Mam nadzieję, że nie nudzą was te rozdziały. Postaram się w nie wpleść trochę akcji, ale nie obiecuję, że mi się to tak szybko uda. :)
III
Obudziłam się około 5:00. Nie miałam pojęcia jakim cudem byłam o tej godzinie wyspana. Zwykle musiałam spać co najmniej do 8:00 przez co często spóźniałam się na lekcje. A na dodatek wczoraj byłam taka zmęczona! Może to przez stres? - pomyślałam i wygramoliłam się z łóżka, żeby włożyć na siebie mundurek. Składał się z białej koszuli, czarnego krawatu, pasiastej marynarki, spódniczki do kolan w takim samym wzorze, białych zakolanówek i czarnych pantofli. Nie wyglądało to tak źle, jak można pomyśleć, ale to na pewno nie był mój styl. Wolałam się ubierać w wygodne, sportowe ubrania, a strój szkolny sprawiał, że czułam się jak nie ja. Ułożyłam włosy przed lustrem. Chociaż wyglądam lepiej niż wczoraj - pomyślałam. Wyszłam do wspólnego pokoju. Wcześniej byłam tak zmęczona i zdziwiona, że nie miałam siły go obejrzeć. Wydawał mi się dość pusty i nudny. Jednak teraz miałam całkiem inne wrażenie. Nie był on ani za mały, ani za duży, tak w sam raz. Oczywiście nie było tam żadnych sprzętów elektronicznych, ale było co robić. Pod oknem znajdowała się wielka sofa, a przed nią stół. Przy innej ścianie stała półka na książki, chociaż tak na prawdę było tam wszystko : książki, karty, scyzoryk, powypalane świeczki, jakieś pamiątki i wiele innych drobiazgów. Większą część pokoju, jednak nie taką, żeby nie dało się poruszać, zajmował niewielki sprzęt do ćwiczeń.
Ponieważ nie znałam jeszcze szkoły, a miałam trochę wolnego czasu, postanowiłam ją zwiedzić. Wzięłam klucze (które najprawdopodobniej miały być moje) z półki i po cichu wyszłam na korytarz, aby nikogo nie obudzić. Na początek zamierzałam znaleźć bibliotekę, jednak nie udało mi się to tak szybko, jak się spodziewałam. Po wyjściu z jednego z kilku korytarzy, w których znajdowały się sypialnie, zaczęłam się trochę gubić. mimo że korytarze nie były kręte motałam się. Nie mogłam zapamiętać, którymi szłam, a którymi nie. Wyglądały prawie tak samo! Po około 20 minutach osiągnęłam cel - dostrzegłam dwudrzwiowe wejście do biblioteki. Pociągnęłam za klamkę, ale drzwi się nie otworzyły. Poirytowana próbowałam kilka razy. Dopiero po chwili dostrzegłam kartkę na drzwiach z godzinami, w których biblioteka była czynna. Posmutniałam. Czyli będę mogła rozejrzeć się w niej dopiero po lekcjach lub na przerwie - pomyślałam i poszłam w stronę głównego wyjścia. Tym razem się nie zgubiłam i już po chwili mogłam się nacieszyć widokiem podwórka oświetlonego porannym słońcem. W powietrzu powoli było czuć jesień i chociaż poranek był chłodny, nie wróciłam się po nic cieplejszego. Bałam się, że znowu się gdzieś zgubię.
Pierwsze miejsce, do którego poszłam to staw. Zza ogrodzenia wydawał mi się mniejszy. Na brzegu dostrzegłam łódkę. Miałam wielką ochotę nią popływać, ale nie umiałam. Zanotowałam sobie w pamięci, że muszę kogoś o to poprosić i wybrałam się w inna stronę. Zielony teren okalający szkołę był na prawdę ogromny! W oddali dostrzegłam boisko. Postanowiłam je obejrzeć. Bądź co bądź to właśnie na nich miałam trenować. Kiedy podeszłam bliżej okazało się, że jest tam nie jedno, a kilka boisk: do piłki nożnej, koszykówki, siatkówki i tenisa. Przyglądałam im się z wielką uwagą.
- Przyszłaś grać z nami? - odezwał się ktoś.
