
-No bo to ja chciałam oglądać ten film.
- Ja też, więc i tak by wyszło na mnie. Kładźmy się spać, zmęczona jestem.
- Jasne, chętnie.
     Znowu nie mogłam usnąć. Bałam się, że gdy tylko to zrobię, właściciel te twarzy znowu się tu pojawi. Już sama nie wiedziałam czy to się stało naprawdę, czy tylko w moim śnie. Zasnęłam dopiero około 4 rano, ale mój wypoczynek nie trwał długo. Po kilku godzinach obudził mnie huk. Wystraszyłam się, że to znowu ten ktoś, ale na szczęście usłyszałam przekleństwo Łukasza. Okazało się, że przypadkiem zrzucił jedną z figurek na podłogę, a ta się rozbiła na dwie części. Nikola dalej spała. Musiała mieć twardy sen, albo być do tego przyzwyczajona. Wygramoliłam się z łóżka i wyszłam, zamykając po cichu drzwi.
- Och, przepraszam, obudziłem cię tym? - zapytał Łukasz, gdy mnie zobaczył.
- Tak, ale nie przejmuj się. To nawet lepiej, bo muszę się zbierać. Przekaż Nikoli, że wróciłam do siebie, ok? - przetarłam oczy, ziewając.
- No jasne, do zobaczenia!
- Mhm. - mruknęłam ledwo słyszalnie.
     Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, pomyślałby, że to jakieś zombi. Czułam się okropnie, a jak źle wyglądam przekonałam się u siebie. Miałam bardzo podkrążone oczy, a włosy na głowie sterczały we wszystkich kierunkach. Próbując je rozczesać, uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy jest u nas spokojnie. Pewnie jeszcze śpią - pomyślałam i po przebraniu się, zeszłam na śniadanie. Było pusto, nie licząc kilku osób, z których każda siedziała przy innym stoliku. Nie znałam bliżej żadnej z nich, więc wzięłam z nich przykład i usiadłam sama. Nie miałam pojęcia na co mam ochotę, ale byłam tak zmęczona, że było mi wszystko jedno i nałożyłam sobie pierwsze lepsze kanapki. Właśnie kończyłam jeść drugą, gdy dosiadł się Jacek.
- Dzień dobry. - powiedział z uśmiechem.
- Zależy dla kogo. - burknęłam trochę niegrzecznie.
- Co ci się stało? Wyglądasz jakbyś ledwo żyła.
- I tak się czuję. - wzięłam łyk herbaty.
- Nocna impreza?
- Tak, jeśli imprezą można nazwać oglądanie horroru.
- I trwał on tak długo, że teraz usypiasz z ręką w powietrzu?
- A myślisz, że takie nie istnieją?
- Jasne, że istnieją. Na przykład takie ogniska. - spojrzałam na niego - Co się dziwisz? Zawsze jest tak samo. Tylko nauczyciele sobie pójdą i od razu Sara z Martą zaczynają te swoje dziwkarskie występy, do których przyłączają się tacy Szymon, Mateusz czy Damian. Żenada.
- To po co tam poszedłeś? - zabrzmiało to, jakbym mówiła z wyrzutem.
- Jak tradycja, to tradycja, trzeba to przeboleć. Ale przecież nikt nie powiedział, że musiałem tam siedzieć do końca. - kiwnęłam głową, nie bardzo wiedząc co do mnie powiedział - Ty w ogóle choć trochę spałaś? Wyglądasz jakbyś nie kontaktowała, co się wokół ciebie dzieje.
- Co?
- Nieważne. Idź się połóż, łódką można popływać kiedy indziej.
     Na to zdanie się ożywiłam.
- Nie, nie trzeba! Dam radę! Patrz, już mi lepiej!
- Ty chyba nie myślisz, że się zgodzę? Nie chcę cię mieć na sumieniu jak się utopisz!
- Ale...
- Nie. Skoro tak ci na tym zależy to trochę później, ale na razie się zdrzemnij.
- Mhm.
     Nie mam pojęcia jak znalazłam się w swoim łóżku. Musiałam być naprawdę zmęczona! Od razu usnęłam, jednak męczyły mnie koszmary, przez co nie mogłam wypocząć. Obudziło mnie słońce, którego promienie wpadały przez okno. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam Jacka z książką w rękach.
- Cały czas tu siedziałeś? - zdziwiłam się.
- Masz mnie za idiotę? Jasne, ze nie! Nie przesiedziałbym takiego pięknego dnia w pokoju!
     Wyjrzałam przez okno. Faktycznie było ładnie.
- Długo spałam?
- Ponad pół dnia.
- Co?! Dlaczego mnie nie obudziłeś?!
- Dziewczyno, ja dopiero wróciłem!
- Ech, no dobra, mniejsza z tym, masz teraz czas?
- A nie widzisz, że czytam? - uśmiechnął się.
- Dobra, to chodź.
     Odłożył powieść na półkę i poszedł ze mną. Kiedy znalazłam się na dworze, uderzył we mnie podmuch ciepłego powietrza. W oddali było widać wolną łódkę.
- Nikt, nią nigdy nie pływa? - wskazałam na nią.
- Jasne, że pływają, dlaczego pytasz?
- Bo zawsze jak ją widzę jest pusta.
- Chciałbym mieć takie szczęście. Pamiętasz jeszcze jak się wiosłuje?
- Zobaczymy ile byłam w stanie zapomnieć przez dwa tygodnie.
     Po tych słowach wsiadłam do łódki i złapałam za wiosła