Ponieważ byłam zamyślona, przestraszyłam się lekko, ale zaraz się opanowałam i odwróciłam. Za mną stało kilkanaście uczniów, a ten, który się do mnie odezwał trzymał w ręce piłkę do siatkówki.
- Nie. - odparłam - Po prostu oglądam jak wyglądają boiska.
Przeszłam obok nich zanim ktokolwiek zdążył się odezwać. Nie uciekałam. Po prostu nie miałam ochoty z nimi rozmawiać, bo byłam pewna, że namówią mnie do gry i zobaczą jaka jestem w niej beznadziejna. Lubiłam biegać, ale gra w coś zwykle mi nie wychodziła. Nie mogąc dłużej się im przyglądać, wybrałam się w ostatnie miejsce, które chciałam zobaczyć z bliska czyli ogród. Kiedy wczoraj szłam do drzwi wydawał mi się piękny. Bardzo lubiłam kwiaty, dlatego miałam ochotę dowiedzieć się jakie tam rosną. Gdy byłam już blisko usłyszałam ciche warczenie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu właściciela głosu, ale nie zauważyłam żadnego zwierzęcia wiec poszłam dalej. To był mój błąd. Chwilę po tym wyskoczył zza krzaków wielki, czarny pies i biegł prosto na mnie. Przestraszona zaczęłam uciekać lecz on był coraz bliżej, Wiedziała, że zaraz mnie złapie lecz nagle:
- Barry! Do nogi! - usłyszałam znajomy głos i zwolniłam. - No już!
Odwróciłam się i zobaczyłam psa potulnie podchodzącego do Mateusza.
- Co ty tutaj robisz?
- Liczyłem na coś w rodzaju "dzięki za uratowanie mi życia".
Zmarszczyłam brwi.
- Dziękuję za uratowanie mi życia, co tu robisz?
- Już lepiej - uśmiechnął się - Jak co dzień chciałem się pobawić z psem, ale zauważyłem, że cię gonie. - zamyślił się na chwilę - A tak w ogóle to czemu cię gonił?
- Nie wiem! - wzruszyłam ramionami - Chciałam pójść obejrzeć ogród, gdy to - wskazałam na psa siedzącego przy nogach Mateusza - zaczęło mnie gonić!
- To nie jest żadne TO! - oburzył się - To jest PIES, a to, że nierasowy nie znaczy, że jest gorszy.
- No dobra, dobra nie denerwuj się. Jednak dalej nie wiem, dlaczego mnie gonił. - powiedziałam do siebie.
- Bo podeszłaś do ogrodu. - odpowiedział drapiąc psa za uchem.
- Co?
- No przecież sama to powiedziałaś.
- No tak, ale dlaczego tak zrobił?
- Bo tak został wytresowany. Barry jest psem dyrektora, ten ogród też należy do niego. Barry ma chronić, żebyśmy go nie zniszczyli.
- Świetnie, dużo osób już pogryzł?
- Nie, zwykle udaje się wszystkim uciec. - uśmiechnął się - Chociaż ty raczej pobiegłaś w złą stronę, bo niby jak chciałaś zwiać? Nie lepiej byłoby wejść, na któreś z tych drzew? - wskazał na las, rosnący po drugiej stronie ogrodu.
- Tak, no fakt, lepiej.
- Strzelam, że nie byłaś jeszcze na śniadaniu, - zmienił temat - więc chodź.
- Nie jestem głodna. - założyłam ręce.
- Jak chcesz, ale do obiadu już nic więcej nie będzie.
Westchnęłam i poszłam za nim.
Kiedy weszliśmy, stołówka była już prawie pełna, jednak było w niej o wiele mniej osób niż sądziłam. Nagle obok mnie przepchnęła się grupka dziewczyn, przez co straciłam z oczu Mateusza. Próbowałam go dostrzec, ale starania poszły na marne. Za to zobaczyłam machającą do mnie Nikolę. Podeszłam do stolika, przy którym siedziała.
- Hej, - zawołała na powitanie - siadaj. - pokazała mi wolne miejsce obok siebie - To jest właśnie Karina, o której wam mówiłam. - powiedziała do obecnych przy stoliku, a potem zwróciła się do mnie - Karina poznaj Klaudię, Julię i mojego chłopaka Łukasza. - po kolei wskazywała na każdą z osób - Myślę, że się polubicie. - skończyła wesoło.