- Pozwól mi najpierw sprawdzić ile pamiętam. - powiedziałam, zanim zdążył mi je zabrać.
Na początku szło mi całkiem dobrze, ale szybko się męczyłam, więc musieliśmy się co chwilę zmieniać. Po którejś z kolei zmianie, prawe wiosło zaplątało się w wodorosty tak, że nie mogłam go wyjąć. Z Jackiem w tym samym momencie wychyliliśmy się. by je odplątać. Efekt był taki, że oboje wylądowaliśmy w wodzie. Miałam uczucie, że zaraz zacznie na mnie krzyczeć, ale on zaczął się śmiać. Odechciało nam się z powrotem wsiadać do łódki, a że i tak byliśmy cali mokrzy, postanowiliśmy popływać. A tak naprawdę z pływanie było tyle, żeby odłożyć wiosło do łódki. Reszta to było nurkowanie, chlapanie i nurkowanie. Przeklinałam siebie w duchu, że tak szybko zrobiło mi się zimno, bo tak dobrze się bawiłam. Kiedy wyszłam na słońce, zrobiło mi się o wiele lepiej, ale ciepłem tego nie można było nazwać, a że przecież nie mogliśmy wejść tacy mokrzy do szkoły, to poszliśmy wyschnąć przy grze w siatkę.
- A wam co się stało? - spytał jeden z chłopaków, z którym wczoraj byłam w drużynie, kiedy już byliśmy na miejscu.
- Ta dziewczyna nie potrafi pływać łódką.
     Wszyscy się roześmiali, nie wykluczając mnie.
- Nieprawda! To przez to, że wiosło się zaplątało! - spojrzałam na chłopaków - Możemy z wami zagrać?
- Po co w ogóle pytasz? Następnym razem wbijaj jak Jacek.
     Dopiero teraz dostrzegłam, że on już jest na boisku.
- Jasne, zapamiętam. - po czym dołączyłam się do przeciwnej drużyny.
     Przyznam się, że przez te dwa dni zdążyłam polubić siatkówkę. Sama się sobie dziwię! Niestety strona, po której ja byłam, przegrała (podejrzewam, że przeze mnie), ale nikt się tym nie przejął i wszyscy razem wybraliśmy się na kolację. Na stołówce pożegnaliśmy się i rozsiedliśmy przy swoich stolikach.
- Jesteś! Zastanawiałam się przez cały dzień, gdzie ty się podziewasz! - powiedziała na powitanie Nikola.
- Spokojnie. Przespałam połowę dnia. - spojrzałam na puste krzesło. - Co z Julką?
- Źle się poczuła. - odpowiedziała Klaudia. - Znaczy źle czuła się od rana, ale teraz jest jeszcze gorzej. Ma wysoką gorączkę.
- Och! Idę ją odwiedzić! - poderwałam się z miejsca, ale Klaudia mnie zatrzymała.
- Jutro, dał jej dzisiaj wypocząć.
- I zjedz coś, bo nie było cię na obiedzie. - dodała Nikola z pełną buzią.
     Usiadłam na miejscu i wzięłam na talerz kanapki z serem. Po zjedzeniu dziewczyny namawiały mnie, abym poczekała, aż one skończą i poszła do Nikoli pograć w karty, ale grzecznie odmówiłam. Chciałam napisać list do Sandry. Musiałam to zrobić dzisiaj, bo w niedzielę rano Goska je zbierała i zanosiła na pocztę. Wysyłane były dopiero w poniedziałek, ale rano nie miała czasu .
     Wróciłam do swojego pokoju, usiadłam przy biurku, zapaliłam lampkę i zaczęłam pisać. Po lekko ponad godzinie był gotowy. Wyglądał bardziej jak kilkustronowe wypracowanie, ale nie przejęłam się tym. Włożyłam go do koperty i zostawiłam na biurku. Doszłam do wniosku, że Julię odwiedzę z samego rana, zebrałam się i po kilkunastu minutach byłam już w łóżku, chociaż było dopiero przed 21.
     Tę noc przespałam już spokojnie. Nie miałam żadnych koszmarów. Szczerze mówiąc to nic mi się nie śniło. Obudziłam się jak jeszcze było ciemno. Zachciało mi się do toalety. Podniosłam się więc z łóżka i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je na oścież i... znowu zobaczyłam tego człowieka. Byłam tak przerażona, że zamknęłam oczy, nie mogąc nic innego zrobić. Byłam pewna, że coś mi zrobi. Jednak, gdy po kilku sekundach otworzyłam oczy, przede mną nie było nikogo. Już naprawdę zaczynam wpadać w paranoję. - pomyślałam i ostrożnie udałam się do łazienki, a po powrocie znowu poszłam spać. Rano o tym zdarzeniu nie pamiętałam.

3 komentarze:

  1. No więc mówiąc krótko mgvfljfkgjfhjjkjfdkghdkghlgjhhggh *.* serio nie wiem co mam napisać bo to jest tak zajebiste, że aż mi słów brakuje :)
    btw końcówka egien >>>>>>>>>>>>>>>
    i ten coś jeszcze chciałam.....a tak! szalonych ferii Ci życze :)
    your devil xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz szybko nastepny rozdział proszek :D Wczułam sie w te Twoje opowiadanie, Karina bd chodzić z Jackiem jestem pewna xd !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam Ci, że nie musisz mieć konta. :D Ale dzienia! :)

      Usuń