Próbowała zapamiętać jak kto wygląda i okazało się to dość proste. Julia miała duże orzechowe oczy. Była opalona przez co wywnioskowałam, że była na wakacjach gdzieś na południu. Miała bardzo długie, brązowe włosy z prostą grzywką. Wydawała się osobą spokojną, takim przeciwieństwem Klaudii. Jej wygląd i styl bycia pokazywał, że jest osobą szaloną i pełną energii. Wiedziałam, że ją na pewno zapamiętam, tym bardziej, że miała blond włosy z różowymi pasemkami związane w nietypową fryzurę. Łukasz wyglądał przeciętnie, uroku dodawały mu krótko ścięte ciemno-blond włosy., natomiast Nikola... Nie miała najlepszej figury, chociaż nie wyglądała źle, była niziutka, a jej czerwone loki idealnie pasowały do jej zachowania.
Nałożyłam sobie dużą porcję jajecznicy. Okazała się pyszna! Znajomi przy stoliku rozmawiali i śmiali się, ale ja nie brałam w tym udziału, bo uświadomiłam sobie, że jednak jestem głodna i chciałam się dobrze najeść.
- Ty byłaś na tym boisku dzisiaj rano, prawda Karina? - zadał mi pytanie Łukasz co przerwało mój posiłek.
- Tak. - przyjrzałam mu się - Wiedziała, że cię gdzieś już widziałam!
- Grasz w siatkówkę? - zainteresowała się Nikola, a za nią resztą dziewczyn.
- Nie! - zaprzeczyłam - Po prostu rozglądałam się po szkole.
- Aaa. No tak. Zapomniałam, że to twój pierwszy dzień.
- A jaki profil wybrałaś? - zapytała Klaudia.
- Właśnie! - przytaknęła Nikola - powiedz, że coś humanistycznego! Chciałabym mieć z tobą zajęcia. Co prawda staram się uczyć dobrze, ale różnie to wychodzi. - zaśmiała się.
- Nie, niestety, wybrałam sportowy.
- Żartujesz sobie? Wiesz jak będzie ci ciężko? Będziesz wykończona!
- Nie strasz dziewczyny, bo jeszcze zrezygnuje - powiedział z poważną miną Łukasz, jednak rozśmieszany przez Klaudię zaraz zaczął się śmiać.
- Nie wystraszy mnie, - odezwałam się radośnie - bardzo lubię sport, tylko mam nadzieję, że będziemy więcej biegać i ćwiczyć niż grać.
- Nie sądzę. - odparł.
- O rany! - spojrzałam wymownie na sufit, co wszystkich rozśmieszyło.
- Lepiej się zbierajmy. Zaraz zaczną się zajęcia. - powiedziała Klaudia.
- Czy ktoś może mi powiedzieć, gdzie jest klasa od angielskiego? - zapytałam zanim wszyscy się rozeszli.
- Chodź, ja cię zaprowadzę, - oznajmiła Nikola - mam lekcje obok.
Dziewczyna zapytała o cały dzisiejszy plan i wytłumaczyła gdzie znajdują się dane klasy. Na szczęście nietrudno było to zapamiętać. Zamotałam się tylko przed historią i spóźniła się kilka minut. Na szczęście nauczycielka była miła i poprosiła, żebym bardziej pilnowała czasu.
Wszystkie dzisiejsze lekcje wydawały mi się bardzo ciekawe. Nawet geografia, której przecież tak nie cierpiałam, okazała się do zniesienia. Po ostatniej lekcji od razu był obiad. Usiadłam z tymi samymi osobami tym razem bardziej swobodnie, a nawet włączyłam się do żartów. Zaczynało mi się tu podobać. Po zjedzeniu posiłku poszłam się zdrzemnąć, jednak po dosłownie 5 minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Lekko poirytowana powiedziałam "proszę". W drzwiach pojawił się Jacek.
- Za 15 minut zacznie się trening, więc lepiej się przebierz. Jeżeli chcesz poczekamy na ciebei z wyjściem.
Wstałam z łóżka i zajrzałam do szafy.
- Dobra, dajcie mi minutę.
ntpgadwpgadmpgdlmpjmwvmtp ♡ Tylko tyle mi przychodzi do głowy :D
OdpowiedzUsuńyour devil ♡